Strażacy-ochotnicy w Bielsku-Białej będą nadal używać syren alarmowych jako sygnału do natychmiastowego stawienia się w strażnicy. Wniosek o zaprzestanie tego typu działań złożył radny Edward Kołek, który uważa, że sygnał jest „traumatycznym wspomnieniem” dla uchodźców. - Sam byłem świadkiem jak mieszkająca w Hałcnowie młoda Ukrainka musiała uspokajać swoją płaczącą córkę, gdy zawyły syreny wzywające strażaków - argumentuje.

Edward Kołek w swojej interpelacji do prezydenta Jarosława Klimaszewskiego przypomniał, że strażacy-ochotnicy są informowani o zdarzeniu i konieczności stawienia się w strażnicy także za pomocą systemów elektronicznych. - Używanie zawodnych, mniej efektywnych sygnałów dźwiękowych stało się bezzasadne. Dodatkowo - i to jest główny powód skierowania do Pana tej prośby - w Bielsku-Białej gościmy kilka bądź nawet kilkanaście tysięcy uchodźców z Ukrainy.

Zdaniem radnego PiS, wśród uchodźców w zdecydowanej większości dominują kobiety i dzieci, dla których sygnał syren jest „traumatycznym wspomnieniem”. - Sam byłem świadkiem jak mieszkająca w Hałcnowie młoda Ukraina musiała uspokajać swoją płaczącą córkę, gdy zawyły syreny wzywające strażaków do jakiegoś zdarzenia. Nie zawsze jest to pożar. Czasem trzeba tylko zutylizować plamę oleju, płynu hamulcowego czy paliwa - przekonuje radny Kołek.

Ale służby nie zrezygnują z używania syren alarmowych. - Podstawowy system powiadamiania i alarmowania jednostek OSP oparty jest na syrenie alarmowej z powiadomieniem SMS na telefon komórkowy (…) oraz stanowiącym jego uzupełnienie dodatkowym systemie „e-remiza”. Nie można jednak całego systemu informowania opierać tylko na systemie elektronicznym, ponieważ takie powiadomienia wymagają stałego dostępu do sieci komórkowej i łącza internetowego w telefonie strażaka, co nie zawsze jest możliwe - uważa prezydent Jarosław Klimaszewski.

Zdaniem samorządowca, w przypadku rezygnacji z używania systemu syren na budynkach remiz strażaków-ochotników można byłoby się obawiać, że dyspozycyjność jednostek OSP będzie znacząco niższa, a czas ich reakcji na zdarzenie znacznie się wydłuży. - Rozumiejąc obawy i wojenną traumę naszych gości z Ukrainy, nie możemy jednocześnie narażać wszystkich mieszkańców na straty spowodowane brakiem skutecznego i pewnego systemu alarmowania, co może doprowadzić do niepodjęcia działań ratujących ludzie życie i mienie - kończy prezydent Bielska-Białej.

bak