Rozbili nowo zakupiony samolot. Wnioski są miażdżące dla pilotów
Błąd pilota, który doprowadził do tzw. przeciągnięcia w trakcie podejścia do lądowania był przyczyną wypadku, do jakiego doszło w marcu na lotnisku w Bielsku-Białej. Piloci nie mieli doświadczenia w lataniu tego rodzaju samolotem, a dodatkowo Państwowa Komisja Badania Wypadów Lotniczych stwierdziła szereg innych uchybień, jak wadliwie działający prędkościomierz, przekroczenie masy startowej maszyny oraz „brak treningu i wprawy” pilotów. W wyniku uderzenia o ziemię samolot uległ zniszczeniu, a dwie osoby trafiły do szpitala.
Do wypadku lotniczego doszło 12 marca o godz. 15.48. Ultralekki, jednosilnikowy samolot rozbił się na lotnisku w bielskich Aleksandrowicach w trakcie podejścia do lądowania od strony Wapienicy. W wyniku wypadku obrażenia odniosły dwie osoby podróżujące samolotem. Jeden z mężczyzn z poważnym urazem głowy został przetransportowany do Szpitala Wojewódzkiego w Bielsku-Białej, a drugi pasażer trafił do szpitala w Cieszynie.
Chcieli sprawdzić działanie hamulców
Zdarzenie badała Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych, jej raport końcowy z wypadku liczy 14 stron. Z dokumentu dowiadujemy się, że dwaj współwłaściciele maszyny posiadali licencję do latania tego typu samolotem, ale praktycznie nie mieli doświadczenia w jego pilotowaniu. 52-latek, który doprowadził do wypadku, zadeklarował nalot ogólny ok. 80 godz. na samolotach oraz ok. 70 godz. na szybowcach. Ostatni lot przed zdarzeniem wykonał motoszybowcem. Miało to miejsce „późną jesienią 2021 roku”.
- Obaj piloci nie pozostali w bieżącym treningu - stwierdziła PKBWL. Mężczyźni feralnego dnia wykonywali drobne prace przy nowo zakupionym samolocie. Po dotankowaniu zajęli miejsca w kabinie oraz wykonali próby rozpędzenia maszyny po pasie startowym lotniska - ich celem było „sprawdzenie działania hamulców”. Piloci po kilku próbach zmieniali się na fotelu dowódcy. W trakcie kolejnego rozpędzenia maszyny po pasie, samolot uniósł się, co - według oświadczenia jednego z pilotów - nie było ich zamiarem. Autor raportu powątpiewa w prawdziwość tego stwierdzenia.
Ze względu na krótką drogę startową lotniska w Aleksandrowicach, która wynosi ok. 500 metrów i ryzyko przyziemienia zbyt blisko ogrodzenia, piloci podjęli decyzję o kontynuowaniu wznoszenia i wykonaniu pełnego kręgu nadlotniskowego. Początkowo lot przebiegał bez zakłóceń, samolot utrzymywał prędkość ok. 120 km/h. Dopiero na prostej do lądowania siedzący na fotelu dowódcy 53-latek oznajmił, że „nie czuje się na siłach, aby wylądować”, choć z raportu wynika, że dysponował większym nalotem. Sterowanie przejął o rok młodszy kolega.
Zawyżone wskazania prędkościomierza
Według „wiarygodnego obserwatora na ziemi” - którego cytuje PKBWL - samolot podchodził do lądowania „nisko i z małą prędkością”. Częściowo potwierdza to pilot, który przejął stery i zeznał, że mieli "bardzo płaską ścieżkę zniżania". 52-latek starał się kontrolować prędkość w przedziale pomiędzy 100-110 km/h., w krytycznym momencie spadła do 90-100 km/h. Kiedy samolot znalazł się w odległości ok. 120 m od skraju lotniska na wysokości 20-30 metrów nad ziemią, początkowo łagodnie, a następnie gwałtownie przyspieszając, przechylił się na prawe skrzydło.

Piloci zareagowali przestawieniem dźwigni mocy na pełne obroty, a samolot utracił kierunek w prawo i uderzył w ziemię, jednocześnie nadal obracając się. Wypadek nastąpił ok. 90 metrów od ogrodzenia lotniska. W trakcie zdarzenia silnik zatrzymał się, ale nie wystąpił pożar. W wyniku wypadku piloci odnieśli ciężkie obrażenia ciała - uderzyli głowami o tablicę przyrządów oraz o wzmocnienia płatowca. Ultralekki samolot Fly Penquin 2.0 nie był wyposażony w urządzenia rejestrujące lot. Maszyna uległa zniszczeniu - integralność strukturalną zachowało jedynie lewe skrzydło oraz część kadłuba.
Wnioski z części raportu, w której analizowano podejście do lądowania są miażdżące dla pilotów, którzy popełnili szereg błędów: płaskie podejście i ostry kąt w stosunku do płaszczyzny lotniska utrudniały prawidłowe planowanie przyziemienia. Dodatkowo samolot na chwilę przed wypadkiem nie leciał z prędkością ok. 90-100 km/h, bo w wyniku niewykrytej usterki „wskazania prędkościomierza były zawyżone, a szacowany błąd mógł wynosić nawet 20-30 km/h”, tym samym samolot poruszał się z prędkością bliskiej minimalnej sprzyjającej przeciągnięciu.
O co najmniej 13 kilogramów przekroczono masę startową maszyny, a „dodatkowa masa znacząco wpływa na zachowanie, osiągi i charakterystykę jego sterowania (samolotu ultralekkiego - red). Wzrosła istotnie prędkość przeciągnięcia oraz bezwładność samolotu”. W raporcie PKBWL znalazał się adnotacja, że "wątpliwości budzą zadeklarowane masy pilotów". - „Dociąganie” do lotniska na niewielkiej mocy silnika i klapach zazwyczaj wiąże się z „podciąganiem maski” sterem wysokości, co może prowadzić do spadków prędkości i do lotu na okołokrytycznych kątach natarcia - wskazuje raport.

- Lotnisko EPBA (kod lotniska w Aleksandrowicach - red.) położone jest na płaskowyżu, kilkadziesiąt metrów nad doliną Wapienicy. Dolot od strony zachodniej odbywał się nad wznoszącym się terenem. Możliwe jest, że podczas płaskiego podejścia pilot intuicyjnie i bezwiednie wyrównywał tor lotu do wznoszącego się terenu, nie zwiększając obrotów silnika. Konsekwencją takiego „wyrównywania” musiał być systematyczny spadek prędkości lotu - czytamy w analizie do której załączono powyższy obrazek.
- Komisja zwraca uwagę, że nie jest dobrą praktyką wykonywanie pierwszych lotów nowo nabytym samolotem, przy braku doświadczenia na danym typie, niewielkim doświadczeniu ogólnym i braku ciągłego treningu (przed sezonem), od razu w załodze dwuosobowej. Loty takie powinny być prowadzone przy udziale doświadczonego instruktora lub ewentualnie samodzielnie, ale przy pełnym ich zaplanowaniu oraz uwzględnieniu możliwych komplikacji i utrudnień - zaleca PKBWL.
Bartłomiej Kawalec
Załączniki graficzne pochodzą z raportu Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotnicznych
Oceń artykuł:
71 5
Autor: Bartłomiej Kawalec
Dziennikarz portalu bielsko.biala.pl

Klauzula informacyjna ›