Emocje na Skrajnej. Kto chce zrobić dobrze mieszkańcom i po co?
Na ulicy Skrajnej, na tzw. podstoczu, wybuchł właśnie bunt mieszkańców. Ludziom nie podoba się przebudowa ulicy i protestują przeciwko rujnowaniu terenów zielonych. Boją się, że to kolejna zakamuflowana przygrywka pod przyszłą deweloperkę.
- Wjazd na naszą ulicę przesunięto o jakieś 20 m w kierunku Szyndzielni i teraz mamy tu 12 proc. spadek terenu, a wcześniej, na starym wjeździe, było to tylko 5 proc. - tłumaczy pan Stanisław. - Niby niedużo, ale w praktyce okaże się, że zimą trzeba tu będzie na kilka metrów drogi zakładać łańcuchy na koła. Przecież to jest totalny absurd!
O co więc tak naprawdę chodzi, zdaniem mieszkańców? Zwracają uwagę na teren obok nowego odcinka Skrajnej, patrząc w kierunku gór, wzdłuż ul. Armii Krajowej. Jeszcze niedawno rosły tam drzewa. Dzisiaj w ich miejscu w oczy kłuje długi na kilkaset metrów i miejscami wysoki na dwanaście nasyp. Usypany z gruntu, który zebrano przebudowując ul. Armii Krajowej. Mieszkańcy łączą nasyp z nowo powstałym odcinkiem Skrajnej. - Ponieważ cały ten nasyp może być w przyszłości terenem pod zabudowę, na który wjazd oznaczono w planie zagospodarowania przestrzennego właśnie od ulicy Skrajnej - przekonuje pan Piotr.
Co na to Miejski Zarząd Dróg? Więcej o sprawie pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika ukaże się już jutro w sprzedaży.
KJ
Foto: Kuba Jarosz
Oceń artykuł:
51 11