Koniec lat siedemdziesiątych. Ludzi zajmuje walka o codzienny byt. Dobra muzyka z trudem przebija się do szerszego grona odbiorców. W Bielsku-Białej znalazł się chłopak, który w stolicy zachwycił się festiwalem Jazz Jamboree.

Nie wiedział, że stworzenie prawdziwego klubu jazzowego w stosunkowo niewielkim mieście jest niemożliwe, więc… to zrobił. W sali udostępnionej przez dzisiejszą spółdzielnię „Strzecha” zagrali najwięksi polscy muzycy. Jazz Club Piątawka Jerzego Rocławskiego ukształtował gusta kilku pokoleń i pomógł sprawić, by Bielsko-Białą określano dziś jazzową stolicą Polski.

Jerzy Rocławski to postać wyjątkowa w bielskiej kulturze. Z zawodu budowlaniec, już przed dwudziestką stał się jednym z najważniejszych animatorów życia kulturalnego, dopiero później uzyskując kierunkowe wykształcenie wyższe (animatora kultury) na Uniwersytecie Śląskim. Już w szkole średniej interesował się jazzem. Jak to się stało, że stworzył wyjątkowy klub muzyczny?

Artykuł można przeczytać w nowym numerze „Kroniki Beskidzkiej”, który jest już w sprzedaży. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.

MK

Foto: Marcin Kałuski