Wróciła z Bielska-Białej do Kijowa. W nocy ukrywa się pod schodami
- Nic nie ma znaczenia, gdy nastaje wojna. Nawet słońce nie świeci tak, jak dawniej. Teraz to wiem - mówi Natalia Volkova, ukraińska dziennikarka, artystka, fotografka, która mieszkała w Bielsku-Białej i prowadziła studio Madame History, a ostatnio wróciła do Kijowa, aby być z najbliższymi.
- Nie opuszczę rodziny. Tu mam dwóch synów i mamę. Nie wyobrażam sobie tak wszystkiego zostawić. Jeden syn jest w samym Kijowie, drugi w Charkowie. Rozmawiamy ze sobą przez telefon, dopóki jeszcze jest prąd. Rozmawiamy, co będzie. Ja tu będę na nich czekać. Ale wiesz… Oni nie dojadą, bo nie ma już mostów i już nie ma tej drogi do nas… - opowiada.
W nocy ukrywa się pod schodami, w specjalnym schowku. W domu, który znajduje się kilkanaście minut drogi samochodem od centrum Kijowa. Na wypadek bombardowania. Tak jak wielu jej rodaków, zrobiła zapasy, wypełniła wodą wannę na wypadek awarii rurociągów. Z naładowanym telefonem i powerbankiem, ubrana, jakby miała zaraz wyjść na spacer, oczekuje na przyjście nieznanego.
Więcej w nowym numerze „Kroniki Beskidzkiej”. Wyjątkowym, bo poświęconym w dużej mierze temu, co dzieje się na Ukrainie. E-wydanie jest dostępne na www.prasabeskidzka.pl, papierowe ukaże się jak zwykle w czwartek.
KJ, KGO
Na zdjęciu: Natalia Volkova w czasie, gdy mieszkała w Bielsku-Białej, Fot. Katarzyna Górna-Oremus
Oceń artykuł:
33 6