Nie pociągnęliśmy za sobą tłumów. Akcja protestu powinna być szersza
- Podobnie jak wtedy, ludzie chcą spokojnie żyć, pracować, wykształcić dzieci, pojechać na urlop. Ale teraz jestem zawiedziona tą ich biernością. W sytuacji, gdy naruszona została konstrukcja całego państwa w postaci ataku na Konstytucję i sądownictwo, gdy w praktyce wychodzimy z Unii Europejskiej, do której przed laty z takim trudem udało nam się wejść, akcja protestu społecznego powinna być szersza.
Z Grażyną Staniszewską, przewodniczącą Towarzystwa Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia, byłą poseł, senator i poseł do Parlamentu Europejskiego rozmawia Robert Kowal
Będąc dziećmi w sytuacjach konfliktowych z rówieśnikami na podwórku mówiliśmy „oliwa sprawiedliwa zawsze na wierzch wypływa”. Czy z perspektywy swoich doświadczeń życiowych uważa Pani, że ta naiwna wiara w triumf sprawiedliwości sprawdza się w polityce?
- Ja już mam wiele lat i wiem, że w przyrodzie jest równowaga. Dobro zawsze zaprocentuje dobrem, a zło złem. Jeśli czynię w życiu dobro, to dobro do mnie wróci. Podobnie jest ze złem.
Całe życie chodzę po prośbie
Zawsze wracało do Pani dobro?
- Zawsze. Czasami po latach, ale wracało. Do sprawiedliwości trzeba mieć cierpliwość. Przede wszystkim jednak trzeba czynić dobro.
Zaczęła Pani być aktywna publicznie przed rokiem 1980. Trudno było wtedy pozyskiwać przychylność społeczną do działań dla dobra wspólnego?
- Jako dwudziestokilkuletnia dziewczyna zostałam kierowniczką nowo powstałego domu kultury w Wapienicy. Był etat dla mnie i pół dla sprzątaczki. Wyglądałam jak uczennica, ale potrafiłam przekonać do swoich planów radę dyrektorów w dzielnicy. Dzięki temu wyremontowano obiekt i zatrudniono na etaty instruktorów śpiewu, tańca, gotowania, itd. To była komuna. Miasto nie miało funduszy na nasz dom kultury, ale znaleźli je dyrektorzy zakładów państwowych. Taki był można powiedzieć pierwszy ważny przypadek, gdy trafiłam ze swoimi argumentami do innych.
Dziś jest łatwiej pociągać za sobą ludzi?
- Jest tak samo. W zasadzie całe życie chodzę po prośbie, przekonując innych do swoich idei, celów.
Akcja protestu powinna być szersza
Często obserwuję Grażynę Staniszewską jak stoi w niewielkim gronie zwolenników przed sądem czy innym miejscu publicznym w mieście, protestując w tej czy innej sprawie. Ludzie w większości są nieufni, spoglądają na was z rezerwą.
- Obecna sytuacja przypomina mi czas, gdy wróciłam z obozu internowania w Gołdapi (24 lipca 1982 - przyp. red.). Znajomi odwracali się ode mnie na ulicy przekonani, że na pewno jestem śledzona i każdy kto kontaktuje się ze mną trafi do rejestrów SB. Ludzie mówili, że chcą spokojnie żyć, pracować, wykształcić dzieci, pojechać na urlop. Z czasem osób zaangażowanych w działalność podziemną ubywało, w 1988 było ich może tylko kilkanaście. Pomocy przy redagowaniu gazetki odmówili nam wtedy wszyscy bielscy dziennikarze i nauczyciele. Oczywiście, że się bałam. Ale wiedziałam, że sobie poradzę. Byłam w internacie, niejedno widziałam. I poradziłam sobie nawet, gdy później mnie aresztowano i zamknięto w więzieniu. Inni nie mieli takich doświadczeń, dlatego bali się mocniej.
Myśli Pani, że dzisiaj też się boją i ze strachu nie przyłączają się do Pani?
- Podobnie jak wtedy, ludzie chcą spokojnie żyć, pracować, wykształcić dzieci, pojechać na urlop. Ale teraz jestem zawiedziona tą ich biernością. W sytuacji, gdy naruszona została konstrukcja całego państwa w postaci ataku na Konstytucję i sądownictwo, gdy w praktyce wychodzimy z Unii Europejskiej, do której przed laty z takim trudem udało nam się wejść, akcja protestu społecznego powinna być szersza.
Uczestniczyła Pani w obradach Okrągłego Stołu. Ówczesna władza dogadała się z przedstawicielami narodu, reprezentującymi różne środowiska, grupy społeczne czy ugrupowania polityczne, co zaowocowało rewolucyjnymi zmianami w całym państwie. Czy taki kompromis jest teraz potrzebny Polsce?
- W tamtych czasach obie strony były gotowe do zaryzykowania swojego autorytetu w imię rodzącego się kompromisu. Przypomnę, że Jaruzelski i Kiszczak mieli przeciwko sobie tzw. beton partyjny, bezpiekę, milicję i armię gotową bronić ideałów komunizmu. Byli w sytuacji podbramkowej, bo gospodarka kompletnie się rozkładała i czuli, że ludzie lada chwila wyjdą na ulice i będą rozbijać sklepy i wieszać czerwonych na latarniach. My też byliśmy w sytuacji podbramkowej, bo czuliśmy, że jest nas w podziemiu coraz mniej i nie dotrwamy do następnej odwilży.
Wydawało się, że pociągniemy tłumy
Obecnie o kompromis będzie dużo trudniej. Władza może stracić wszystko. Złamała każde prawo, podcięła podstawy państwa. To cud, gdy nawet wyroki sądów są kwestionowane, że to wszystko jeszcze jakoś funkcjonuje. W czasie naszych rządów jednak wielu ludzi nie znajdowało sobie miejsca w systemie społecznym i dlatego później głosowało na Zjednoczoną Prawicę. My dziś w opozycji często o tym zapominamy. W naszych programach społecznych powinniśmy im stworzyć szansę na realizację aspiracji.
Odkąd wróciła Pani z Brukseli, gdzie pracowała w Parlamencie Europejskim, słychać o Pani różnych inicjatywach, akcjach poparcia lub sprzeciwu. W ilu protestach ulicznych Pani uczestniczyła?
- Nie liczyłam. Od roku 2015 staram się brać udział we wszystkich, ale ze względów zdrowotnych nie zawsze dam radę. Bywało, że staliśmy pod sądem okręgowym nawet codziennie i wydawało się, że pociągniemy za sobą tłumy. Niestety, tak się nie stało.
Solidarności nam zabrakło?
- Nie ma solidarności. Jest związek zawodowy, który posługuje się tą nazwą. Niestety, nie zastrzegliśmy sobie nazwy, tak jak Czesi zastrzegli Kartę 77.
Czuje się Pani zawodową rewolucjonistką?
- Skądże! Nie cierpię rewolucji, bo wiąże się z przemocą, stosowaniem siły dla przeprowadzenia swoich idei. Tzw. Pierwsza Solidarność rozpoczęła w Polsce rewolucję pokojową. Jestem zwolenniczką działań pozytywnych, a przeciw występuję tylko w odruchu bezsilności, gdy ktoś psuje coś, co może nie jest ideale, ale znajduje się na dobrej drodze rozwoju. PiS zepsuło państwo, wszystko, o co walczyła Pierwsza Solidarność, w tym przed Okrągłym Stołem Lech i Jarosław Kaczyńscy. Naprawa tej ruiny zgodnie z normami funkcjonującymi w demokracjach zachodnich potrwa kilkadziesiąt lat. Obawiam się, że ani ja, ani Pan tego nie dożyjemy.
Cieszę się, gdy lajkują moje posty
Jakie są koszty Pani aktywności publicznej?
- Przede wszystkim zajmuje sporo czasu. To smutne, bo protestując od 2015 przeciw różnym nieprawościom nie uzyskaliśmy praktycznie niczego. Ale nie umiem się poddać. Gdy ktoś kiedyś zapyta: gdzie byłaś, gdy działo się zło, chcę odpowiedzieć: nie zawahałam się mówić „nie”.
Boli Panią hejt?
- Przywykłam do niego. W latach 90., gdy pracowałam w komisji prywatyzacyjnej Sejmu kontraktowego rozpowszechniano plotki, że uwłaszczyłam się na sklepie na os. Karpackim, cegielni w Kozach i luksusowej willi przy drodze do Szczyrku. Tę willę nawet zlokalizowałam (śmiech).
Nie cierpię hejtu. Z osobami napastliwymi na Facebooku staram się dyskutować, ale jeśli moje argumenty nie trafiają, usuwam je z kręgu znajomych. W mediach społecznościowych upowszechniam pozytywne wiadomości i cieszę się, gdy inni użytkownicy lajkują moje posty.
Była Pani w ostatnich miesiącach na granicy polsko-białoruskiej?
- Nie, mam już swoje lata i nie mogę sobie pozwolić na taką uciążliwą podróż. Uczestniczę jednak w akcji niezgody wobec tego, co dzieje się w lasach Podlasia. To nie do przyjęcia, że nasze państwo pozwala umierać ludziom na mrozie. Jako grupa bielszczan i mieszkańców Cieszyna zainicjowaliśmy zbiórkę odzieży i sprzętu dla nocujących w lesie rodzin z dziećmi, którą dostarczył na granicę lubelski PCK. Znam działaczy organizacji Homo Faber z Lublina, którzy patrolują tereny przygraniczne i znają realne potrzeby uchodźców. Planujemy zorganizować w Bielsku-Białej koncert charytatywny, który pozwoli zebrać środki na zakup odzieży termoaktywnej i lekkich namiotów. Na razie nie pozwalają na to restrykcje sanitarne. Może pod koniec stycznia lub w lutym się uda. Artyści chcą występować.
Mam żal, że społeczeństwo na to pozwala
Pomagacie cudzoziemcom, którzy nielegalnie przekroczyli granicę państwową RP. Dla wielu Polaków to przestępcy.
- Jeśli złamali prawo, to należy ich aresztować. W areszcie jest ciepło, jedzenia tyle, że człowiek z głodu nie umrze. Tymczasem tych ludzi nie aresztuje się, ale wypycha na stronę białoruską. Mam żal, że polskie społeczeństwo na to pozwala.
W jaki sposób Pani zdaniem społeczeństwo powinno demonstrować swoje niezadowolenie?
- Poprzez masowe protesty uliczne oraz masową pomoc rzeczową i finansową dla uchodźców. Oczekiwałam, że funkcjonariusze Straży Granicznej odmówią wykonania przestępczych rozkazów tak, jak nakazuje to prawo (art. 63 ustawy o SG).
Dzięki m.in. Pani staraniom w Bielsku-Białej osiedlają się dwie rodziny z Afganistanu. Gdzie ci ludzie będą mieszkać, gdzie pracować?
- Obecnie zajmują mieszkania tymczasowe. Wszystko wzięło się z tego, że wolontariusze trafili do ośrodka dla cudzoziemców w Bezwoli niedaleko Lublina. Dzięki akcji internetowej zebrano pieniądze i odzież dla rodziny z chorym dzieckiem (wrodzona wada serca i zespół Downa), a następnie ułatwiono operację tego dziecka w klinice w Zabrzu. Prezydent Jarosław Klimaszewski udostępnił rodzinie jedno ze swoich mieszkań na wynajem. Podpisał umowę ważną do połowy lutego, zapewniając opłacenie wszystkich kosztów eksploatacyjnych. Drugie mieszkanie tymczasowe udostępnił bielszczanin, który na zimę wyjechał z miasta.
Oby nadal chciało nam się chcieć!
Kto pomoże finansowo uchodźcom z innego kręgu kulturowego w adaptacji w naszym mieście?
- Dzięki akcji internetowej zebraliśmy pieniądze na czynsz oraz różnorakie wsparcie na pierwsze dni. Od tego tygodnia, będąc legalnymi uchodźcami politycznymi, mogą liczyć na zasiłek z MOPS. Mężczyźni z obu rodzin są z wykształcenia prawnikami, znają angielski. Chcemy od 1 stycznia 2022 zapisać ich na kurs języka polskiego w naszym ośrodku integracji obcokrajowców. Liczymy, że przez dwa miesiące osłuchają się z językiem i podejmą pracę. Postanowiliśmy pomagać im pół roku. Później muszą radzić sobie sami. Polscy uchodźcy, którzy uciekli na Zachód przed i w stanie wojennym, mieli na taką adaptację rok.
Dziś Boże Narodzenie. Jakie optymistyczne wieści ma Pani dla bielszczan?
- Życzę Państwu, abyście nie tracili wiary, nadziei i woli działania. Mnóstwo pozytywnych inicjatyw społecznych, jakie na co dzień obserwuję, to w tych trudnych czasach dowody istnienia społeczeństwa obywatelskiego, które mimo wszystko nie tylko nie zostało zniszczone, a wręcz się rozwinęło. Oby nadal chciało nam się chcieć!
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Robert Kowal
Oceń artykuł:
56 236
Autor: Robert Kowal
redaktor naczelny portalu bielsko.biala.pl

W wyniku tych obrad na nowe stanowisko Prezydenta, okrągłostołowe Zgromadzenie Narodowe wybrało zbrodniarza komunistycznego Wojciecha Jaruzelskiego?
Nie wolno teraz porównywać emigracji stanu wojennego z muzułmanami, którzy atakują naszych mundurowych na granicy polsko-białoruskiej.
Masz żal, że na organizowane przez Ciebie demonstracje w obronie sędziów, wśród których są nadal tacy, którzy skazywali działaczy NSZZ "Solidarność" KPN i innych antykomunistów na więzienie w stanie wojennym, nie stawiają się tłumy?
Dziwisz się, że większość mieszkańców Bielska-Białej nie popiera nielegalnych imigrantów muzułmańskich?
Mieszkańcy Bielska-Białej po prostu nie chcą budowy w naszym mieście meczetów, które już masowo powstały we Francji, w RFN, w Belgii i innych krajach, które otworzyły swoje granice na niekontrolowany napływ potencjalnych terrorystów.
Znamy się Grażyno od wielu, wielu lat i dlatego doradzam Ci, abyś zorganizowała w Bielsku- Białej demonstrację pod hasłem "murem za polskim mundurem", a wtedy przyjdą tak oczekiwane przez Ciebie tłumy.
Korzystając z okazji życzę Tobie i wszystkim Czytelnikom portalu Szczęśliwego Nowego Roku i Błogosławieństwa Bożej Dzieciny, którą wkrótce odwiedzą Trzej Królowie ze Wschodu i nie będą rzucali kamieniami w polską Straż Graniczną ani w polskich Policjantów.