- Nie ma już żadnego marginesu błędu. Jeśli w tym sezonie nie będzie baraży, to ten projekt zostanie zakończony, a klub czeka trzęsienie. Po tym sezonie wygasają kontrakty sporej grupy piłkarzy, dyrektora sportowego, ale również prezesa spółki - mówi Piotr Kucia, wiceprezydent Bielska-Białej i przewodniczący rady nadzorczej spółki TS Podbeskidzie. Wczoraj klub poinformował o zatrudnieniu nowego trenera, którym do czerwca 2024 będzie Dariusz Żuraw.

Saga z wyborem nowego trenera TS Podbeskidzie trwała blisko tydzień. Bielski klub o rozstaniu z Mirosławem Smyłą poinformował w środę, ale jeszcze przed pucharowym meczem z trzecioligowcem na poważnie rozważano scenariusz, by po kompromitacji w Rzeszowie zespół poprowadził asystent. Tak się nie stało, Smyła pojechał do Zielonej Góry a „Górale” odpadli z Pucharu Polski.

Opcja rozwiązania kontaktu

Od początku kandydatem numer jeden na krótkiej liście działaczy Podbeskidzia do zastąpienia dotychczasowego trenera był Dariusz Banasik. Były opiekun Radomiaka, który wprowadził klub z drugiej ligi do ekstraklasy, dwukrotnie, a według niektórych informacji nawet trzykrotnie, jednak odmawiał „Góralom”. W weekend trener wraz z żoną był widziany w Bielsku-Białej. Ustalił warunki kontraktu, wizytował stadion, boiska treningowe w Dankowicach, pojawił się na starówce. Po kilku godzinach rozmów podziękował.

W tej sytuacji od niedzieli trwały rozmowy o szczegółach kontaktu, który zaproponowano Dariuszowi Żurawowi. 50-latek to były opiekun Lecha Poznań, z którym zdobył wicemistrzostwo Polski oraz awansował do fazy grupowej Ligi Europy, startując od pierwszej rundy eliminacji. Wcześniej pracował m.in. w WKS Wieluń, skąd pochodzi, czy Odrze Opole i z tymi klubami świętował awans. Ostatnio związany był z Zagłębiem Lubin, skąd został zwolniony bardzo szybko, bo po zaledwie 21 meczach.

Dariusz Żuraw podpisał z Podbeskidziem dwuletni kontrakt, który będzie obowiązywać do czerwca 2024 roku. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, uwzględniono w nim różne opcje i premie. Jeśli w tym sezonie drużyna „Górali” nie zakwalifikuje się co najmniej do baraży o ekstraklasę, to umowa będzie mogła zostać przedwcześnie rozwiązana. Równocześnie szkoleniowiec ma zagwarantowaną premię finansową w przypadku wywalczenia awansu do ekstraklasy, bo z takim zadaniem rozpoczyna pracę w Bielsku-Białej.

Krytyka dyrektora i prezesa

50-latek otrzymał wolną rękę w kompletowaniu sztabu trenerskiego. W ostatnich dniach kontrakty wszystkich dotychczasowych asystentów zostały rozwiązane, a wczoraj do późnych godzin rozmawiano na ten temat w klubie. Trenerem bramkarzy w sztabie Żurawia zostanie doskonale znany bielskim kibicom Robert Mioduszewski, który pracował w Podbeskidziu u boku Roberta Kasperczyka, gdy „Górale” pierwszy raz awansowali do ekstraklasy oraz kilka lat później u trenera Dariusza Dźwigały.

Nowy szkoleniowiec musi szybko wziąć się do pracy, bo już w niedzielę Podbeskidzie czeka trudny wyjazdowy mecz z Chojniczanką Chojnice. - Nie ma już żadnego marginesu błędu. Jeśli w tym sezonie nie będzie baraży, to ten projekt zostanie zakończony, a klub czeka trzęsienie. Po tym sezonie wygasają kontrakty sporej grupy piłkarzy, dyrektora sportowego, ale również prezesa spółki - mówi w rozmowie z portalem Piotr Kucia, wiceprezydent Bielska-Białej i szef rady nadzorczej TS Podbeskidzie.

Wiceprezydent przyznaje, że z ostatniego meczu z Ruchem Chorzów wyszedł przed końcowym gwizdkiem, bo na grę bielskich piłkarzy nie sposób było patrzeć. Piotr Kucia krytycznie ocenia działania dyrektora sportowego i prezesa w kwestii zatrudnienia nowego trenera. - Trwało to zbyt długo - mówi. Na pytanie o pojawiające się wśród kibiców i dziennikarzy zarzuty dotyczące zaangażowania piłkarzy odpowiada, że o współpracy z poszczególnymi zawodnikami będzie decydował Dariusz Żuraw. - To jego kompetencje - kończy.

Bartłomiej Kawalec

Foto: screen z Facebooka TSP