Stefania Grabys-Szypuła zmarła w samotności, a teraz jej mieszkanie jest opróżniane z pamiątek, które po sobie pozostawiła. Były to obrazy, lalki, zdjęcia, zapiski. Co się z nimi stanie?

Przez lata mieszkała w samym centrum Bielska-Białej, w mieszkaniu komunalnym. Pod koniec życia mocno podupadła na zdrowiu. Nie miała rodziny, trafiła do jednego z prywatnych domów pomocy. Tam zmarła we wrześniu 2019 roku. W samotności, bez tych, którzy za życia mienili się jej znajomymi, a nawet przyjaciółmi.

Wizyta w jej mieszkaniu była niczym przejście przez magiczne lustro u „Alicji w Krainie Czarów”. Przestrzeń pełna obrazów, które pani Stefania malowała, kiedy jeszcze żył jej mąż. W każdym wolnym miejscu stały kwiaty, o ściany opierały się niesamowite lalki - miała całą kolekcję, gromadziła ją niemal przez całe życie. Na półkach stały albumy pełne starych fotografii oraz jej pamiętniki. - Jak umrę to pewnie wszystko to zniknie razem ze mną - śmiała się wówczas.

Okazuje się, że pozostałe po niej rzeczy są już zinwentaryzowane i przygotowane do wywiezienia - na razie do miejskiego magazynu. Co się z nimi stanie? O tym można przeczytać w nowej „Kronice Beskidzkiej”. Świąteczne wydanie lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży. E-wydanie można kupić TUTAJ.

KGO, KJ

Foto: Katarzyna Górna-Oremus