Potanieje żywność i paliwo. Rząd wprowadza rewolucyjne zmiany w podatkach
Rząd obniża VAT na paliwo oraz wprowadza zerową stawkę podatku na żywność. Nowe przepisy podatkowe wejdą w życie od 1 lutego. Cena benzyny i oleju napędowego powinna spaść o ok. 70 groszy za litr. Dzięki zmianom w opodatkowaniu żywności miesięcznie w portfelu każdej rodziny zostanie ok. 45 zł - mówił premier Mateusz Morawiecki.
To kolejne działania rządu związane z rosnącą inflacją. Według najnowszych odczytów GUS, na koniec 2021 roku inflacja w Polsce wzrosła do 8,6 proc. Dziś założenia Tarczy Antyinflacyjnej 2.0 zaprezentował premier Mateusz Morawiecki. - Od 1 lutego na pół roku wdrażamy nowe rozwiązania. Chcemy obniżyć VAT na paliwo z 23 na 8 proc. To będzie fundamentalna zmiana - mówił. Jak obniżenie podatku wpłynie na ceny paliw? Obecnie średnio za litr benzyny i diesla trzeba zapłacić ok. 5,70 zł. Po obniżeniu podatku cena paliw powinna spaść do ok. 5,00 zł.
Jak zapowiedział szef rządu, zerową stawką podatku VAT objęta zostanie najbardziej potrzebna żywność. - Dzięki temu miesięcznie w portfelu każdej rodziny zostanie ok. 45 zł - tłumaczył premier Morawiecki. Całkowicie zniesiony zostanie podatek na gaz, a podatek VAT na prąd i ciepło zostaje obniżony do 5 proc. Zerową stawką podatku objęte zostaną nawozy.
Zdaniem szefa rządu, działania te mają skutecznie pomóc w realnej walce z inflacją. - Zdaniem ekonomistów pierwsza Tarcza Antyinflacyjna ścięła czubek inflacyjny o ok. 1-1,5 pkt. proc. Druga tarcza ma mieć w podobnym rozmiarze pozytywny wpływ - przekonywał Morawiecki.
bak
Oceń artykuł:
46 41Komentarze 46
Aby budżet się zamknął trzeba te pieniądze poszukać gdzie indziej.
Ciekawe, gdzie je znajdą?
Wpływy budżetowe są zaniżone, zaniżono przewidywaną średnioroczną inflację w 2022 do nierealnego poziomu 3,3%. Większa inflacja oznacza większą bazę podatkową, większą podstawę, od której otrzymują podatki, więc ścinając te stracą, ale zyskają na innych.
A ta Tarcza Antyinflacyjna jest tak naprawdę proinflacyjna (to tak jak z nazwą Prawo i Sprawiedliwość), spowoduje tylko odsunięcie problemu w czasie (ścięcie czubka, który mógłby wypaść w lutym–marcu) , ale tak naprawdę w efekcie inflację wzmocni. To jest modelowe, aby zdusić inflację, szczególnie popytową, trzeba po prostu zaciskać pasa, sprawić, by ludzie mniej kupowali. (Być może warto dbać o to, by podstawowe produkty, jak żywność, były jednak tańsze, by nawet biednych ludzi było na nie stać, ale to nie zmienia faktu, że takie pomaganie to działanie proinflacyjne).
2.
Nie zapominajmy, skąd się inflacja wzięła. Powody są dwa: zewnętrzna inflacja podażowa wynika z dużych cen importowanych produktów, głównie paliw, które z kolei wynikają z odradzającej się po pandemii gospodarki światowej przy ciągle załamanych łańcuchach dostaw, no i oczywiście z manipulowania dla celów geopolitycznych dostawami i cenami gazu przez naszego wschodniego dostawcę.
Tego typu inflacja dotknęła cały świat (nas wyjątkowo przez deprecjację PLN), ale w Polsce mamy też inflację popytową, wynikającego z tego, że mamy za dużo pieniędzy (ogólnie, jako społeczeństwo, wiem, że nie jest to równo rozłożone). Jeszcze przed pandemią było pewne, że pisowskie rozdawnictwo skończy się inflacją, a podczas pandemii już konkretnie rozkręcono „drukarki”. Tak naprawdę tego się w obecnych czasach nie robi jak za PRL, poprzez emisję przez bank centralny nowych pieniędzy używanych jako dotacje, teraz stosuje się luzowanie ilościowe, czyli skup przez bank centralny nowo wyemitowanych obligacji za nieistniejące (tzn. pojawiające się właśnie w tym momencie) pieniądze. W praktyce wychodzi na to samo.
Inne kraje i ECB też to stosowały, szczególnie właśnie podczas pandemii, ale jak widać z większym wyczuciem (no i w Polsce było to robione nielegalnie, poprzez PFR, BGK i inne banki, żeby tego w budżecie nie było widać). W Polsce skończyło się na tym, że mamy za dużo pieniędzy (jako społeczeństwo, powtarzam, bo wielu ma mało) w stosunku zarówno do wydajności naszej gospodarki, jak i do tego, co możemy zaimportować. Czyli żyjemy ponad stan.
Inflacja jest właśnie takim naturalnym objawem tego, że żyjemy ponad stan. To jest brutalne, ale aby zwalczyć inflację musimy zacisnąć pasa, zarówno jako społeczeństwo, ale też może na poziomie indywidualnym. Ale idą wybory i rząd woli nie kończyć z rozdawnictwem, lepiej o zaciskaniu pasa nie mówić, więc wolą tych, którzy mają jakieś oszczędności, golić przy pomocy inflacji. Tak naprawdę inflacja to najbardziej skuteczny podatek, trudno przed nim uciec.
Dobrze, że w czerwcu będą już mirabelki.
Chyba że liczą, że gratis będzie te kaktus, co mi na ręce wyrośnie.

Klauzula informacyjna ›