W Bielsku-Białej znajdują się 103 schrony, w których na wypadek wojny schronienie znajdzie niewiele ponad 13 tys. mieszkańców miasta. Większość z nich powstała w latach 50. i 60. ub. wieku, a wysoki koszt utrzymania sprawia, że ich liczba wciąż maleje. - Od wielu lat miasto w zakresie obrony cywilnej prowadzi kosmetyczne zmiany, niewiele robi się w zakresie informowania społeczeństwa o zagrożeniach. Plusem jest powołanie drużyn terenowych obrony cywilnej - ocenia były radny, a dziś żołnierz zawodowy Maurycy Rodak.

Obrona cywilna jest opisanym w ustawie sposobem na obronę społeczeństwa w okresie kryzysu państwa. Ma na celu ochronę ludności, zakładów pracy czy urządzeń użyteczności publicznej w czasie wojny oraz współdziałanie w zwalczaniu i usuwaniu skutków klęsk żywiołowych i zagrożeń środowiska. Jej temat odżył w ostatnich dniach po agresji wojsk rosyjskich na Ukrainę. Interpelację w sprawie przeglądu i wzmocnienia obrony cywilnej złożył klub Niezależni.BB.

Spory wydatek dla właścicieli

Z odpowiedzi udzielonej przez wiceprezydenta Piotra Kucię dowiadujemy się, że w Bielsku-Białej są 103 schrony, w których pomieści się niewiele ponad 13 tys. mieszkańców oraz 575 tzw. miejsc przewidzianych do ukrycia dla kolejnych 130 tys. osób. Obiekty te są kontrolowane przez wydział zarządzania kryzysowego bielskiego Ratusza, ale ich liczba maleje. Większość z nich powstała w latach 50. i 60. ub. wieku, a ich duży koszt utrzymania to spory problem dla właścicieli.

W ostatnich latach zwiększyła się za to liczba formacji obrony cywilnej - powołano dwanaście terenowych formacji oraz jedną zakładową. Utworzono je w oparciu m.in. o strażaków OSP i strażników miejskich. Personel nowo utworzonych formacji otrzymał instrukcje i przydziały uzgodnione z bielską Wojskową Komisją Uzupełnień. Na koniec zeszłego roku w Bielsku-Białej działało 27 formacji obrony cywilnej, w skład których wchodziły 372 osoby personelu.

W ostatnich siedmiu latach samorząd na potrzeby obrony cywilnej i ochrony ludności zakupił m.in. 105 łóżek polowych, 169 śpiworów, 100 karimat, 13 termosów plecakowych, 20 kamizelek z oznaczeniem obrony cywilnej i 20 kasków ochronnych z latarkami. Formacje obrony cywilnej mają do dyspozycji także m.in. sprzęt rozpoznania skażeń, który jest własnością wojewody.

Sprawa była bagatelizowana

O opinię na temat stanu obrony cywilnej w Bielsku-Białej zwróciliśmy się do Maurycego Rodaka. Były bielski radny dziś pełni służbę w Wojsku Polskim. W 2015 roku szerokim echem odbiła się jego interpelacja dotycząca obrony cywilnej i 30 szczegółowych pytań adresowanych do prezydenta Jacka Krywulta. Sprawa była wtedy bagatelizowana przez władze samorządowe. - Wydaje się, że od czasu mojej interpelacji niewiele się zmieniło - ocenia nasz rozmówca.

Czytaj także: Trzydzieści pytań Rodaka

Były radny przyznaje, że taki stan rzeczy to nie tylko wina samorządu. - Cały czas czekamy na nową ustawę, która będzie przystawać do czasów współczesnych. Rząd zapowiada, że wejdzie lada chwila. Niemniej samorząd mógł nawet zgodnie z dotychczasową ustawą polepszać stan ochrony ludności. Liczba schronów nie zwiększyła się, a maleje. Pytanie, czy przy nowych inwestycjach budowlanych w mieście w ogóle uwzględniano potrzebę zwiększenia ilości takich miejsc.

Maurycy Rodak dodaje, że wciąż niewiele robi się w kierunku informowania społeczeństwa o miejscach schronów czy zasadach udawania się do nich. - W 2019 roku wydano poradnik samoobrony ludności w liczbie 3500 sztuk. To dobry kierunek, ale poradnik powinien wychodzić co roku i odpowiadać na aktualne zagrożenia. Przykładowo, po doniesieniach o problemach energetycznych powinien być wydany poradnik, jak zachować się w przypadku braku prądu czy ogrzewania. Jak przetrwać tydzień, dwa, jakie zapasy należy zrobić. Takie broszury muszą być drukowane w dziesiątkach tysięcy, a nie dostarczane tylko do bibliotek czy Rad Osiedli.

Potrzeba realnych ćwiczeń

Pozytywnie były radny ocenia powołanie drużyn terenowych obrony cywilnej i uzgodnienie ich zadań z WKU. - Nadal jednak mam wrażenie, że jest ich za mało i opierają się o urzędników, czyli po linii najmniejszego oporu. Drużyn terenowych powinno być więcej i powinny się bardziej opierać na organizacjach cywilnych - OSP, organizacjach proobronnych, myśliwych, itp. Potrzeba realnych ćwiczeń obrony cywilnej ze strażą pożarną, wojskiem i z udziałem ludności. Bez takich ćwiczeń nie dowiemy się nigdy, czy system jest wydolny i co należy zmienić - podkreśla Maurycy Rodak.

Bartłomiej Kawalec