Reanimują pacjenta, a po chwili są dysponowani do kolejnego zdarzenia. Codziennie mają do czynienia z sytuacjami, które dla przeciętnego człowieka są trudne nawet do wyobrażenia. - Trzeba umieć zaakceptować śmierć dziecka, które chwilę temu prosiło cię o pomoc, a teraz wyczerpałeś wszystkie możliwości. Po jakimś czasie jest swego rodzaju znieczulica - mówi ratownik z kilkunastoletnim stażem. Dziś obchodzony jest Dzień Ratownictwa Medycznego.

W Bielsku-Białej i powiecie bielskim działa 12 zespołów ratownictwa medycznego, w tym dwie specjalistyczne karetki w obsadzie których znajduje się lekarz jako kierownik zespołu. Jak wygląda praca załogi ambulansu? Mówi ratownik medyczny z kilkunastoletnim stażem. - Dyżur rozpoczyna się o 7.00 lub 19.00 od sprawdzenia stanu sprzętu i leków. W zależności od formy zatrudnienia trwa 12 lub 24 godziny. Błędne jest myślenie niektórych, że karetki z lekarzem wyjeżdżają tylko do najtrudniejszych zdarzeń, a zespoły podstawowe zajmują się bardziej błahymi.

Świadkowie liczą na cud

- Dysponowany jest zawsze zespół ratownictwa medycznego znajdujący się najbliżej miejsca wezwania. Zdarzają się dyżury z 3-4 wyjazdami w ciągu 12 godzin, ale zdecydowanie częściej są takie dni, gdy wyjazdów jest siedem a nawet 10. Kiedy do pokonania jest kilkanaście kilometrów, zabezpieczenie pacjenta, transport do ambulansu, przejazd do szpitala, przekazanie pacjenta, umycie i uzupełnienie sprzętu, to niejednokrotnie robią się z tego dwie godziny pracy.

- Zdarzają się takie sytuacje, jak kilka miesięcy temu, kiedy w centrum Bielska-Białej padły groźby, a następnie strzały w kierunku ratowników medycznych. Jednak najtrudniejsza w tej pracy jest świadomość skutków zdarzeń, z jakimi ma się do czynienia. Świadkowie liczą na cud. Ogłaszają go, kiedy po godzinnej resuscytacji pacjent jest transportowany do szpitala. Medycy wiedzą, że to dopiero część drogi. A dalsza wcale nie wygląda różowo - przyznaje ratownik z BPR.

Nie oczekują wdzięczności

- Musimy sobie radzić z kolejnymi zgonami, z którymi przeciętny człowiek ma do czynienia kilka, może kilkanaście razy w życiu. Trzeba umieć zaakceptować śmierć dziecka, które jeszcze kilka minut wcześniej prosiło cię o pomoc, a teraz wyczerpałeś wszystkie możliwości jakie masz. Tak - po jakimś czasie jest swego rodzaju znieczulica względem części zdarzeń. Ale nie można brać do siebie każdego przypadku, rozpamiętywać każdego pacjenta. To sprawiłoby, że ludzie rezygnowaliby z zawodu już po kilku latach - przekonuje nasz rozmówca.

Na koniec krótki apel. - Ratownicy nie oczekują wdzięczności, jedynie wyrozumiałości. Czasem zaoferowania pomocy. Abyśmy nie szukali problemu w tym, że karetka zastawia wyjazd z osiedla przez 20 minut. Przecież my być może ratujemy komuś życie! - kończy ratownik medyczny z Bielska-Białej. Od 2006 roku 13 października obchodzony jest Dzień Ratownictwa Medycznego.

Wysłuchał: bak