W sali sesyjnej bielskiego Ratusza gościł dziś były selekcjoner reprezentacji Polski w piłce nożnej Antoni Piechniczek. Brązowy medalista mundialu w Hiszpanii opowiedział o swojej pracy szkoleniowej w BKS oraz odniósł się do pytań, czy Czesławowi Michniewiczowi uda się powtórzyć jego wyczyn z 1982 roku. - Czasami lepiej jest przegrać, ale przegrać po walce, w dobrym stylu - mówił do zebranych Antoni Piechniczek.

Dziś po południu w sali sesyjnej bielskiego Ratusza odbyło się spotkanie z legendarnym Antonim Piechniczkiem. Autorytet w dziedzinie piłki nożnej dał się zaprosić kolejny raz do Bielska-Białej z okazji obchodów 100-lecia bialskiej Stali. W 1982 roku na mundialu w Hiszpanii podopieczni trenera Piechniczka zdobyli trzecie miejsce, powtarzając tym samym osiągnięcie „Orłów Górskiego”, czyli złotej ery polskiego futbolu. Co ciekawe, zgrupowania kadry z czasów Piechniczka często odbywały się w Wiśle. Jak przyznał selekcjoner, jest to jego ulubione miejsce na świecie, choć miał okazję zwiedzić wiele innych.

Stadion pękał w szwach

Antoni Piechniczek był szkoleniowcem w piłkarskiej sekcji BKS Stal, który w tamtym czasie pukał do drzwi najwyższej ligi rozgrywkowej, dzisiejszej Ekstraklasy. Trener Piechniczek doskonale pamięta czasy, gdy stadion miejski przy ówczesnej ul. Marszałka Greczki pękał w szwach. Szczególnie w czasie meczu pomiędzy BKS a liderem tabeli GKS Tychy w sezonie 1973/74, pośrednio decydującym o awansie, kiedy na stadionie zasiadło 20 tys. osób.

- Odnosiliśmy wielkie sukcesy. Nie zostałbym takim trenerem, takim selekcjonerem, gdyby nie dwuletnie doświadczenie w walce o Ekstraklasę z BKS. Zawsze byłem dumny, że mogłem w Bielsku-Białej pracować - podkreślał trener Piechniczek.

Były selekcjoner z rozrzewnieniem wspominał piłkarzy, których spotkał w BKS, w szczególności późniejszego światowej klasy golkipera, zdobywcę Pucharu Mistrzów Józefa Młynarczyka. - Wszyscy zachwycają się teraz Szczęsnym. Oczywiście, należy mu się szacunek. Ale mało kto pamięta, że rekordzistą pod względem rozegranych na mundialu meczów jest Józef Młynarczyk, który zagrał w jedenastu spotkaniach od pierwszej do ostatniej minuty. To jest rekord nie do pobicia przez żadnego polskiego bramkarza - mówił.

Trochę pokory się przyda

Piechniczek zasiadał na ławce trenerskiej w 129 meczach międzynarodowych na trzech kontynentach. Trenował nie tylko kadrę Polski, ale także Tunezji i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Uczestnicy dzisiejszego spotkania w Ratuszu byli więc niezwykle ciekawi opinii selekcjonera na temat postawy polskich piłkarzy na tegorocznych mistrzostwach świata. Warto wspomnieć, że ostatni raz Polska wyszła z grupy mistrzostw świata właśnie za czasów Antoniego Piechniczka, 36 lat temu w Meksyku.

- Każdy awans do finałów mistrzostw jest sukcesem. Mundial to zawsze jest wielkie piłkarskie święto. Niestety, Argentyna dała im lekcję futbolu. Może trochę pokory się przyda. Wierzę, że wstydu w meczu z Francją nie przyniosą. Czasami lepiej jest przegrać, ale przegrać po walce, w dobrym stylu - mówił do zebranych Antoni Piechniczek.

Tekst i foto: ak