O „umierającej” ulicy 11 Listopada mówi się od 20 lat, czyli momentu gdy w Bielsku-Białej powstało pierwsze centrum handlowe. Nie da się ukryć, że na głównym deptaku coraz mniej czynnych lokali i sklepów, podobnie jak przechodniów. Miasto zapowiedziało kolejną próbę zmiany tego stanu rzeczy. Pomóc ma przebudowa pl. Wojska Polskiego, ale urzędnicy liczą także na mieszkańców. Wczoraj w tej sprawie w mniej formalnej atmosferze debatowano przy kawie. Byli przedsiębiorcy i społecznicy, ale nie było nikogo ze ścisłego kierownictwa Ratusza.

"Projekt 11.11." ma pomóc w szukaniu rozwiązań i pomysłów, które nadadzą głównemu deptakowi Bielska-Białej nowej energii (więcej o projekcie). Jego elementem był wczorajszy spacer ulicą z przewodnikiem i spotkanie dyskusyjne w nieformalnej atmosferze w kawiarni Flat White Cafe. O ile spacer skróciła ulewa, o tyle dyskusja na temat problemów, pomysłów i przyszłości ulicy była długa. Niemal każdy z uczestników zostawił garść pomysłów. Można je nadsyłać również na adres [email protected].

Miał być wiceprezydent, ale nie dotarł

Dyskusja była otwarta dla każdego. Pojawiło się ok. 20 mieszkańców Bielska-Białej: urzędników, pracowników instytucji kultury, społeczników, przedsiębiorców. Obecny był m.in. były wiceprezydent miasta Zbigniew Michniowski, który w trakcie dyskusji podzielił się uwagami i doświadczeniem. Z ramienia miasta spotkanie prowadzili pracownicy wydziału kultury i promocji bielskiego Ratusza. Podkreślano, że w magistracie trwają już prace nad licznymi rozwiązaniami mającymi zaradzić problemowi.

Spotkanie miało służyć zbieraniu informacji na temat problemów oraz pomysłów na ożywienie tej części miasta. Dużym rozczarowaniem dla zgromadzonych było to, że zabrakło na nim osób decyzyjnych. Jeszcze rano nasza redakcja potwierdzała w Urzędzie Miejskim, że dyskusji przysłuchiwać będzie się wiceprezydent Adam Ruśniak, odpowiedzialny za sprawy kultury i promocji w mieście. Nie dotarł.

Na formularzach wręczonych uczestnikom pojawiło się bardzo wiele uwag i pomysłów. Część z nich została zasygnalizowana również podczas dyskusji. Ze względu na nieformalną formę podejmowały różne tematy, z różnym naciskiem na problemy i sposoby ich rozwiązań. Oto niektóre z wątków:

Palącym problemem są wysokie i stale rosnące czynsze, które są niewspółmierne w stosunku do miejsca, standardu i możliwych do osiągania zysków. Najemcy lokali zwracali uwagę, że za wygórowane pieniądze niewiele otrzymują. Lokale przy deptaku w ścisłym centrum nadal ogrzewane są piecami. Mimo remontów sieci ciepłowniczej w najbliższym otoczeniu, brak jest możliwości przyłączenia do niej. Potencjalnym i obecnym najemcom przeszkadza również brak podstawowych udogodnień takich jak... toalety. W skrócie - taniej i łatwiej wynająć pomieszczenie na działalność w nowoczesnym budownictwie.

Bezdomni, wysokie czynsze, brak toalety

Oberwało się Zakładowi Gospodarki Mieszkaniowej, który nie pomaga w wynajmowaniu lokali, a wręcz zniechęca do tego swoim podejściem. Problemem jest też stan bezpieczeństwa i higieny w okolicy. Znaczna liczba osób bezdomnych zaczepiających przechodniów, spożywających alkohol i odsypiających w centrum źle działa na poczucie bezpieczeństwa. Niektórzy z najemców lokali przy 11 Listopada dzień pracy zaczynają od sprzątania ekskrementów z bram przez które wiodą wejścia do ich lokali.

Brak dobrego oświetlenia ulicznego (w szczególności w Białej), powoduje, że wieczorami wiele osób nie czuje się tam pewnie. Brudne i zaniedbane budynki. Trudne sąsiedztwo nierzadko problematycznych najemców mieszkań komunalnych, ma negatywny wpływ na wartość prowadzonych biznesów. Wyjściem na wzór rewitalizacji Rynku mogłoby być zapewnienie mieszkańcom lokali zastępczych i sprzedaż kamienic.

Zdaniem byłego wiceprezydenta Zbigniewa Michniowskiego, wbrew pozorom lokali użytkowych przy 11 Listopada nie jest tak wiele. Lokalizacja biznesów na tej ulicy nie sprzyja zarabianiu - dotychczasową tendencją było ciągłe podwyższanie czynszów. Należałoby obniżyć czynsze, w szczególności dla działalności artystycznej i społecznej pod warunkiem, że działalność będzie w mieście widoczna, a lokale będą czynne od rana do wieczora. Padały uwagi co do konieczności polepszenia estetyki szyldów, ale nie zaproponowano konkretnego rozwiązania. Pojawiały się ogólnikowe zdania, że udział w ożywieniu ulicy powinna mieć działalność artystyczna: muzyków, malarzy, rękodzielników, miejsc wystaw.

Inne głosy? Wzorem rewitalizacji Rynku, gminnym programem należałoby objąć całą ulicę i zapewnić remont od podstaw, w tym instalacji wszelkiego typu. Zdaniem części uczestników nie tylko w centrum, ale w całym mieście brak jest grupy technicznej zajmującej się usuwaniem od ręki drobnych usterek. Naprawa kostek, zasadzenie brakującego kwiatka, usunięcie efektu wandalizmu czy przewróconego drzewa jest problemem, bo miasto nie dysponuje pracownikami własnymi do takich zadań.

Zwrócono uwagę na konieczność ożywienia deptaka na odcinku w Białej. Powyżej placu Wolności brakuje "magnesu", który przyciągałby pieszych. Być może rozwiązaniem stanie się otwarcie powstającej "Manufaktury Grossa", padł też pomysł stworzenia w górnej części deptaka "placyku". Dla ożywienia ulicy, powyżej skrzyżowania z ulicą Wyzwolenia problem stanowi też dwukierunkowy ruch samochodów. Rolę w ożywieniu ulicy mogłaby mieć turystyka miejska propagowana nie tylko wśród przyjezdnych, ale przede wszystkim wśród mieszkańców. Turystyka zarówno w formie wycieczek z przewodnikiem, samodzielnego zwiedzania oraz poznawania miasta, jak i poprzez lepszą informację.

Zadaszenie za drogie. Może parasolki?

Padł pomysł ujednolicenia i wydłużenia godzin funkcjonowania sklepów i lokali, wzorem ich działania galeriach handlowych. Czynnikiem motywacyjnym mogłyby być warunkowe obniżenia czynszów. Realizacja pomysłu zadaszenia części ulicy byłaby dość kosztowna, jednak zaproponowano również tańszą propozycję rozwieszenia nad odcinkami ulicy parasoli, co stanowiłoby też atrakcję ulicy. Podkreślano konieczność większego zaangażowania w rewitalizację przedsiębiorców, zaangażowanie społeczności i konieczność działań oddolnych. Zwracano np. uwagę, że niewielu z najemców podczas trwania organizowanych przez miasto dni ulicy 11 Listopada wydłużało na czas trwania imprez godziny funkcjonowania czy oferowało rabaty. W efekcie część sklepów zamknięta już była po godzinie 13.00.

Dyskusja pozostawiła spory niedosyt, wątków było wiele. Niespecjalnie dużą frekwencję tłumaczyć mogły wyjaśnienia jednego z przedsiębiorców. Przed trzema laty w Ratuszu zorganizowano szereg spotkań w tym samym celu. Padało wiele podobnych wniosków i pomysłów. Miały być analizowane i realizowane. Spotkania przerwała pandemia. Od tego czasu na 11 Listopada nie zmieniło się nic. Prawdopodobnie wielu z rozczarowanych uczestników spotkań sprzed lat uznało swój udział za stratę czasu.

Piotr Bieniecki