„Człowiek, który wymyślił ten system, chyba zwariował”. Będą obniżki cen na Dębowcu?
Nieco ponad tydzień temu otwarto sezon narciarski na bielskim Dębowcu. W ostatnich dniach redakcja portalu bielsko.biala.pl otrzymuje wiele wiadomości od zatroskanych Czytelników w sprawach organizacji stoku. Wśród skarg najczęściej pojawiają się zarzuty dotyczące małej frekwencji, wysokich cen biletów i braku zniżek na kartę „Rodzina+”. - Warunki śniegowe idealne, a pomimo tego Dębowiec świeci pustkami? - pisze Czytelnik. - To nie do końca jest prawda - odpowiada BBOSiR.
- Bez względu na porę dnia czy dzień tygodnia, również w weekend stok świeci pustkami, a cennik, jaki obowiązuje w tym sezonie jest niemal jak w Szczyrku. Chyba ktoś nie przekalkulował tego zbyt dobrze, chcąc sporo zarobić, a jak wiadomo, warunki jakie tam są, takie są. Od samego uruchomienia w tym roku widać, że są tam niesamowite pustki, ludzie zupełnie nie korzystają z naszej miejskiej atrakcji. Powinno tam być mnóstwo ludzi, zwłaszcza z dziećmi. Biorąc pod uwagę koszty funkcjonowania tego ośrodka, jego wykorzystanie przez mieszkańców jest delikatnie mówiąc śmieszne. A wynika to z okropnie wysokiego cennika. Dodatkowo szokujące jest to, że NIE MA zniżkowych karnetów dla posiadaczy kart Rodzina+. Czy nie powinno być tak, że miejski ośrodek, finansowany i zarządzany pośrednio przez miasto, powinien funkcjonować tak, aby był dla mieszkańców dostępny, żeby wspierał sport zwłaszcza wśród dzieci? - napisał Czytelnik w liście do portalu.
System jest daleki od ideału
Zweryfikowaliśmy powyższe informacje i choć w wielu aspektach racji odmówić Czytelnikowi nie można, to jednak nie do końca polegają one na prawdzie. Rzeczywiście, w dni powszednie obłożenie stoku, szczególnie w godzinach porannych, jest dalekie od ideału, ale choćby obserwując kamery umiejscowione na Dębowcu zauważyć można, że w ostatni weekend o każdej niemal porze jednocześnie szusowało po stoku po kilkadziesiąt osób. Podobnego zdania jest zarządca stoku, Bielsko-Bialski Ośrodek Sportu i Rekreacji.
- To nie jest tak, że na stoku nic się nie dzieje. Owszem, w tygodniu widzimy mniejsze zainteresowanie, jednak w weekendy obserwujemy znaczący wzrost uczestników. Trzeba mieć na uwadze, że ferie w Polsce dopiero się rozpoczynają, minął też dopiero tydzień od otwarcia stoku. Z pewnością będzie o wiele lepiej. Pracujemy również nad tym, żeby wydzielić jeden dzień w tygodniu dla klubów sportowych - tłumaczy dyrektor BBOSiR Sebastian Wyszyński.
Na poparcie swoich opinii zarządca stoku przedłożył nam statystyki, z których wynika, że tylko w miniony weekend sprzedano łącznie 4699 biletów. Liczba sprzedanych biletów od poniedziałku do piątku była średnio o 40 proc. niższa.
To nie mogło wiecznie trwać
Nieścisła jest również informacja, że zarządca nie respektuje zniżek dla posiadaczy karty „Rodzina+”. Mogą oni kupić o połowę taniej, ale tylko bilet jednorazowy. Z tym jednak wiąże się również pewna niedogodność, którą zasygnalizował inny Czytelnik. - Od początku istnienia ośrodka system biletowy opierał się na plastikowych kartach, na które doładowywaliśmy punkty, Wszystko od lat działało więc sprawnie i bezproblemowo. Każde dziecko miało swoją plastikową kartę w kieszeni i przechodziło przez bramkę, a system bezdotykowo ściągał z karty punkty. Ale, jak widać, to nie mogło wiecznie trwać. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że od tego sezonu rodziny z kartami Rodzina+ mogą kupować tylko bilety... jednorazowe (papierowe)! Wyobraźcie sobie sytuację: chcemy z czwórką dzieci zjechać powiedzmy dziesięć razy z Dębowca, więc muszę kupić dla siebie dziesięć biletów normalnych i dla dzieci 40 ulgowych! Sytuacja jest kuriozalna, ktoś kto wymyślił ten system chyba zwariował. Gdzie jakikolwiek sens drukowania setek jednorazowych biletów, gdzie ekologia, oszczędności…
Jeśli chodzi o ceny biletów, rzeczywiście nie są one niskie. Operator tłumaczy podwyżki wysokimi kosztami utrzymania stoku. - To są olbrzymie koszty. Prywatnie rozumiem opinie mieszkańców, wsłuchujemy się w nie. Nikt jednak nie bierze pod uwagę tego, jak bardzo wzrósł choćby koszt mediów. Utrzymujemy darmowy parking, zapewniamy profesjonalną obsługę GOPR. Wkładamy ogromny wysiłek w to, aby stok był odpowiednio przygotowany i spełniał oczekiwania mieszkańców - podkreśla dyrektor Wyszyński.
Jak nieoficjalnie dowiedział się portal, BBOSiR szczegółowo analizuje argumenty dotyczące cen biletów i niewykluczone, że zostaną one obniżone. Wkrótce ruszyć ma także wyczekiwana przez użytkowników wypożyczalnia sprzętu narciarskiego.
Adam Kanik
Oceń artykuł:
29 71
Autor: Adam Kanik
Dziennikarz portalu www.bielsko.biala.pl
Galeria:
Komentarze 54
Bilet jednak trzeba podać obsłudze.
Natomiast stoki zjazdowe to sport generujący wielkie koszty i dlatego powinien być organizowany przez podmioty prywatne na zasadach komercyjnych. Kiedy biorą się za to podmioty publiczne, to zaraz zaczyna się utyskiwanie na ceny, a w konsekwencji oczekiwanie dopłat z pieniędzy publicznych.
"za kila złotych sobie pojeździć - tak było za PRL"...
Tak. A później wracając do domu stał w kolejce po solone masło, bo akurat o trzynastej sprzedawali.
Tak sobie z tego PRL wyciągacie różne wisienki, ale zapominacie, że zarabiało się wtedy po 30$ na miesiąc, wszędzie była bida, a żeby kupić na zimę RELAX-y to trzeba było mieć znajomości, albo dużo szczęścia.
Teraz zamiast dofinansować sport dla młodzieży miasto płaci miliony w prywatne ręce księdza.
Koszty się na pewno zwrócą w jakimś stopniu.
Nigdy w życiu, szkoda kasy na coś takiego.







Klauzula informacyjna ›