Odszedł ostatni z 316 cichociemnych. Bohater spocznie dziś w Bielsku-Białej
Dziś na cmentarzu w Starym Bielsku spocznie major Aleksander Tarnawski pseudonim "Upłaz", ostatni żyjący cichociemny. W 1944 wyskoczył z Halifaksa z 300. Dywizjonu Bombowego nad okupowaną Polską, jako oficer Armii Krajowej wykonywał trudne misje konspiracyjne i zajmował się szkoleniem armii podziemnej. We wrześniu 2014 po 70. latach od zrzutu do kraju ponownie skoczył ze spadochronem, tym razem z żołnierzami GROM. Rodzina jego żony do dziś mieszka w Bielsku-Białej.
Aleksander Tarnawski był niezwykle skromnym człowiekiem, który uwielbiał zwierzęta i wędrówki górskie, o czym świadczą przyjęte przez niego wojenne pseudonimy - "Upłaz” i "Wierch”. Po śmierci pierwszej żony, ożenił się w 1987 z Elżbietą, doktor chemii, której rodzina mieszka w Bielsku-Białej.
Skok z pierwszego piętra
Aleksander Tarnawski urodził się w 1921 roku w niewielkiej miejscowości Słocinie w powiecie rzeszowskim. Kiedy w 1938 roku ukończył gimnazjum w Chorzowie, postanowił rozpocząć studia na wydziale chemii Uniwersytetu Lwowskiego. Po wybuchu wojny, jesienią 1939 przedostał się przez Węgry do Francji, gdzie otrzymał przydział do 1. Dywizji Grenadierów. Następnie dotarł do Wielkiej Brytanii, by zasilić szeregi 16. Brygady Pancernej. Tam szkolono go do zadań specjalnych.

Jako ochotnik przeszedł intensywne szkolenie dla cichociemnych - żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych. Ich zadaniem była walka partyzancka z Wehrmachtem i jednostkami specjalnymi Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy oraz organizacja i szkolenie ruchu oporu w kraju.
W wywiadzie udzielonym portalowi w 2018 roku mówił: - Na początku wojny, kiedy dostałem się na Węgry, skierowano mnie do obozu dla uchodźców. Stamtąd w grudniu 1939 przedostałem się do Francji, gdzie po zgłoszeniu się do WKU zostałem przydzielony do 1. batalionu piechoty. Od kwietnia 1940 szkoliłem się w Szkole Podchorążych Piechoty w polskim obozie wojskowym w Bretanii, którego komendantem był gen. Stanisław Maczek. Po upadku Republiki Francuskiej ewakuowano nas do Wielkiej Brytanii. Pewnego dnia, gdy stacjonowałem w Szkocji, zjawił się pułkownik, który zapytał, czy miałbym ochotę wrócić do Polski. Bez wahania się zgodziłem. W rezultacie wezwano mnie do Londynu i stamtąd posłano na odludzie na szkolenie. Było bardzo pięknie: wodospady, góry, zieleń. Typowe ćwiczenia zaczynały się od skoku z pierwszego piętra. Potem było wspinanie się po linie, tor przeszkód, strzelanie, które do dzisiaj bardzo lubię. Były też wykłady o sytuacji w okupowanej Polsce. To szkolenie trwało około miesiąca.
Żołnierz do zadań specjalnych
W nocy z 16 na 17 kwietnia 1944 samolot Halifax JP 181 z 300. Dywizjonu Bombowego z alianckiej bazy w Brindisi we Włoszech dokonał zrzutu grupy cichociemnych, w której znajdował się nasz bohater. Tarnawski po udanym skoku został przydzielony do okręgu AK Nowogródek. Z czasem został komandosem polskiego podziemia. Jako oficer Armii Krajowej wykonywał trudne misje konspiracyjne i zajmował się szkoleniem armii podziemnej.
- Najcenniejsze były pasy z pieniędzmi, które trzeba było przekazać na miejscu. Każdy skoczek musiał ich pilnować. Po wylądowaniu pojechałem kolejką wąskotorową do Warszawy i byłem do dyspozycji dowództwa AK. Dostałem tzw. ciotkę, czyli panią, która mnie oprowadzała po Warszawie, żebym zobaczył, jak wygląda sytuacja. Jakiś czas mieszkałem u rodziny przy ul. Mokotowskiej. Potem skierowano mnie do Świdra. W tym samym domu ukrywała się Żydówka, z którą chodziłem nocą na spacery. Była mi za to bardzo wdzięczna. Po wojnie po wielu latach przerwy odnalazłem mojego przyjaciela Cichociemnego - Gustawa Heczkę, który pochodził ze Śląska Cieszyńskiego. Wtedy, gdy już można było się kontaktować, mniej więcej za czasów Gierka, spotykaliśmy się w Tarnowie i na Podhalu. Od założenia jednostki GROM przed 25 laty spotykaliśmy się raz roku - mówił w wywiadzie udzielonym portalowi.
Razem z żołnierzami GROM
Aleksander Tarnawski w 1945 roku dostał pracę w Polskim Radiu w Warszawie. Po wojnie zamieszkał w Gliwicach, ukończył chemię na Politechnice Śląskiej. Całe życie zawodowe związał z województwem śląskim - pracował na Politechnice Śląskiej współpracował z Instytutem Metali Nieżelaznych oraz Instytutem Przemysłu Tworzyw i Farb w Gliwicach.
Był ostatnim z 316 cichociemnych. We wrześniu 2014 w Książenicach koło Grodziska Mazowieckiego po 70. latach od zrzutu do Polski ponownie skoczył ze spadochronem, tym razem z byłymi i obecnymi żołnierzami GROM. Major był kilkakrotnie odznaczany Krzyżem Walecznych oraz Srebrnym Krzyżem Zasługi. Otrzymał również Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski, Medale "Pro Patria" oraz szablę oficerską. Wraz z żoną i córką często przyjeżdżał na urlop do Bielska-Białej, gdzie wypoczywał podczas górskich wędrówek.
Tekst i foto: Agnieszka Pollak-Olszowska
Na zdjęciu tytułowym: major Aleksander Tarnawski z autorką artykułu
Major Aleksander Tarnawski zmarł w wieku 101 lat. Pogrzeb odbędzie się dziś o godz. 13.00 w parafii NMP Królowej Polski w Bielsku-Białej.
Oceń artykuł:
110 5
Autor: Agnieszka Pollak-Olszowska
Dziennikarka portalu bielsko.biala.pl
Komentarze 12
Cześć Jego pamięci

Klauzula informacyjna ›