W ostatnich dniach informowaliśmy o sytuacji w Bierdiańsku - mieście partnerskim Bielska-Białej, które w miniony poniedziałek znalazło się pod okupacją rosyjską. Najprawdopodobniej wskutek naszych publikacji do portalu zwrócił się Czytelnik, który jak twierdzi, wraz z jeszcze jedną osobą nadzoruje zbiórkę dla miejscowych partyzantów. W mieście panuje obecnie względny spokój, pomoc jednak jest potrzebna.

- Organizuję pomoc dla Bierdiańska dedykowaną formującym się oddziałom partyzanckim, w których uczestniczą zarówno ukraińscy wojskowi, jak i cywile. Pomocy potrzebują obrońcy Bierdiańska oraz szpital wojskowy w Zaporożu. Poważne problemy przy zaopatrzeniu w żywność występują także w miejscowym domu dziecka, którego nie zdążono ewakuować - poinformował portal Dominik Szulc, historyk z Polskiej Akademii Nauk, który pozostaje, jak twierdzi, w ciągłym kontakcie z przyjaciółmi z Ukrainy.

Bierdiańsk nie poddaje się

Pan Dominik skontaktował nas z osobami przebywającymi w pobliżu Bierdiańska, które z obawy o własne bezpieczeństwo wolą pozostać anonimowe. Jak się okazuje, Bierdiańsk, pomimo wkroczenia rosyjskich żołnierzy, nie poddaje się. Według naszego rozmówcy, w poniedziałek miejscowej partyzantce udało się zniszczyć kilka wrogich pojazdów.

- Ludzie się boją, raz na jakiś czas słychać strzały, ale nie przestają walczyć. W mieście nie funkcjonuje transport, nie ma telewizji i internetu. Staramy się walczyć z agresorem na ile możemy. Partyzantka istnieje tylko dzięki datkom zwykłych ludzi oraz dzięki poświęceniu naszych chłopców. Potrzebne są pieniądze na paliwo, sprzęt, lekarstwa i wszelkiego rodzaju niezbędne rzeczy - powiedział nam jeden z rozmówców. Mężczyzna przedstawia sie jako ukraiński żołnierz ranny w pierwszych dniach rosyjskiej inwazji. Obecnie przebywa w szpitalu, którego lokalizacji ze względów bezpieczeństwa nie podaje. W Berdiańsku mają natomiast znajdować się jego bliscy.

Bronią ukraińskiej flagi

Na przesłanym do redakcji filmie widać rosyjską ciężarówkę wojskową płonącą od koktajlu Mołotowa. Czy tego typu działania pozwolą odbić miasto z rąk najeźdźcy? Dominik Szulc uważa, że akcje dywersyjne mają nieco inny cel. - Myślę, że to wszystko nie sprawi, że żołnierze rosyjscy wycofają się z Bierdiańska, utrudni im to natomiast spokojne podejście pod Mariupol. Każdy kto chce wspomóc wszelkie działania na tyłach wojsk rosyjskich może skontaktować się ze mną przez Facebooka, poprzez wiadomość prywatną. Moskiewska agentura nie śpi - mówi.

Według oficjalnych danych, do tej pory w Bierdiańsku zginęła jedna osoby, trzy kolejne zostały ranne. Mieszkańcy w czasie alarmów chowają się w piwnicach. - W Melitopolu, który jest niedaleko nas, szerzy się propaganda. Słyszymy o ulotkach mówiących o tym, że trzeba się podporządkować „nowej rosyjskiej władzy". U nas jeszcze tego nie ma. Mieszkańcy bronią ukraińskiej flagi, nie dają się zastraszyć - przekonują nasi informatorzy.

Aby nie zbliżać się do wojska

Ulotki kolportowane przez rosyjskich żołnierzy w Melitopolu, mieście oddalonym o 100 km od Bierdiańska, pojawiły się w mediach społecznościowych. Z tłumaczeniem na język angielski zamieścił je w sieci Dmitri Alperovitch, urodzony w Rosji amerykański ekspert ds. cyberbezpieczeństwa.

W propagandowej ulotce, która trafia do mieszkańców napisane jest, że „Rosja nie walczy z ukraińską ludnością, tylko juntą kijowską” oraz pada zapewnienie, że „ludność nie ma się czego obawiać, a Rosjanie gwarantują spokój i bezpieczeństwo”. Pojawia się apel, by nie zbliżać się do wojska i nie wychodzić z domu bez konieczności oraz obserwować rosyjskie kanały na Telegramie.

Adam Kanik

Według relacji, zamieszczone poniżej zdjęcia pochodzą z ostatnich trzech dni. Wykonane zostały przez żonę żołnierza, który udzielił nam wypowiedzi.