„Polski Ład” to największa od 30 lat reforma systemu podatkowego, dzięki której w kieszeniach Polaków miały zostać dodatkowe miliardy złotych. Niestety, wiele jej rozwiązań systemowych zawiera błędy, o czym boleśnie przekonują się różne grupy zawodowe, które otrzymują obniżone wynagrodzenia miesięczne. W praktyce okazuje się, że poza osobami o najniższych zarobkach mało kto zyskuje. Próby objaśnienia obecnej sytuacji podjęli się w rozmowie z portalem bielscy przedsiębiorcy, w tym Stanisław Pięta i Krzysztof Jazowy.

„Polski Ład”, jak czytamy na oficjalnej rządowej witrynie internetowej, to historyczna reforma systemu podatkowego. Największa od 30 lat. W jej ramach wdrożone miały być kolejne rozwiązania, które spowodują, że na reformie zyska jeszcze więcej podatników. - Gwarantujemy, że osoby, których przychody wynoszą do 12 800 zł brutto i którzy rozliczają się za pomocą PIT-37, zyskają bądź nie stracą ani złotówki na „Polskim Ładzie” - zapewniał premier Mateusz Morawiecki.

Wprowadzane na szybko poprawki

Czy tak rzeczywiście się stało? Niekoniecznie. W pierwszych miesiącach obowiązywania nowego systemu podatkowego wszystkie biura księgowe w kraju ogarnął prawdziwy chaos. Liczne wady w ustawie oraz wprowadzane na szybko poprawki i korekty sprawiły, że nikt tak naprawdę nie wiedział, jak obecnie naliczać pensje pracownikom. W efekcie ubytki na styczniowej oraz lutowej wypłacie odczuło wiele osób z różnych grup społecznych i zawodowych.

Stracili nauczyciele, stracili mundurowi, stracili także przedsiębiorcy. Stracili pracujący emeryci i niepełnosprawni, a także osoby podejmujące pracę na więcej niż jeden etat. Kwoty uszczupleń bywają różne. Najczęściej, jak dowiedział się portal, mieszczą się w przedziale 200-400 zł. Pomniejszona wypłata wywołuje nie tylko zdziwienie pracowników, ale również uzasadnione obawy o dopięcie domowego budżetu. Co prawda mówi się, że w rozliczeniu rocznym osoby te otrzymają należne zwroty, pytanie tylko, jaką wartość będą miały te pieniądze przy szalejącej inflacji i wszechobecnej drożyźnie. Z kolei jeśli okaże się, że pobrano na mało podatku, podatnika czekać będzie dopłata.

Pracownik będzie musiał oddać

- Stracili przede wszystkim pracownicy. Uczciwie pracujący emeryci i osoby niepełnosprawne już teraz otrzymują po 200 zł na rękę mniej. Z kolei w przypadku gdyby pracodawca zgodnie z zaleceniami rządowymi wyliczał wynagrodzenia według przepisów podatkowych na dzień 31.12.2021 roku i porównując je do ustawy z "Nowego Ładu" potrącał korzystniejszą zaliczkę na podatek dla pracownika, przy rozliczeniu rocznym ten pracownik będzie musiał różnicę oddać. Wyjdzie na to, że pracownik nie otrzyma wynagrodzenia za grudzień i będzie pracował za darmo. Kiedy ktoś zarabia około 2-3 tys. zł netto, to będzie to dla niego ogromny problem. Osobiście znam osoby, które będąc na emeryturze są zatrudnione na umowę o pracę. Co z tego, że taka osoba ma podwyższoną emeryturę o ok. 100 zł netto, kiedy w tym samym czasie wypłatę dostanie niższą o 250 zł netto? Nie wspominając nawet o tym, że na skutek wysokiej inflacji oscylującej wokół 10 proc. każdy z nas traci jedną pensję w roku - mówi Krzysztof Jazowy, radny miejski oraz prezes bielskiej firmy Bezalin. Jazowy zatrudnia w spółce łącznie 180 osób, a część z nich stanowią osoby niepełnosprawne oraz emeryci.

Jak kilka tygodni temu informował portal Onet, wskutek nowych rozliczeń podatkowych okazało się, że „po kieszeni” dostali również... parlamentarzyści. Ci jednak mieli szybko otrzymać wyrównanie części utraconych przychodów. W ogólnokrajowych mediach odezwała się fala krytyki. Pojawiły się głosy o uprzywilejowaniu posłów w stosunku np. do pracowników zatrudnionych na umowę o pracę, którzy zwrotów nie otrzymali.

Nie brakuje głosów pozytywnych

- Centrum Informacyjne Sejmu zaprzeczyło doniesieniom portalu Onet, którego tekst uruchomił medialną lawinę krytyki. Czytamy tam (w oświadczeniu CIS - red.) m.in. że: „z uwagi na sekwencję zdarzeń - przypadający najpierw termin wypłaty uposażeń poselskich - każdemu pobierającemu to świadczenie posłowi przelano za styczeń 2022 średnio około 1 000 zł netto mniej. Na zmniejszenie wypłaty wpłynęło nieodliczenie składki zdrowotnej od podatku oraz nieuwzględnienie - z uwagi na oczekiwanie na interpretację podatkową - kwoty wolnej od podatku. Następnie, po uzyskaniu interpretacji podatkowej, zgodnie z którą posłowie są objęci powszechnie obowiązującymi przepisami dotyczącymi kwoty wolnej od podatku, posłom, którzy pobierają uposażenie i wypełnili PIT-2 naliczono ulgę w kwocie 425 zł. Zastosowane rozwiązania są transparentne i w żaden sposób nie uprzywilejowują posłów względem podatników zatrudnionych na umowach o pracę". Nie słyszałem, aby ktoś kwestionował rzetelność tego komunikatu. Uważam więc, że zarzuty uprzywilejowanego traktowania parlamentarzystów nie znajdują potwierdzenia - powiedział nam b. poseł PiS, a obecnie doradca ekonomiczny Stanisław Pięta.

- Co do oceny „Polskiego Ładu" to jest chyba jeszcze na nią za wcześnie. Indywidualne opinie są zróżnicowane. Docierają do mnie uwagi krytyczne, ale nie brakuje także głosów pozytywnych. Moja własna opinia powstaje w oparciu o konsultacje z moim wysoce kompetentnym księgowym, który zapowiedział wzrost obciążeń spowodowanych zmianą naliczania składki zdrowotnej. Powiedzmy, że ocena ta nie jest entuzjastyczna. Mam jednak nadzieję, że głosy małych przedsiębiorców, a do takich zaliczam się, zostaną uwzględnione i ich sytuacja nie ulegnie pogorszeniu. Czasami można spotkać pogląd, że przedsiębiorcy i tak nie głosują na prawicę, więc można ich obciążyć nowymi podatkami, świadczeniami i obowiązkami. To wyraz słabego rozeznania politycznego. Przedsiębiorcy może nie chwalą się swoimi decyzjami politycznymi, ale bardzo znacząca ich część popiera rząd zjednoczonej prawicy. Na tyle znacząca, że bez ich wsparcia wygranie następnych wyborów będzie niemożliwe - dodaje Pięta.

Kreatywna księgowość i propaganda

Czy rzeczywiście poszkodowani przez „Polski Ład” są także przedsiębiorcy? - Wiele osób nawet sobie jeszcze nie zdaje sprawy, ile będzie musiało do tego bałaganu dopłacić. Zwiększona składka zdrowotna, której nie można odliczyć, zwiększony koszt księgowości spowodowany papierkowym chaosem, który rządzący nam zgotowali - to wszystko są ogromne sumy. Oprócz straty pieniędzy trzeba wziąć pod uwagę, że obecna sytuacja niszczy również rodziny. Przedsiębiorcy tracą czas na realizację dodatkowych obowiązków i śledzenie skrajnie skomplikowanych, niedoprecyzowanych i wybrakowanych przepisów. W efekcie rząd, który co chwilę podkreśla przywiązanie do wartości rodzinnych, na skutek swoich decyzji odbiera tej rodzinie coraz więcej czasu wolnego. „Polski Ład” to jest podatek od podatku, kreatywna księgowość i propaganda - powiedział portalowi bielszczanin prowadzący jednoosobową działalność gospodarczą (personalia do wiadomości redakcji).

Wprowadzenie „Polskiego Ładu” niefortunnie zbiegło się z gigantyczną podwyżką cen prądu i gazu, co bez wątpienia rzutować będzie na sytuację finansową każdego z nas. Rządzący próbowali załagodzić sprawę m.in. czasową obniżką podatku VAT. Przedsiębiorcy nie uznali jednak tego posunięcia za korzystne.

Przekreślić wszystko grubą kreską

- Obniżka VAT to wierutne kłamstwo. Przecież przedsiębiorca jest płatnikiem podatku VAT, który w całości wraca do budżetu państwa. Rolnik kupujący nawóz z obniżonym podatkiem płaci za niego tę samą cenę co przed obniżką! Natomiast podwyżki cen prądu i gazu z pewnością odbiją się na cenach towarów. Do tej pory w Bezalinie mieliśmy faktury za gaz rzędu 7-8 tys. zł netto miesięcznie. Styczniowa opiewała już na 36 tys. zł netto, a od kwietnia prognozowane jest nawet 70 tys. zł netto. W skali roku koszty prądu i gazu w przedsiębiorstwie wzrosną o ok. 1,8 mln zł netto. W takiej sytuacji są tysiące przedsiębiorców w całym kraju. To więcej niż pewne, że ceny towarów przez to wzrosną. Prawda jest taka, że inflacja dopiero wystrzeli i to drastycznie. Najgorsze miesiące są dopiero przed nami. Co do samego „Polskiego Ładu”, to moim zdaniem trzeba natychmiast wrócić do starych przepisów podatkowych. Przekreślić grubą kreską i - jeśli koniecznie chcą wprowadzać nowy system podatkowy - to na spokojnie przygotować nowy projekt, który zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2023. Oczywiście, uwzględniając konsultacje z pracodawcami, związkami zawodowymi oraz ekspertami podatkowymi. Tylko wtedy będzie to miało sens - dodaje Krzysztof Jazowy.

Bielska spółka Bezalin produkuje m.in. sznurki do maszyn rolniczych oraz siatki rolnicze. Krzysztof Jazowy nie ukrywa, że w obliczu rosnących kosztów produkcji firma zmuszona będzie podwyższyć ceny towarów. Jego zdaniem, później, w czasie zbiorów, rolnicy przerzucą koszty na hurtowników, a ci na sklepikarzy. W efekcie każdy z nas zapłaci więcej za produkty żywnościowe na półkach sklepowych.

Przedsiębiorca uśmiał się po pachy

Dariusz Moskała, właściciel bielskiej firmy Prefabet nie ma wątpliwości, że państwo powinno być opiekuńcze wobec osób w autentycznej potrzebie, skrzywdzonych przez los czy innych ludzi, którzy nie dają rady i jest im ciężko. Nie może jednak rozdawać pieniędzy wszystkim niezależnie od ich statusu finansowego. Państwo kierujące się interesem partyjnym oraz arytmetyką wyborczą zniechęca obywateli do inicjatywy i przedsiębiorczości. Czytając rządowe opracowania na temat „Polskiego Ładu”, uśmiał się - jak powiada - „po pachy”.

Dla zilustrowania problemu przywołuje pół żartem, pół serio anegdotę o Jasiu, który miał w szkole czwórki, ale aby poprawić stopnie, zaczął uczyć się w soboty. Pewnego dnia wezwał go nauczyciel, mówiąc: - Jasiu, dzięki ciężkiej pracy zasługujesz już na piątki, ale muszę zabrać ci jeden stopień i dać Zosi, która ma dwójki. Dzięki temu będzie miała trójki i zda do następnej klasy. Chłopiec opowiedział wszystko tacie, zaznaczając, że ma kolegów z samymi piątkami, którzy aby poprawić oceny na szóstkę, chcą uczyć się w soboty i niedzielę. - Czy im także pan nauczyciel zabierze punkty, by oddać je Zosi? - zapytał ojca. - Nie, bo najlepsi zdążą już wyjechać za granicę - odparł ojciec.

Zdaniem naszego rozmówcy, za 500+, 300+, trzynaste i czternaste emerytury, a teraz „Polski Ład” płacą przedsiębiorcy. Jako przykład podaje niedawną „obniżkę” cen na stacjach paliw. Na jednej z nich 31 stycznia litr paliwa kosztował 5,89 zł, czyli netto 4,53 zł (23 proc. VAT). Miesiąc później na tej samej stacji za litr paliwa trzeba było zapłacić 5,27 zł, czyli netto 4,84 zł (8 proc. VAT). Moskałę, jako przedsiębiorcę, dotyczy cena netto, czyli że obniżka VAT oznacza dla niego podwyżkę ceny paliwa o 31 groszy na litrze, a ta z kolei wpłynie na ceny innych towarów. Czy mówili już o tym w TVP?

Adam Kanik