Jan Linnert jest związany z Bialskim Klubem Sportowym od 66 lat! Obecny kierownik drużyny zaliczył też trenerski epizod. Wcześniej był znakomitym bramkarzem, został wybrany do jedenastki wszech czasów bialskiej Stali.

Kiedy i jak się rozpoczęła się przygoda z BKS-em?

- Już w 1956 roku. Miałem 10 lat, kiedy przyszedłem na pierwszy trening trampkarzy. Grałem jako napastnik. Trener jednak pewnego dnia zobaczył mnie grającego w piłkę ręczną w Asnyku, gdzie chodziłem do szkoły. Stałem tam w bramce, więc kiedy przyszedłem na trening powiedział, że mam się nie ubierać w stój, bo pójdę między słupki. „Do jakiej bramki, jak ja przecież jestem napastnikiem?” (śmiech). Od tamtego czasu jednak zostałem już w bramce i spędziłem w niej ponad 25 lat.

Dlaczego wybór padł na BKS?

- Pamięta pan boisko treningowe tam, gdzie teraz jest parking przy Stadionie Miejskim?

Pewnie, nawet kiedyś zagrałem na nim mecz. Występowałem w młodzieżowej drużynie Cukrownika, a mierzyliśmy się w lidze właśnie z BKS.

- Naprzeciwko, za ulicą Żywiecką, stoi budynek - ja w nim mieszkałem. Co popatrzyłem do okna, to grali w piłkę. Był to więc naturalny wybór.

Całą rozmowę z Janem Linnertem, legendą BKS, można przeczytać w nowym numerze „Kroniki Beskidzkiej”, który jest już w sprzedaży. E-wydanie można nabyć TUTAJ.

AJ

Foto: Artur Jarczok