Biedni studenci. Jak żyć, aby przeżyć kolejny miesiąc na uczelni?
Największa na Podbeskidziu uczelnia wyższa - Akademia Techniczno-Humanistyczna w Bielsku-Białej przyciąga studentów nie tylko z miasta, ale także z szeroko rozumianego regionu. Niestety, podobnie jak w całej Polsce, sytuacja gospodarcza, w tym wysoka inflacja i drożyzna, dotyka także bielskich studentów. A jak to ze studenckim budżetem bywa, wszyscy wiedzą. Nie bez powodu potocznie mówi się „być biednym jak student”. Koszty studiowania w większych ośrodkach akademickich są odpowiednio wyższe.
W obecnej sytuacji studenci bielskiej uczelni nie mają wielu powodów do uśmiechu. Wielu z nich musi dojeżdżać każdego dnia do Bielska-Białej np. z odległych zakątków Żywiecczyzny, inni wynajmują stancje bądź mieszkają w akademiku. W takiej sytuacji wyższe koszty dojazdów, zakwaterowania czy wyżywienia poważnie odbijają się na ich kieszeniach. Znane powiedzenie „biedny jak student” pochodzi jeszcze ze średniowiecza, kiedy żacy pierwszego w Polsce uniwersytetu chodzili po Krakowie, prosząc mieszczan o jedzenie. Czy historia zatoczy koło?
Ciężkie czasy przyszyły
Większość studentów zwraca uwagę przede wszystkim na stale rosnące koszty dojazdów na uczelnię. Odpowiadają za to ceny paliwa, ale także biletów kolejowych. W niektórych przypadkach, jak twierdzą nasi rozmówcy, na uczelnię po prostu nie opłaca się przyjeżdżać. - Koszty paliwa rosną dość szybko, więc jeżeli w planie jest jedna godzina zajęć w środku dnia, to większość studentów opuszcza ją na rzecz pracy dorywczej - mówi Natalia, jedna ze studentek dziennych ATH.
Karolina podaje, że średni koszt biletów na pociąg wzrósł o kilkanaście procent. Dla przykładu cenę biletu w jedną stronę na trasie Milówka - Bielsko-Biała Mikuszowice podniesiono z 4,90 zł na 5,90 zł. W przypadku studentów dojeżdżających codziennie na zajęcia trzeba więc liczyć się z wydatkiem ok. 40 zł miesięcznie więcej niż w poprzednim roku akademickim. Studenci korzystający z samochodu wskazują, że miesięczny koszt dojazdu wynosi obecnie ok. 450-500 zł.
- Mając plan, gdzie są okienka między zajęciami, które czasami trwają nawet trzy godziny, raczej nikt nie będzie tracił czasu i czekał na terenie uczelni. Koszt dojazdu liczymy więc w takie dni praktycznie razy dwa. Z kolei osoby, które mają np. ponad 40 km do przejechania raczej marnują swój czas na uczelni albo po prostu są nieobecne na zajęciach. Krótko mówiąc, ciężkie czasy przyszyły - dopowiada student Michał.
Ubiegłoroczne stawki
Co ze studentami mieszkającymi na terenie miasta? Osoby nie mające możliwości mieszkania przy rodzinie muszą liczyć się z wyższymi kosztami zakwaterowania. Koszt pokoju w akademiku wzrósł niedawno z 500 do 600 zł miesięcznie. W odniesieniu do stancji, analizując posty na portalach ogłoszeniowych, można przyjąć, że za pokój w miarę znośnych warunkach zapłacić trzeba ok. 700 zł. Drożej jest także na uczelnianej stołówce - cenę 100 gramów gotowego posiłku podniesiono z 3,60 zł na 4,90 zł.
Część studentów ratuje swoje budżety stypendiami. Na ATH obowiązują trzy rodzaje świadczeń wypłacanych przez dziesięć miesięcy, czyli w czasie roku akademickiego. Jest stypendium rektora za wyniki w nauce w wysokości 700 zł, stypendium socjalne przyznawane w zależności od progu dochodowego w wysokości od 850 do 1050 zł oraz stypendium dla studentów niepełnosprawnych - w zależności od stopnia niepełnosprawności wynosi ono 500-1800 zł.
Student otrzymujący stypendium socjalne może sobie dorobić, podejmując pracę dorywczą, lecz wówczas dochód „na rękę” na jednego członka jego rodziny nie może przekroczyć 1050 zł, inaczej straci on możliwość pobierania świadczenia. - To są stawki zeszłoroczne. Trwają rozmowy na temat nowych stawek stypendiów na ten rok akademicki. Być może zostaną trochę podwyższone - nie wyklucza dr Robert Pysz, rzecznik Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej.
Czubek góry lodowej
- Problemem jest nieproporcjonalny poziom stawek stypendiów w porównaniu z wielkością inflacji. Coraz częściej dorosły człowiek, którym jest student, nie ma szans na usamodzielnienie się. Niejednokrotnie, jeśli rodzina nie ma funduszy na utrzymanie osoby niepracującej lub nawet pracującej dorywczo, trzeba rezygnować ze studiów, co w dłuższej perspektywie może prowadzić do zapaści na rynku pracy. Niestety, takie mamy realia - tłumaczy Nikodem Słowiński, przewodniczący samorządu studentów ATH.
Nikodem Słowiński wylicza, że skromne utrzymanie studenta mieszkającego w akademiku kosztuje mniej więcej 1300 zł miesięcznie. W rachunku uwzględnia jednak wyłącznie koszty dojazdów na uczelnię, wynajmu pokoju, wyżywienia i podstawowych potrzeb bieżących. A to tylko czubek góry lodowej.
- Dochodzą koszty eksploatacji samochodu, ewentualnych napraw, wymiany opon, itd., zakupu materiałów, czyli książek i zeszytów, koniecznych do nauki urządzeń elektronicznych, internetu, prądu czy po prostu życia towarzyskiego (spotkania ze znajomymi, bilety do kina, teatru, muzeów) - wylicza studentka Nikola. Gdzie podziały się czasy, kiedy za lane piwo na Rynku płaciło się nie więcej niż 5 zł?
Adam Kanik
Oceń artykuł:
23 42
Autor: Adam Kanik
Dziennikarz portalu www.bielsko.biala.pl
Komentarze 35
Zarządzających i menadżerów mamy już wykształconych na 20 lat. Może nie ma się co lenić i czekać z tytułem na mieszkanie komunalne , czy brać niebotyczny kredyt na spełnienie wygórowanych marzeń.
BTW polecam wyjść poza utarte stereotypy, ponieważ lekarz też może być kobietą :)
Amen!
To ile musiałby ten student zarobić?
Ekonomista z ciebie jak z Dudy prezydent

Klauzula informacyjna ›