Miał objawy zbliżone do grypy. Karetkę wysłano dopiero po interwencji Straży Miejskiej
Mieszkaniec Bielska-Białej skarży się na dyspozytora pogotowia, który nie chciał wysłać karetki do jego brata. Zespół ratownictwa wysłano dopiero po interwencji... Straży Miejskiej. Szkopuł w tym, że pacjent był młody, a doskwierały mu... gorączka i objawy zbliżone do grypy. W Urzędzie Wojewódzkim narzekają, że pacjenci coraz częściej traktują załogi karetek niczym lekarzy pierwszego kontaktu, co zagraża tym naprawdę potrzebującym pilnej pomocy.
Rzecz działa się 17 stycznia w Bielsku-Białej. - Mój 20-letni brat zaczął się źle czuć. Pojawiła się 38-stopniowa gorączka, którą zbił tabletkami i zasnął. Po przebudzeniu miał 39,5 st. C. Do tego doszły wymioty, ból pleców i nóg - opisuje mieszkaniec. - Moja mama zadzwoniła pod „112” i połączyli ją z dyspozytorem Bielskiego Pogotowia Ratunkowego. Po wywiadzie z mamą dyspozytor powiedział, żeby mama z bratem pojechała taksówką do szpitala lub żeby wezwała lekarza z nocnej i świątecznej opieki medycznej. Brat zadzwonił do mnie i poprosił, żebym ja zadzwonił po pomoc dla niego. Zadzwoniłem pod „112” i znowu połączyli z tym samym dyspozytorem pogotowia ratunkowego. Usłyszałem, że teraz karetki jeżdżą tylko do reanimacji lub wypadków drogowych, a nie do gorączki.
W centrum powiadamiania tłumaczą, że dyspozytor nie kieruje się widzimisię, tylko konkretnymi zapisami wynikającymi z zapisów obwieszczenia ministra zdrowia z 2019 roku w sprawie algorytmu zbierania wywiadu medycznego. Zgodnie z ustawą o podstawowej opiece zdrowotnej, to ta stanowi miejsce pierwszego kontaktu pacjenta z wyjątkiem sytuacji, kiedy ten znajduje się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego.
Więcej o sprawie można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Papierowe wydanie lokalnego tygodnika ukaże się w czwartek, e-wydanie można nabyć na stronie www.prasabeskidzka.pl.
bb
Oceń artykuł:
13 16