W niedzielę grupa demonstrantów zebrała się pod Akademią Techniczno-Humanistyczną, by zaprotestować przeciwko wizycie Jarosława Kaczyńskiego w Bielsku-Białej. W tłumie zaparkowała kobieta, która wysiadła z auta z dwoma transparentami. W drodze powrotnej do domu z jej pojazdu odpadło koło. Sprawę badają kryminalni z bielskiej policji.

Niedzielny protest przeciwników PiS rozpoczął się przed południem. Na prezesa Jarosława Kaczyńskiego oczekiwała liczna grupa demonstrantów. W tłumie swój pojazd zaparkowała jedna z kobiet biorących udział w zgromadzeniu, która z auta wysiadła z dwoma transparentami. Na sobie miała koszulkę przygotowaną na manifestację. Do samochodu wróciła po blisko czterech godzinach, gdy konwój z prezesem PiS odjechał w kierunku Żywca.

W trakcie podróży do domu usłyszała, że coś dziwnego dzieje się z jej samochodem. - W rejonie tzw. zakrętu idiotów usłyszałam przeraźliwy zgrzyt. Wzmagał się nawet, gdy zwalniałam. Zjechałam z ekspresówki i toczyłam się 5 km/h, szukając miejsca do zatrzymania, ale w pewnym momencie samochód przechylił się i stanął - relacjonuje kobieta, która nie ma wątpliwości, że podczas niedzielnego zgromadzenia ktoś poluzował cztery śruby w przednim lewym kole.

Jeszcze tego samego dnia wieczorem sprawę zgłosiła w Komendzie Miejskiej Policji w Bielsku-Białej. - Dodam, bo było to pierwsze pytanie dyżurnego, że nie zmieniałam ostatnio opon - dodaje kobieta, której zawiadomienie wyjaśniają kryminalni. Zgłoszenie zakwalifikowano jako narażenie człowieka na niebezpieczeństwo. Jest to przestępstwo zagrożone karą do trzech lat pozbawienia wolności.

bak