W ogólnopolskich mediach przewijają się informacje, że Polacy przygnieceni trudną sytuacją finansową szturmują okoliczne lombardy w celu zastawienia rodzinnych pamiątek czy kosztowności, aby związać koniec z końcem, gdy brakuje do pierwszego. Sprawdziliśmy jak sytuacja wygląda w Bielsku-Białej. - Panie, ja to widziałem w telewizji. Ale szczerze mówiąc, to chyba było ustawione, bo jak ja bym takie rzeczy od ludzi skupował, to sam bym spędził zimę w sandałach - powiedział nam właściciel jednego z lombardów.

„Lombardy przeżywają oblężenie”, „Brakuje im do pierwszego, więc zastawiają pamiątki”, „Boom na lombardy. Polacy zastawiają co mogą” - to nagłówki, które rzuciły nam się w oczy w ogólnopolskich mediach. Źródła podają, że Polacy są w tak złej sytuacji finansowej, że ratunku szukają w lombardach, które oferują szybką gotówkę. W sytuacji, gdy wszystko z dnia na dzień drożeje, zastawiają rodzinne srebra, aby opłacić rosnące rachunki. Ruch w interesie kwitnie. Dla wielu osób ma to być „ostatnia deska ratunku”.

Po znacznie wyższej cenie

Dziennikarz portalu odwiedził kilka bielskich lombardów, aby sprawdzić, jak prosperują w czasach wszechobecnej drożyzny. Okazuje się, że tak naprawdę do lombardu nie przychodzimy, aby sprzedać cenny przedmiot, lecz zastawić go do czasu ewentualnej spłaty. Oczywiście, nie jest tajemnicą, że zazwyczaj odkup odbywa się po znacznie wyższej cenie. Na tym polega biznes w lombardach, dlatego wielu ludzi po zastaw już nie wraca.

Co ludzie zastawiają? Wszystko co ma jakąkolwiek wartość - elektronikę, biżuterię, porcelanę. Oceny wartości zastawianego przedmiotu najczęściej dokonuje sprzedawca na miejscu, oferując cenę dla niego najbardziej korzystną. Zdarza się również, że lombardy oferują pożyczki na wysoki procent, co łączy się z niemałymi kosztami dla pożyczkobiorców.

Ruch nie jest większy

Zapytaliśmy w pięciu lombardach, czy bielszczanie w tych dniach próbują masowo ratować swoje budżety domowe zastawianiem rodzinnych pamiątek, biżuterii, dzieł sztuki, sprzętu elektronicznego, itd.? We wszystkich zgodnie powiedziano nam, że ruch nie jest większy niż zwykle. Skąd więc informacje powielane przez media? - Panie, ja to widziałem w telewizji. Ale szczerze mówiąc, to chyba było ustawione, bo jak ja bym takie rzeczy od ludzi skupował, to sam bym spędził zimę w sandałach - powiedział nam właściciel jednego z lombardów.

Dwóch innych przyznało, że wręcz liczy na to, że ludzie faktycznie zaczną częściej do nich zaglądać, ponieważ w sytuacji kryzysu mogliby otrzymać ciekawe przedmioty. Takich jednak podobno brakuje. To, co cieszy bielskich lombardzistów, pozwala myśleć, że najwidoczniej sytuacja materialna mieszkańców Bielska-Białej jest lepsza niż w wielu innych polskich miastach. Ale to ocena subiektywna. Każdy wie ile ma w portfelu i czy mu wystarcza do pierwszego.

Adam Kanik