Ofiarował prywatną terenówkę Ukrainie. „Tam pojazdy są nieustannie niszczone”
Prywatny samochód terenowy ratownika Grupy Beskidzkiej GOPR będzie transportował rannych żołnierzy na terenie Ukrainy. Prezes fundacji "Wspólnota volontarska", który otrzymał zezwolenie na krótki wyjazd do Polski, podkreśla, że ludzie są zmęczeni wojną i coraz trudniej otrzymać pomoc humanitarną. Dlatego takie dary serca są szczególnie cenne. - Niezależnie od historii polsko-ukraińskiej, bo czasem była to bardzo trudna historia, dziś dla Ukraińców najbliższym bratem i narodem są Polacy. Zawsze będziemy pamiętać o tym, co dla nas robicie - nie wątpi.
W tym tygodniu odbyło się uroczyste przekazanie prywatnego samochodu na rzecz ukraińskiej fundacji. Jest to dar serca ratownika GOPR, który od wielu lat angażuje się w różne akcje pomocowe. Od początku działań wojennych w Ukrainie Włodzimierz Lach reagował błyskawicznie na aktualne zapotrzebowanie, biorąc udział w transportach humanitarnych, organizując zbiórki, a także przyjmując pod swój dach w Rajczy matki z dziećmi uciekające z wojennego piekła.
Z ratownikami grupy bieszczadzkiej
- Grupa Beskidzka GOPR jest zaangażowana w działania pomocowe. W naszym budynku przez około dwa miesiące mieszkała matka z córką oraz dwie panie z Ukrainy, które zostały odebrane z punktu recepcyjnego w Warszawie przez pana Włodzimierza. Nasi ratownicy wykonywali zadania związane z transportem oraz koordynacją pracy ośrodka przerzutowego, gdzie dary z Europy były przesyłane na Ukrainę - tłumaczy Marcin Szczurek, naczelnik Grupy Beskidzkiej GOPR.
GOPR z siedzibą w Szczyrku współpracował z ratownikami grupy bieszczadzkiej, którzy kontaktowali się z ratownikami górskimi po stronie ukraińskiej. - Na początku zajmowaliśmy się głównie zbieraniem opatrunków, które były wysyłane na linię frontu. GOPR prowadził również punkt recepcyjny po stronie polskiej na terenie grupy bieszczadzkiej dla uchodźców przekraczających granicę - precyzuje naczelnik.
Choć działania pomocowe znacznie zwolniły, to akcja trwa nadal. - Nie miałem żadnych wątpliwości, przekazując swoje ukochane auto na rzecz walczącej Ukrainy - komentuje Włodzimierz Lach. - Ze strony fundacji "Wspólnota volontarska" ("Szansa na życie") pojawiła się prośba o pomoc w zebraniu środków na zakup samochodu, który będzie potrzebny do wywożenia rannych z linii frontu. Miałem dżipa i postanowiłem go przekazać. Samochód jedzie na linię frontu. Odchodzi cząstka mnie, która będzie bardziej potrzebna tam niż tutaj i niech tam pracuje - podkreśla ratownik.
Wdzięczność fundacji "Wspólnota volontarska"
Fundacja "Współnota volontarska" rozpoczęła działalność na początku wojny. - W pierwszym miesiącu organizowaliśmy ewakuację ludzi z terenów północnych Ukrainy, tam, gdzie doszło do największych zbrodni w pierwszych dniach wojny. Przetransportowaliśmy około 4 tys. osób, dostarczaliśmy bezpośrednio pomoc humanitarną. Docieramy z pomocą do ludzi na linię frontu, od razu robimy ewakuację rannych żołnierzy. Pomagamy również uchodźcom tymczasowym, którzy przyjechali z tych miejsc, które są okupowane lub stracili swoje mieszkania. Mamy teraz pod opieką około 300 osób, w większości kobiety z dziećmi - mówi Maksym Błażkun, prezes fundacji.
Prezes nie ukrywa wdzięczności za ofiarowany samochód. Tym bardziej, że ludzie są zmęczeni wojną i jak podkreśla, coraz trudniej o pomoc humanitarną. - Dla nas to duży dar, bo jesteśmy tam pod ostrzałem. Pojazdy są nieustannie niszczone. Otrzymałem pozwolenie na krótki wyjazd do Polski i chciałbym podziękować każdemu Polakowi, bo gdyby nie Polska, to z całą pewnością ofiar byłoby o wiele więcej. Niezależnie od historii polsko-ukraińskiej, bo czasem była to bardzo trudna historia, dziś dla Ukraińców najbliższym bratem i narodem są Polacy. Zawsze będziemy pamiętać o tym, co dla nas robicie - nie wątpi Maksym Błażkun.
Poświęcenia pojazdu dokonał proboszcz parafii w Rajczy ks. Andrzej Zawada. - Cieszę się, że taka inicjatywa powstała. Wszystko zorganizował niezastąpiony pan Włodek, który jest prezesem fundacji Most Pamięci. Jeżeli samochód ma służyć ratowaniu ludzkiego życia tam na Ukrainie, to tylko błogosławić takie dzieła.
Zawiózł je w rodzinne strony
- Przekazanie samochodu terenowego przez goprowca, który od samego początku wspierał Ukrainę, to odruch serca i fantastyczna sprawa. Włodzimierz od lat znany jest z tego, że pomaga i co najważniejsze tą pomocą zaraża innych - dodaje wójt gminy Rajcza Zbigniew Paciorek.
Po poświęceniu samochodu goprowiec udał się w podróż do granicy z Ukrainą, gdzie na prośbę dwóch kobiet z małymi dziećmi, które przez kilka miesięcy gościły w jego domu, zawiózł je w rodzinne strony. - Matki z dziećmi powracające na tereny objęte wojną kierują się bardzo dużą tęsknotą i strachem o bliskich. Akurat te panie pochodzą z rejonu, gdzie nie było dużych zniszczeń, ale wszędzie na terenie Ukrainy jest niebezpiecznie, zwłaszcza, że istnieje teraz możliwość wejścia wojsk od strony Białorusi - tłumaczy prezes fundacji "Wspólnota volontarska".
Małgorzata Irena Skórska
Oceń artykuł:
45 16
Autor: Małgorzata Skórska
Dziennikarz portalu www.bielsko.biala.pl
Komentarze 12
Robienie sobie wrogów blisko a szukanie sojuszników daleko pachnie podejrzanie.
Bez komentarza. Wybierz w Google hasła:
" Jak Partia Demokratyczna przygotowała wojnę na Ukrainie "
" Ukraina -- czyli jak zdobywa się nowe kolonie "
Ale z drugiej strony pojazdów tomim tam nie brakuje. Na granicy PL-UA jest kolejka na kilka dni, prawie same lawety z samochodami klasy premium...Dziwne ?!

Klauzula informacyjna ›