Pisklaki, podloty i inne zwierzaki. Jak pomagać, żeby nie zaszkodzić?
Wiosną do ośrodka „Mysikrólik” w Bielsku-Białej trafia wiele zwierząt, które wcale nie potrzebują pomocy. Wszystko przez rozumianą na opak troskę o dobrostan dzikiej przyrody. Wiele osób działa ze szlachetnych pobudek, ale nie rozumie podstawowych praw rządzącym światem natury. Przynosi to zazwyczaj więcej szkody niż pożytku.
Podlot to młody ptak, który dopiero co wyszedł gniazda. Nie jest jeszcze w pełni samodzielny, nie potrafi latać, a bez pomocy rodziców sobie nie radzi. Widok takiego nieporadnego ptaszka błąkającego się po ogrodzie czy łące chwyta za serce. I właśnie takie ptaki, co roku na wiosnę, masowo trafiają do ośrodka. Problem w tym, że wcale nie powinny.
Podloty są pod opieką rodziców, którzy donoszą im pokarm do przygodnych kryjówek. Taki stan trwa kilka dni, po czym młode ptaki się usamodzielniają, zaczynają normalnie latać i mogą już same zadbać o swoją przyszłość. Zanim to jednak nastąpi, faktycznie wyglądają na zagubione i nieporadne, tak jakby wypadły z gniazda i były skazane na śmierć. To sprawia, że chcemy im pomagać, choć tej pomocy wcale nie potrzebują.
- Jedyne, co powinniśmy zrobić, widząc błąkającego się w trawie podlota, to delikatnie przenieść go gdzieś wyżej, na gałąź drzewa, najlepiej na jakiegoś iglaka, aby mógł się lepiej ukryć przed drapieżnikami - tłumaczy Sławomir Łyczko, szef „Mysikrólika”.
Więcej o tym, jak pomagać, a nie szkodzić, pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży.
MAP
Foto: Marcin Płużek
Oceń artykuł:
22 0