2,5 roku więzienia dla sprawcy śmiertelnego wypadku. Bielski sąd nie zaostrzył wyroku
Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej wydał dziś wyrok apelacyjny w głośnej sprawie śmiertelnego wypadku w Gilowicach. Przed dwoma laty miejscowy lekarz śmiertelnie potrącił kobietę w ciąży oraz dziecko. Z wysokością kary nie zgadza się mąż i ojciec ofiar.
22 października 2020 roku 69-letni Krzysztof S. kierował samochodem osobowym w drodze do pracy. W pewnym momencie jadąc ul. Zakopiańską w Gilowicach stracił panowanie nad pojazdem, wpadł do przydrożnego rowu i uderzył w stojącą na mostku będącą w drugim miesiącu ciąży 36-letnią Małgorzatę i jej 3-letnią córkę. Kobieta zmarła na miejscu, dziewczynka nieco później w szpitalu. Śledczy ustalili, że Krzysztof S. poruszał się z prędkością 67 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało ograniczenie do 50 km/h.

Foto: OSP Gilowice
W kwietniu br. Sąd Rejonowy w Żywcu nieprawomocnie uznał lekarza winnym czynu z art. 177 par. 2 kk (nieumyślne spowodowanie wypadku komunikacyjnego ze skutkiem śmiertelnym) i skazał go na karę 2,5 roku pozbawienia wolności. Krzysztof S. otrzymał również sześcioletni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych oraz nakaz wypłaty nawiązki - po 30 tys. zł dla bliskich ofiar wypadku.
Dziś Sąd Okręgowy w Bielsku-Białej po rozpoznaniu apelacji stron utrzymał w mocy wyrok orzeczony w Żywcu. Sąd apelacyjny nie zgodził się na zaostrzenie wyroku, opierając się m.in na nieposzlakowanej opinii lekarza oraz mając na uwadze fakt, że sprawca wcześniej nie był karany, a po zdarzeniu wyraził szczerą skruchę.
Wpłynęły łącznie trzy apelacje - jedna złożona przez obrońcę oskarżonego, a dwie na jego niekorzyść. Obrona wnioskowała złagodzenie wyroku wydanego przez sąd rejonowy, utrzymując m.in., że w trakcie zdarzenia doszło do chwilowej utraty świadomości kierującego. Sąd takie wnioski jednak odrzucił, tłumacząc, iż kwestia utraty świadomości pojawiła się dopiero w trakcie postępowania przygotowawczego kilka miesięcy po zdarzeniu. Z dalszych zeznań wynikało, że kierujący w trakcie wypadku miał świadomość tego, co się dzieje z prowadzonym przez niego samochodem.

Foto: OSP Gilowice
Mąż ofiary oraz oskarżyciele posiłkowi wnioskowali o zaostrzenie wyroku do ośmiu lat pozbawienia wolności, czyli do maksymalnego wymiaru przewidzianego przez prawo za ten czyn. Zdaniem oskarżenia, zasądzone 2,5 roku więzienia to kara niewspółmiernie łagodna. Sąd apelacyjny uznał jednak, że orzeczenie kary maksymalnej nie byłoby uzasadnione, ale szkodliwość społeczna czynu nie pozwala również na orzeczenie wyroku w dolnej granicy, umożliwiającej odbycie kary w warunkach dozoru elektronicznego. Zdaniem sądu, kara 2,5 roku bezwzględnego pozbawienia wolności jest sprawiedliwa i nie było podstaw do uwzględnienia którejkolwiek z apelacji.
Z wysokością kary nie zgadza się mąż i ojciec ofiar. Oskarżyciel publiczny zapowiedział wniosek o kasację.
ak
Oceń artykuł:
30 14Komentarze 22
Chory głupi kraj.
Gościu, mów za siebie albo sie nie odzywaj!

Klauzula informacyjna ›