Dziś w południe grupa kierowców zablokowała jedną ze stacji paliw przy al. Andersa w Bielsku-Białej. Wszystkie pojazdy miały „awarie”. Akcja była protestem przeciwko wysokim cenom paliwa, które zdaniem organizatorów nie mają uzasadnienia sytuacją na rynku. 

- Mamy tutaj małe problemy z samochodami. Pojazdy masowo psują się przy Orlenie - wyjaśnia jeden z organizatorów akcji. - Być może jest to spowodowane złą jakością paliwa, bo jest ono w takich cenach, że prawdopodobnie ktoś dolewa do niego whisky, 50 g na każdy litr paliwa. Nie ma w tym żadnej winy rządu, który chce, abyśmy zebrali sporo chrustu i samochody dotarły do celu. No, ale stało się inaczej.

W rozmowie z reporterem portalu organizator akcji protestacyjnej tłumaczył, że Polacy powinni spojrzeć na cenę baryłki ropy, która jest teraz taka sama, jak w marcu 2012 roku. Wtedy jednak cena paliwa wraz z akcyzą wynosiła na stacjach 5,8 zł/l. Dzisiaj jest o 2 zł wyższa. - Gdzie jest ten zysk i kto próbuje nas oszukać? - pyta nasz rozmówca. - Mówi się nam, że to wina opozycji i Putina. Każdy jest winny tylko nie rząd. Ludzie obudźcie się, bo za chwilę rzeczywiście wasze samochody staną, ale na trwałe, bo nie będzie można nimi jeździć.

- Nie wiem, ile czasu zajmie naprawa tych aut - twierdzi inny uczestnik akcji. - Mam ważniejsze pytanie - ile czasu zajmie obniżenie cen na wszystkich stacjach, bo Orlen dyktuje ceny wszystkim podmiotom zajmującym się detalicznym handlem paliwami. Marża rafinerii jest bardzo wysoka, dolar spada, euro spada, złotówka się umacnia. Więc takie wysokie ceny nie są uzasadnione.

Nasz rozmówca nie wykluczył, że podobne „awarie” będą się zdarzały także w innych miastach, bo „nieszczęścia chodzą po samochodach” i w takich sytuacjach blokuje się cała stacja. Akcja przy al. Andersa trwała ok. godziny. Gdy na miejsce przyjechała policja, wszystkie pojazdy były już sprawne.

Tekst i foto: Piotr Bieniecki