Natalia Maga odmienia życie kobiet. Historia prawdziwej wojowniczki
Goszczącym w jej Instytucie Piękna Queen w Bielsku-Białej kobietom daje siłę do walki nie tylko o młody wygląd, ale przede wszystkim o zdrowie. Buduje ich pewność siebie i wydobywa z nich prawdziwą moc i piękno. A wszystko to dzięki szczerości, otwartości i własnym bolesnym doświadczeniom, gdyż Natalia Maga swoim własnym życiem udowadnia, że można chwycić byka za rogi, pokochać siebie i bez kompleksów osiągać kolejne sukcesy.
Jest Pani kobietą sukcesu, która natchnęła i pomogła już wielu paniom. Teraz rozmawiamy w Pani nowoczesnym instytucie medycyny estetycznej w Bielsku-Białej, który przywraca nadzieję, zdrowie, piękny wygląd i pewność siebie. Jednak pani droga do tego momentu była długa i niezwykle trudna, a jednocześnie inspirująca inne kobiety.
- Tak, mam za sobą czas w moim życiu, który mógł się skończyć dla mnie bardzo źle. Jednak znalazłam w sobie siłę oraz mogłam liczyć na wsparcie, dzięki czemu wszystko się zmieniło. Dzisiaj mogę liczyć na zaufanie kobiet, bo wiedzą, że przeszłam to wszystko, co one przechodzą i same też sobie poradzą.
Już przed laty, w innym mieście, pracowała Pani w branży szkoleniowej i częściowo w branży beauty. Jednak z czasem przytłaczał Panią coraz większy ciężar.
- Jeszcze dzisiaj mi się o tym niełatwo rozmawia, choć minęło już sześć lat. Teraz wiem, że długo żyłam w stanie przewlekłego stresu, który nasila objawy chorobowe. Symptomy pojawiały się już wcześniej, ale przez natłok obowiązków nie miałam czasu, by skupiać się na sobie. W pewnym momencie zaczęło się sypać nie tylko moje życie zawodowe, ale i rodzinne. Nagle zostałam opuszczona, a moja rodzina była daleko. Zaczęłam zauważać negatywne zmiany w swoim wyglądzie, zachowaniu, odczuciach i nie miałam pojęcia, skąd biorą się te problemy. To było tak, jakby nagle życie ze mnie uszło. To straszne, gdy jest się matką małego dziecka i chce mu się poświęcać jak najwięcej czasu. Niestety, bywało, że nie mogłam wstać z łóżka, nie miałam już siły dopilnowywać swojego biznesu i miałam już objawy zbliżone do depresji.
.jpg)
Szukała Pani pomocy?
- Oczywiście. Pracująca w aptece koleżanka pomagała mi szukać przyczyn. Starała się postawić mnie na nogi witaminami i suplementami. Jednocześnie liczyłam na diagnozę od lekarza, ale nie był w stanie mi pomóc. Zanim zaczęłam wychodzić na prostą, uciekło mi parę lat życia, a problem tylko się pogłębiał.
Kiedy nastąpił ten przełomowy moment?
- Kluczem do tych drzwi, które w końcu zaczęłam otwierać, paradoksalnie było kolejne nieszczęśliwe zdarzenie. Była to nagła choroba mojej matki chrzestnej, która - niestety - po siedmiu miesiącach przegrała walkę o życie. Chcąc się nią zajmować, a także malutką córeczką, postanowiłam poszukać w sobie siły. Czułam, że to mój obowiązek, że powinnam się poświęcić dla innych. To był przełomowy moment, a ten mój własny cud za jakiś czas zaczął się materializować.
Okazało się, że Pani problemy miały - tak po prostu - podłoże chorobowe, choć wcześniejsze wizyty u lekarzy tego nie wykryły.
- To był ten rozstrzygający czas w moim życiu, że mogłam się poddać i „niech się dzieje” albo też zebrać się w sobie i chwycić byka za rogi. Uznałam, że zacznę od podstaw, czyli dbania o dzieci, o dom i o siebie.
Zaczęłam szukać przyczyn chorobowych, poddałam się wielu badaniom, a dzięki przyjaciołom zaczęłam wprowadzać w życie zdrowe nawyki. Choć nadal były dni, że trudno mi było w ogóle zacząć dzień, to bardzo powoli mój stan zdrowia się poprawiał.
Decydujący był moment postawienia potrójnej diagnozy. Okazało się, że zmagam się z niedoczynnością tarczycy, chorobą Hashimoto i insulinoopornością. Gdy zapisano mi odpowiednie leki, ułatwiło mi to dalszą walkę. Bo lekarstwa to nie wszystko. Nie zwyciężyłam choroby, bo to ciągła praca nad sobą. Muszę pilnować wielu rzeczy, a przecież nie jestem idealna. Zdarza się, że nawet nieświadomie sięgnę po jakiś nowy produkt, który - jak się później okazuje - szkodzi mojemu organizmowi. W moim przypadku ważny jest też ruch i znalezienie chwili na relaks. Zaczęło się od małych celów. Na początku były spacery, potem biegałam po 5 kilometrów, następnie po 10. Kolejnym celem były górskie wędrówki. Uwielbiam te tatrzańskie, bowiem to nie tylko spora porcja ruchu, ale także wspaniały sposób na oczyszczenie umysłu.
.jpg)
Najważniejsze w moim przypadku było uwierzenie w siebie. Musiałam siebie pokochać całym sercem - tak, jak się kocha drugą osobę i zaangażować się w ten „związek”. Kluczem do tego było zrozumienie, że to nie tak, iż byłam zła, leniwa, zaniedbana i z nadwagą, a to wszystko moja wina. To z czegoś wynikało. Z tego, z czym w końcu mogłam zacząć walczyć.
Skąd u Pani tak silna wola walki?
- Od zawsze czułam się wojowniczką. Wykorzystałam to, że byłam sportowcem z wieloletnim doświadczeniem, już od dziecka trenowałam sporty walki, w tym karate kyokushin i oyama karate. W mojej walce ważna jest wytrwałość, systematyczne robienie postępów, ale i akceptacja własnych słabostek, bo nikt nie jest bez wad. Dzisiaj jestem szczęśliwą matką Mateusza, Adriana i Oliwii oraz żoną wspaniałego i wspierającego mnie Łukasza.
Kiedy nadszedł moment, że wznowiła Pani pracę zawodową?
- Trzy lata temu zaczęłam odbudowywać swoje życie zawodowe. Na początek zmieniłam branżę, bo w tym mrocznym okresie życia bałam się wychodzić do ludzi, a tym bardziej nie wyobrażałam sobie prowadzić szkoleń, podczas których trzeba epatować pewnością siebie. Postawiłam na branżę beauty, a obcowanie z kobietami dodawało mi siły, mogłam rozmawiać o swoich problemach.
Postanowiłam w siebie zainwestować. Jako że już znałam branżę beauty, zaczęłam pogłębiać swoją wiedzę w zakresie kosmetologii i medycyny estetycznej, co oznaczało długie wyjazdy i szkolenia. Dzisiaj sama dzielę się wiedzą i doświadczeniem, prowadząc szereg szkoleń w zakresie kosmetologii estetycznej, w tym mezoterapii igłowej, lipolizji iniekcyjnej, wypełniania i modelowania ust. Zaprojektowałam też szkolenie z procedur zabiegowych w przypadkach występowania choroby Hashimoto, by zadbać o bezpieczeństwo pacjentów. Jestem też dyplomowanym inspektorem ochrony danych osobowych.
Wizytówką Pani działalności jest założony niespełna trzy lata temu nowoczesny Instytut Piękna Queen, znajdujący się przy ulicy Gałczyńskiego w Bielsku-Białej. Z jakich usług można skorzystać?
- Instytut tworzy siedmioosobowy zespół specjalistów z różnych dziedzin, ale działających pod jedną marką. To nie tylko fachowe osoby, ale też moje zaufane koleżanki. Dysponujemy obszernym budynkiem, a naszą pracę wspomaga najnowocześniejszy sprzęt.
Sama przeprowadzam zabiegi z zakresu kosmetologii estetycznej. Oferujemy bowiem szereg zabiegów, takich jak HIFU - ultradźwiękowy lifting, pozwalający na wygładzanie i zagęszczanie skóry. To także endermologia LPG do modelowania sylwetki i usuwania zastojów limfatycznych. Technologia ultradźwiękowa i fal radiowych sprawdza się przy redukcji tkanki tłuszczowej, a laserowa m.in. przy depilacji. Zajmujemy się też modelowaniem ust oraz oferujemy szereg innych zabiegów wyszczuplających i odmładzających. Rozwiązujemy problemy ze skórą, włosami i paznokciami.
To, co wyróżnia Instytut Piękna Queen, to holistyczne podejście do klientek, które przyjeżdżają do Pani nawet z zagranicy. Ta kompleksowa metoda to też wynik Pani własnych życiowych doświadczeń?
- Tak i to w dużej mierze stanowi o sile, wiarygodności i skuteczności naszego Instytutu. Klientki wiedzą, że te same problemy, z którymi się borykają, miałam i ja. Mamy wiele przypadków, gdy przychodzą do nas klientki, które chcą poprawić swój wygląd. Ale ich problem leży gdzie indziej i trzeba szukać konkretnych przyczyn. Panie czują się u nas dobrze i bezpiecznie, bo wiedzą, że za naszą pracą przemawia prawda i własne doświadczenie, i mogą moją historię odnosić do siebie. Nasza znajomość z każdą nową klientką zaczyna się od bezpłatnych konsultacji i próby znalezienia podłoża problemów. Bywa, że odmawiam przeprowadzenia zabiegów i proszę klientkę o zwrócenie się najpierw do lekarza i skupienie się na diagnostyce. Wszystko dlatego, że zabiegi estetyczne powinny być tylko częścią sposobu na odmianę życia kobiety, a nie maskującą prawdziwe kłopoty, z którymi i tak trzeba się uporać.
Tylko kompleksowe podejście do klientki sprawi, że ostatecznie będzie usatysfakcjonowana. I zdrowa! W taki sposób pomagamy wszystkim paniom. Dzisiaj nawet usługi kosmetologii estetycznej są dostępne, a utrzymujemy przystępne ceny, by tworzyć miejsce dostępne dla każdej kobiety.
.jpg)
Klientki mówią o Pani nie tylko jako o specjalistce kosmetologii estetycznej, ale też jako o terapeutce i przyjaciółce, która odmieniła swoje życie, a teraz odmienia ich. W tym gronie jest też coraz więcej młodych kobiet. Z czego to wynika?
- Młode kobiety często są niezadowolone ze swojego ciała. Jednocześnie ich mamy obserwują, że są apatyczne, mają złe samopoczucie i nie mają energii nawet do nauki. Ostatnio rozmawiałam z mamą nastolatki, która dzięki mojej książce uświadomiła sobie, z czym wiąże się choroba Hashimoto. Wcześniej było jej żal, że córka nieco odstaje i sądziła, że to po prostu lenistwo. Uświadomiła sobie, że to choroba, a kompleksowej pomocy trzeba szukać u fachowców, w tym przede wszystkim lekarzy. Bo same tabletki czy zabiegi nie rozwiążą sedna problemu.
To właśnie w swojej książce zatytułowanej „Życie za szkłem” odpowiada Pani na pytania o to, czym są insulinooporność, depresja, Hashimoto i jak sobie z nimi radzić. To bardzo osobista i szczera opowieść o kobietach i ich zmaganiach z chorobami. Skąd pomysł na to wydawnictwo?
- To odpowiedź na wiele próśb moich klientek, które w Instytucie Piękna Queen odnalazły zrozumienie, same borykając się z problemami chorobowymi. Trafiające do mnie kobiety niejednokrotnie prosiły o zebranie ich historii w jedną całość oraz przelanie ich na karty książki, która miałaby stać się symbolem walki o normalne życie. W publikacji opisuję doświadczenia moje oraz kilku moich klientek w różnym wieku, które, szukając wsparcia, zdecydowały się przerwać milczenie i dać swoje świadectwo innym jako dowód na to, że nigdy nie wolno się poddawać i zawsze trzeba walczyć - pomimo przeciwności losu.
W branży beauty idzie Pani jak burza. Czym zamierza Pani jeszcze zaskoczyć kobiety?
- Na początku przyszłego roku premierę będzie miał autorski suplement diety. Dzisiaj wiele kobiet zaczyna dzień od przyjęcia garści tabletek, co nie zawsze przynosi oczekiwane skutki. Ja postawiłam na kompleksowy suplement, który umożliwi rezygnację z szeregu innych. Będzie miał unikatowy skład, szyty na miarę potrzeb moich klientek, zmagających się z przykrymi następstwami chorób autoimmunologicznych czy chcących przedłużyć działanie wykonywanych u nas zabiegów. Zrobię wszystko, by ten produkt był jak najbardziej dostępny, i to nie tylko w moim Instytucie.
Wiele kobiet podkreśla, że dzięki Pani odbudowało pewność siebie i też już potrafi chwycić byka za rogi. Czuje Pani satysfakcję z tego powodu?
- Sama czułam się samotna na początku mojej drogi, ale pomimo problemów zdrowotnych odbudowałam swoje życie. Ten Instytut założyłam właśnie dla kobiet takich jak ja. One nie powinny się wstydzić swoich problemów. Muszą w końcu przestać się bać i zacząć walczyć o swoje. Razem powinnyśmy przełamywać tabu i nie bać się hejtu, z jakim spotkała się choćby mówiąca o depresji Julia Wieniawa. Moje życie i praca to właśnie taki manifest, pokazujący siłę i niezależność kobiet, które potrafią poradzić sobie w najtrudniejszej sytuacji i osiągnąć sukces. Nie ma większej satysfakcji!
Dr n. med. Mariusz Bałajewicz, absolwent Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, były starszy wykładowca w Klinice Niepłodności i Endokrynologii Ginekologicznej CM UJ w Krakowie. Odbył zagraniczne staże w University of Virginia i Klinice Ginekologii i Położnictwa w Lozannie.
- Polecam Państwu interesującą pozycję, przeznaczoną dla kobiet sfrustrowanych swoim wyglądem czy stanem emocjonalnym, nieświadomych swoich problemów zdrowotnych. Poszukując pomocy w gabinetach kosmetycznych, pragną usunięcia zmian trądzikowych, nadmiernego owłosienia czy modelingu sylwetki z powodu nadwagi. Nie wiedzą jeszcze, że mogą to być somatyczne objawy zaburzeń endokrynologicznych czy ginekologiczno-endokrynologicznych. Publikacja, oparta również na własnych doświadczeniach autorki, jest lekturą jak najbardziej wspomagającą praktykę ginekologa, endokrynologa, psychologa czy psychiatry. Napisana z pasją kobiety zajmującej się upiększaniem ciała, która jednocześnie pełni rolę trafnego diagnosty, terapeutki i zaufanej doradczyni, by terapia była nie tylko skuteczna, ale także bezpieczna. Nie zastępuje pod żadnym pozorem, jak „dr Google”, specjalisty z zakresu endokrynologii, chorób metabolicznych, ginekologii czy psychiatrii. Pełni znakomitą rolę w pozytywnym przygotowaniu potencjalnej pacjentki do zasięgnięcia medycznej rady i otrzymania właściwego leczenia. Prowadząc dialog, łączy pozornie niemające znaczenia objawy. Daje nadzieję. Wyjaśnia, że jedna tabletka nie wystarczy do uzyskania właściwego efektu. Spowoduje, że pierwsza wizyta lekarska nie będzie dla kobiety niezrozumiała czy zbyt traumatyczna. Doceniam odpowiedzialność i świadomość autorki. Nie można bowiem przeprowadzać niektórych zabiegów kosmetycznych bez wcześniejszego wykluczenia rzeczywistych zaburzeń metabolicznych czy hormonalnych (fragment przedmowy do książki „Życie za szkłem” Natalii Magi).
Oceń artykuł:
46 236