Kim jest kontrowersyjny biznesmen, który od lat zwodzi urzędników nadzoru budowlanego w sprawie ruin bielskiego Stalownika? Zresztą nie tylko w tej sprawie.

Zaczynał jako cukiernik i piekarz - pochodzi ze znanej na Podhalu rodziny od dziesiątek lat zajmującej się słodkościami. Tradycje piekarniczo-cukiernicze rodziny sięgają jeszcze okresu przedwojennego. Smykałkę do robienia interesów Tomasz Ż. wyssał więc z mlekiem matki. Nie zajął się jednak lodami ani ciastkami, za to dał się poznać z umiejętności lawirowania pomiędzy przepisami, głównie tymi dotyczącymi prawa budowlanego.

- To jest taki typ człowieka, który idealnie, poprzez swój stosunek do prawa budowanego, wpisuje się w powszechną opinię o tym, że na Podhalu prawo budowlane się nie przyjęło - uważa Józef Figura, nowotarski dziennikarz. - Niektórzy po prostu wychodzą z założenia, że jak mają jakąś własność, to ich świętym prawem jest decydować, co i jak z nią robią i żadnemu urzędowi nic do tego.

Więcej o człowieku, który w 2005 roku kupił Stalownik, można przeczytać w nowym numerze „Kroniki Beskidzkiej”. Papierowe wydanie ukaże się w czwartek, e-wydanie już teraz dostępne jest TUTAJ.

KJ

Foto: Kuba Jarosz