Stracił dużo zdrowia, żeby przestało śmierdzieć. Teraz hałas spędza sen z powiek
Życie potrafi być przewrotne - parę lat temu pan Stanisław z Bielska-Białej, aby w spokoju mieszkać we własnym domu, musiał zatykać nos. Dzisiaj oddychać może już swobodnie, za to na porządku dziennym są zatyczki do uszu.
Tak to jest, gdy się mieszka po sąsiedzku z Zakładem Gospodarki Odpadami. - Nic nie zmieni tego, że skoro postawiono tuż przy moim domu cały ten zakład, to musi on istnieć, bo gdzieś śmieci trzeba przywozić i sortować - mówi pan Stanisław. - I ja to rozumiem, chociaż dużo zdrowia straciłem i nerwów, żeby w końcu przestało u mnie śmierdzieć. Za to teraz puchną nam uszy…
Smród nie męczy już tak bardzo w tej części Lipnika, chociaż do końca nie zniknął. Sen z powiek pana Stanisława spędza za to hałas. Doskwiera domownikom od blisko pięciu lat. Na początku nie było to tak uciążliwe. Ale sytuacja pogarszała się z roku na rok. - Źródło jest w firmie, która na terenie ZGO ma instalację do produkcji prądu uzyskiwanego z biogazu - tłumaczy pan Stanisław.
Potwierdza to Piotr Prochot z dyrekcji ZGO. - To zewnętrzna firma, która działa na nasze zlecenie - tłumaczy. - Faktem jest, że zdarzały się przekroczenia, gdy na przykład uszkodzony był system tłumienia hałasu, ale pilnujemy tego i awarie tego typu są na bieżąco likwidowane.
Więcej o sprawie można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Papierowe wydanie lokalnego tygodnika ukaże się w czwartek, e-wydanie można nabyć na stronie www.prasabeskidzka.pl.
KJ
Foto: Kuba Jarosz
Oceń artykuł:
5 25