Co boli młodych w Bielsku-Białej? "Jest może jakiś błąd komunikacyjny"
- Młodzież w Bielsku-Białej uważa, że w mieście nie dzieje się zbyt wiele. Dlatego chcemy pytać, co byłoby interesujące, co moglibyśmy zrobić, żeby nasi rówieśnicy byli zadowoleni i żeby Bielsko-Biała było dla nich atrakcyjne - rozmowa z Tymoteuszem Dadokiem, Julią Cholewą, Julią Wyczesany i Filipem Macudą z Młodzieżowej Rady Miasta.
Co boli młodych z naszego miasta?
- Tymoteusz Dadok, przewodniczący Młodzieżowej Rady Miasta: - Młodzi często nie zdają sobie sprawy z wydarzeń, które są do nich kierowane, przez co często to do nich nie trafia. W tym widzę naszą rolę, jesteśmy przecież bielską młodzieżą, uczniami bielsko-bialskich szkół i powinniśmy to przekazywać. Staramy się wypracować dobrą metodę, która pozwoli kierować do młodzieży nie tylko to, co my robimy, ale też to, co dzieje się w mieście. Ankieta, mam nadzieję, pokaże jakie są główne problemy młodych. Często słyszymy głosy, że np. należałoby wprowadzić pewne poprawki w komunikacji miejskiej. My takie uwagi w jakieś sformalizowanej formie jesteśmy w stanie przekazywać władzom miasta czy odpowiedzialnym organom. Chcemy organizować spotkania, warsztaty. Rozmawiać z młodymi.
Julia Cholewa, zastępca przewodniczącego: - Młodzież w Bielsku-Białej uważa, że w mieście nie dzieje się zbyt wiele. Rzeczywiście jest może jakiś błąd komunikacyjny i albo się o tym nie dowiadują, albo same wydarzenia są dla nich mało atrakcyjne. Dlatego chcemy pytać ich, co byłoby interesujące, co moglibyśmy zrobić, żeby nasi rówieśnicy byli zadowoleni, i żeby Bielsko-Biała było dla nich atrakcyjne.
Cała rozmowa z przedstawicielami Młodzieżowej Rady Miasta do przeczytania w nowym numerze „Kroniki Beskidzkiej”. E-wydanie można kupić TUTAJ.
AK
Foto: z archiwum Młodzieżowej Rady Miasta
Oceń artykuł:
19 47Komentarze 31
PS Przewodniczący Rady mógłby nauczyć się poprawnie budować zdania w języku polskim.
wiochę z BB (nie ma czegoś takiego jak Bielsko, nie istnieje od 1951) robią Ślązacy, dla których BB to jedynie n-te w kolejności miasto w ogonie wojewódzkim. Cały dramat BB rozpoczął się po rozbiorze woj.bielskiego na dwa sąsiednie województwa.
Tu nie chodzi o konkurowanie z dużo większymi ośrodkami miejskimi, bo BB powoli nie jest w stanie konkurować nawet z Tychami. To miasto nie realizuje żadnych inwestycji prorozwojowych, jedyne co się dzieje to sprowadzanie BB do atrakcyjnej sypialni ludzi dojeżdżających do pracy na G.Śląsk, i tylko tam, bo od lat miasto jest odcinane od Krakowa, który byłby świetną alternatywą dla pracy i nauki. Droga do Krakowa tzw. BDI jest od kilkunastu lat blokowana porozumieniami rządu z katowickim Stalexportem, a przy obecnym stanie finanse∑ publicznych nie zostanie ta droga wybudowana przez najbliższe 20 lat.
Władze miasta w przeciwieństwie do lat z okresu woj.bielskiego nie mają żadnych ambicji, nie tworzą żadnej propozycji rozwoju zawodowego dla młodych poprzez ściąganie inwestycji z sektora nowoczesnych technologii, rozwoju bazy naukowej (ATH to dno)
Ciezko tu cos zaradzic. Widzialem kiedys szansę na cos wiecej np poprzez uczelnię w centrum, ktora byłaby przez to dostępna dla ludzi z dwoch wojewodztw . Ale wyslano ją na przedmieścia obdarzając rachityczna komunikacja zbiorowa.
Drożyzna, brak wizji rozwoju, źle wydatkowane publiczne pieniądze
Prawda taka, że działo i dzieje się bardzo wiele, ale trzeba chcieć z tego korzystać i brać w tym udział. :)

Klauzula informacyjna ›