Mieszkanka Kóz została wyproszona z parafialnego parkingu w Małych Kozach przez miejscowego proboszcza. Zostawiała tam samochód i do centrum Bielska-Białej dojeżdżała autobusem. Duchowny tłumaczy, że kobieta nadużywała gościnności.

- Od pół roku pracuję w instytucji budżetowej w centrum Bielska-Białej, która to - ze względu na swoją lokalizację - nie posiada miejsc parkingowych. Ostatnio strefa płatnego parkowania w centrum została powiększona, w związku z czym jest bardzo duży problem. Zdecydowałam się więc na ekologiczne rozwiązanie, do którego wszyscy namawiają, czyli komunikację miejską MZK. Korzystam z linii nr 6. Połączenie jest bardzo wygodne, a taki sposób dojazdu do pracy jest przecież bardzo ekologiczny - opowiada kozianka.

Korzystała z parkingu parafii w Małych Kozach. To ulica Krańcowa, granica Bielska-Białej i Kóz. Zostawiała samochód pod kościołem, do przystanku „Szóstki” miała dosłownie parę kroków. Ale w końcu zabronił jej tego proboszcz.

Ksiądz Walenty Brynczka, proboszcz parafii pw. Najświętszej Rodziny w Małych Kozach wyjaśnia, że mowa o prywatnym parkingu parafialnym ufundowanym przez wiernych. - Nawet napisaliśmy, że to parking dla tych, którzy udają się do kościoła. Swego czasu prosiłem gminę Kozy o pomoc w jego urządzeniu, ale nie było pieniędzy. Pytałem w Bielsku-Białej, to nie chcieli, bo nie będą budować w Kozach. Jesteśmy tu między młotem a kowadłem - tłumaczy proboszcz. I dodaje: - Gdy jest na przykład pogrzeb, to brakuje miejsc i ludzie parkują w niebezpieczny sposób gdzie indziej. Sam nie ogrodziłem naszego parkingu, choć rada parafialna może podjąć w końcu taką decyzję - wskazuje.

Więcej na ten temat można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika ukaże się w czwartek. E-wydanie można kupić na www.prasabeskidzka.pl.

MK