Sygnały radiowozu spłoszyły sprawców. Kulisy brawurowej ucieczki na obcych blachach
Swoją ofiarę gonili po osiedlu w Komorowicach, a następnie okładali pałką i toporkiem - twierdzi prokuratura. Pokrzywdzony mimo licznych ran kłutych i złamania ręki nie chciał współpracować z policją, której dwóch z trzech sprawców umknęło podczas pościgu na Złotych Łanach. W trakcie ucieczki 37-letni mężczyzna porzucił samochód na belgijskich numerach rejestracyjnych i przesiadł się do innego pojazdu, którego zaboru dokonał jego syn. Obaj zostali zatrzymali w ciągu kolejnych dwóch dni w różnych rejonach Polski.
Pod koniec września do Sądu Rejonowego w Bielsku-Białej trafił akt oskarżenia przeciwko Tomaszowi S., Łukaszowi M. oraz Miłoszowi M., którym zarzuca się brutalne pobicie 37-letniego mężczyzny przy użyciu toporka i pałki teleskopowej. Do zdarzenia doszło 5 czerwca przy ul. Komorowickiej. Tuż przed godz. 22.50 policja otrzymała dwa zgłoszenia o bójce na osiedlu.
Poszkodowany z ranami kłutymi
Z relacji osób zgłaszających wynikało, że trzech mężczyzn goniło, a następnie brutalnie pobiło czwartego mężczyznę. Sprawcy w trakcie bójki mieli posługiwać się niebezpiecznymi narzędziami. Na miejsce zdarzenia zadysponowano radiowóz, którego sygnały spłoszyły sprawców. 37-letni poszkodowany z ranami kłutymi przedramienia i okolic lędźwiowych, a także złamaniem kości łokciowej został przetransportowany do szpitala. Śledztwo w sprawie pobicia wszczęła bielska prokuratura.
Pokrzywdzony od początku postępowania nie chciał współpracować ze śledczymi, ale mimo to już następnego dnia po bójce policji udało się namierzyć i zatrzymać pierwszego domniemanego sprawcę. Prokuratura zarzuca 43-letni Tomaszowi S. udział w bójce, w której posługiwał się niebezpiecznym narzędziem w postaci pałki teleskopowej. Mężczyzna jest doskonale znanym stróżom prawa. W przeszłości był wielokrotnie karany za przestępstwa przeciwko mieniu.
7 czerwca rano policjanci próbowali zatrzymać 37-letniego Łukasza M, gdy poruszał się ul. Żywiecką samochodem na belgijskich numerach rejestracyjnych. Mężczyzna nie zatrzymał się na wezwanie policji i podjął próbę ucieczki. Jak ustaliła prokuratura, w jej trakcie zadzwonił do swojego 18-letniego syna i na osiedlu Złote Łany przesiadł się do kierowanego przez niego pojazdu. Miłosz M. w trakcie policyjnego pościgu uderzył w nieoznakowany policyjny radiowóz oraz latarnię, po czym obaj zbiegli.
Z wolności nie cieszyli się jednak zbyt długo. Łukasz M. został zatrzymany jeszcze tego samego dnia na Śląsku - wpadł, bo policjanci namierzyli miejsce logowania jego telefonu. Mężczyzna usłyszał zarzut udziału w bójce oraz pomocnictwa związanego z przekazaniem niebezpiecznego narzędzia w postaci pałki Tomaszowi S. 37-latek dodatkowo miał kierować samochodem w trakcie pościgu po osiedlu Złote Łany pomimo orzeczonego zakazu prowadzenia pojazdów. Jakby tego było mało, posiadał przy sobie amfetaminę. Również był wcześniej karany.
Porachunki na tle finansowym?
Najdłużej śledczym przyszło ustalenie miejsca pobytu Miłosza M., którego policja zatrzymała 9 czerwca w Zgorzelcu. 18-latek miał nie tylko pomagać ojcu w ucieczce przed stróżami prawa, ale również brać udział w bójce w Komorowicach. Zdaniem prokuratury, w jej trakcie okładał pokrzywdzonego toporkiem, a samochód, którym przyjechał po ojca, był kradziony. Śledczy ustalili, że dzień przed pościgiem na Złotych Łanach dokonał zaboru pojazdu z warsztatu, gdzie pracował. Zarówno nastolatek, jak i jego ojciec mieli wcześniej zatargi z prawem, wobec 18-latka stosowane były środki wychowawcze.
Po zatrzymaniu mężczyzn podejrzanych o pobicie prokuratura wnioskowała o tymczasowe aresztowanie Tomasza S. oraz Łukasza M. Obaj mężczyźni nadal pozostają w areszcie. Pierwszy z nich nie przyznał się do zarzucanych mu czynów, a drugi w śledztwie kilkukrotnie zmieniał zeznania i częściowo uznał swoją winę. Najmłodszy z oskarżonych Miłosz M. przyznał się do udziału w bójce i złożył wyjaśnienia, ale kwestionuje ustalenia prokuratury w sprawie zaboru samochodu.
Pomimo zakończenia śledztwa i skierowania do sądu aktu oskarżenia wciąż niejasny pozostaje motyw działania trójki mężczyzn. Bielska prokuratura ze względu na brak współpracy pokrzywdzonego poważnie analizowała wątek porachunków na tle kibicowskim, ale motyw ten wydaje się bardzo mało prawdopodobny. Niewykluczone, że powodem brutalnego pobicia 37-latka były nieporozumienia na tle finansowym związane z działalnością narkotykową.
Bartłomiej Kawalec
Oceń artykuł:
58 4
Autor: Bartłomiej Kawalec
Dziennikarz portalu bielsko.biala.pl
Komentarze 19
zamiast bandytę zaraz do celi bez okna na 25 lat
Komuna naprawdę powolutku wraca
Poza wypisywaniem mandatów i ratowaniem budżetu....

Klauzula informacyjna ›