71-letnia pacjentka spędziła ponad dziesięć godzin w karetce pogotowia ratunkowego, oczekując na przyjęcie w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej. W sprawie interweniował dyrektor pogotowia. Dopiero po rozmowie z kierownikiem Szpitalnego Oddziału Ratunkowego kobieta została przyjęta do szpitala. - To wina systemu - usłyszała rodzina pacjentki.

O sprawie poinformowała redakcję w nocy z czwartku na piątek rodzina starszej kobiety. W czwartek rano pacjentkę zabrała załoga pogotowia ratunkowego. - Sprawa nie jest nagła, więc mama w karetce pogotowia spędza cały dzień. Szpital Wojewódzki twierdzi, że to wina systemu, a ja się pytam jak 71-letnia osoba, z cukrzycą, bez jedzenia i wody, leków, niedowidząca i częściowo nieświadoma może wytrzymać ponad 10 godzin w karetce? - pyta córka pacjentki.

Relację rodziny potwierdziliśmy w Bielskim Pogotowiu Ratunkowym. Karetka została zadysponowana do 71-latki w czwartek ok. 9.00 i oczekiwała przed Szpitalem Wojewódzkim w Bielsku-Białej do ok. 19.45. Na prośby załogi ambulansu, który stał unieruchomiony zamiast wrócić do bazy i czekać na kolejny wyjazd, miał nie reagować personel szpitala. - W tym czasie inne karetki przyjeżdżały i odjeżdżały bez pacjentów, my cały czas staliśmy - słyszymy.

Oczekiwanie miało najprawdopodobniej prozaiczną przyczynę - stan pacjentki nie zagrażał jej życiu, więc w pierwszej kolejności przyjmowane były karetki z osobami w cięższych przypadkach. To tzw. system triage decyduje o kolejności i czasie, w jakim przyjęty zostanie kolejny pacjent. Dopiero po interwencji dyrektora pogotowia u kierownika SOR 71-letnia kobieta po ponad 10 godzinach została przekazana przez załogę ambulansu, który wrócił do bazy.

bak