Negatywny wpływ ferm zwierzęcych na życie codzienne. Potrzebne moratorium?
Produkcja zwierzęca to kwitnący biznes. Widoczne w ostatnich latach wzrosty produkcyjne przyprawiają o zawrót głowy wszelkiej maści ekspertów. Polska jest jednym z liderów w tym zakresie i jeśli wierzyć ogólnoświatowym trendom, pozycja naszego kraju na rynku bydła, drobiu i trzody wciąż będzie się umacniać. Działalność ferm zwierzęcych wiąże się jednak z szeregiem niepożądanych skutków.
W 2020 roku liczba małych gospodarstw rolnych w Polsce spadła o 190 tysięcy, czyli dokładnie o 13 proc. Produkcja zwierzęca jednak wcale nie słabnie. Dbają o to ogromne fermy drobiu, bydła i trzody. W chwili obecnej ok. 45 proc. całej działalności rolnej UE poświęcone jest hodowli zwierząt.
W bardzo dużych gospodarstwach
UE znajduje się na pierwszym miejscu, przed Indiami, jeśli chodzi o produkcję mleka. W przypadku wieprzowiny Europejczyków wyprzedzają tylko Chiny. 72 proc. gruntów rolnych w całej Europie wykorzystywane jest pod uprawy paszowe. Blisko ¾ jednostek żywego inwentarza w UE jest hodowanych w bardzo dużych gospodarstwach o rocznej produkcji sięgającej 100 tys. euro. Z kolei dofinansowania do rolnictwa sięgają 20 proc. budżetu całej UE. Te wszystkie statystyki dają obraz, jak ogromną częścią europejskiego przemysłu jest produkcja zwierzęca.
W ostatnich dwudziestu latach Polska stała się jednym z największych producentów mięsa. Dziś w UE zajmuje pierwsze miejsce w produkcji mięsa drobiowego oraz odpowiednio czwarte i siódme miejsce pod względem produkcji wieprzowiny i wołowiny. Produkcja tylko tych trzech rodzajów mięsa stanowi ponad 1/3 produkcji towarowej polskiego rolnictwa, a przemysł mięsny jest największym działem przetwórstwa spożywczego.
W 2020 wyprodukowaliśmy łącznie 5220 tys. ton mięsa. W ostatnich dwóch dekadach produkcja trzech podstawowych rodzajów żywca wzrosła o 75 proc., a wraz z nią rośnie eksport. Produkujemy tak dużo, że znaczna część polskich produktów mięsnych eksportowana jest na zachód i południe, głównie do Niemiec i Włoch. Mimo to w ostatnich latach odnotowano niewyobrażalny wzrost (o 281 procent!) wydawanych pozwoleń na budowę instalacji do intensywnej produkcji zwierzęcej.
Szereg niepożądanych skutków
Taka sytuacja zatrważa nie tylko obrońców zwierząt, ale także ekologów i innych ekspertów. Produkcja zwierzęca wiąże się bowiem z szeregiem niepożądanych skutków. Wśród nich najczęściej wymienia się: cierpienie zwierząt, wykorzystywanie pracowników sezonowych, obniżenie odporności zwierząt oraz epizootie, narażenie na odzwierzęce wirusy i bakterie, plagi much, odór, zanieczyszczenie gleby i wody oraz nadmierną eksploatację zasobów naturalnych.
Jak widać, szeroka ekspansja na rynku produkcji zwierzęcej odbija się więc na zdrowiu publicznym, jakości życia, ale również na środowisku i klimacie. Dość wspomnieć, że cały system rolno-żywnościowy odpowiada za 10 proc. emisji gazów cieplarnianych w UE, a 30 proc. na świecie. Przemysłowa produkcja zwierząt w Europie jest odpowiedzialna za największą emisję metanu oraz podtlenku azotu. Powoduje również 90 proc. emisji amoniaku, który z kolei przyczynia się do 400 tys. zgonów Europejczyków rocznie.
Niezwykle ważna jest również kwestia faszerowania zwierząt antybiotykami. Szacuje się, że w Polsce podawane jest zwierzętom ok. 167,4 mg antybiotyków na kilogram mięsa, w UE średnia zaś wynosi 103 mg/kg. To znacznie więcej niż w całym systemie opieki zdrowotnej dla ludzi. To z kolei przyczynia się do kolejnych 33 tys. zgonów rocznie na terenie UE wskutek uodpornienia na antybiotyki przyjmowane w pożywieniu.
12-piętrowe farmy świń
Co do krzywdy zwierząt - dla zobrazowania problemu powinny wystarczyć te krótkie informacje. W Chinach buduje się 12-piętrowe farmy świń. Na każdym piętrze jest możliwość utrzymania 1270 sztuk. Łącznie w ciasnych klatkach może przebywać więc ponad 15 tys. sztuk świń. W Argentynie i Urugwaju z kolei od ponad 30 lat utrzymuje się ciężarne klacze tylko po to, by pobierać od nich krew z cennym hormonem (eCG). Podaje się go maciorom - dzięki niemu są w stanie zajść w kolejną ciążę już w kilka dni po odstawieniu prosiąt. Do powszechnych praktyk w przemyśle zwierzęcym zalicza się także znakowanie gorącym żelazem, usuwanie ogonów i rogów czy kastrację bez usypiania lub jakichkolwiek środków przeciwbólowych.
Niestety, w Polsce wciąż brakuje odpowiednich przepisów, które mogłyby pozytywnie wpłynąć na wszystkie wymienione wyżej aspekty. Dlatego w związku z zagrożeniami ze strony przemysłowych ferm i wobec braku odpowiednich regulacji Koalicja Społeczna Stop Fermom Przemysłowym oraz Koalicja Żywa Ziemia domagają się wprowadzenia moratorium wstrzymującego powstawanie nowych ferm przemysłowych w Polsce.
ak
Foto: Andrew Skowron
Artykuł powstał we współpracy z Koalicją Żywa Ziemia
Oceń artykuł:
16 7