- Było po północy, niedługo po tym, jak położyłem się spać, gdy nagle na równe nogi zerwał mnie przeraźliwy pisk opon oraz wycie silnika - skarży się mieszkaniec Starego Bielska. Dodaje, że to nie pierwszy raz, gdy domorośli rajdowcy nic sobie nie robią z ciszy nocnej.

Nocne ekscesy, o których mówi bielszczanin, odbywają się na rondzie obok kościoła oraz na położonym nieopodal parkingu przed jednym z marketów. Ale takich skarg jest coraz więcej i nie chodzi tylko o Stare Bielsko. Areną nocnych ekscesów jest całe miasto: ulice, ogólnodostępne parkingi, ronda - wszędzie tam amatorzy driftingu oddają się nocami swojej pasji, czyniąc tym samym życie okolicznych mieszkańców nie do zniesienia. - Stopery do uszu na noc i spać - odszczekał się narzekającym na hałas jeden z nocnych rajdowców na internetowym forum.

Incydenty potwierdza policja. Ale sukcesów w ich tropieniu nie ma. Rafał Kobyłecki, pełniący obowiązki rzecznika prasowego bielskiej komendy sugeruje, że to przez charakter tego rodzaju wybryków. Nie chodzi bowiem o typowe, nielegalne uliczne rajdy, podczas których kierowcy ścigają się nocą po pustych o tej porze drogach (ze zwalczaniem tego typu wybryków policja jakoś sobie radzi), lecz o zdarzenia krótkotrwałe.

Czy naprawdę nie można nic z tym zrobić? Więcej o sprawie w nowej „Kronice Beskidzkiej”. Lokalny tygodnik jest już w sprzedaży, e-wydanie można kupić TUTAJ.

MAP

Foto: Marcin Płużek