Chytry dwa razy traci. Kto na kim się mści i dlaczego? PEŁNY TEKST
Z Dariuszem Moskałą, właścicielem wydawnictwa „Prasa Beskidzka”, o zemście, klubie piłkarskim TS Podbeskidzie i o tym, komu na nim naprawdę zależy, zamianie gruntów, propozycji milionowej pożyczki oraz o tym, dlaczego przewodniczący bielskiej Rady Miejskiej nie chciał poprzeć ważnej dla mieszkańców rozbudowy drogi - rozmawia Kuba Jarosz.
Przed tygodniem w „Kronice Beskidzkiej” ukazała się publikacja pod tytułem „Uderz w stół, a nożyce - wiadomo - same ciachną”. Był to tekst poświęcony w większości pytaniom i odpowiedziom zadanym szefowi bielskich radnych, Januszowi Okrzesikowi, a dotyczącym klubu TS Podbeskidzie i ewentualnych wpływów na jego zarządzanie przez klub Niezależni.BB oraz samego Janusza Okrzesika. Pytania, dodajmy, pierwszy raz zadane zostały już w lipcu tego roku, a powtórzone kilkanaście dni temu. I dopiero teraz Janusz Okrzesik zdecydował się na nie odpowiedzieć. Dlaczego tak długo zwlekał? Zapomniał? Nie chciał? Sądził, że nie musi? Co najmniej dziwne, tym bardziej, że pytaliśmy o sprawy publiczne, interesujące nas, tysiące bielszczan i pewnie także wyborców Janusza Okrzesika. Wygląda na to, że wszystkich w ten sposób zlekceważył.
Ale w końcu odpowiedział. Uznał jednak już na wstępie, że pytania są tendencyjne, a nawet mogą godzić w dobre imię klubu. Wraz z odpowiedziami przysłał nam więc oświadczenie zaznaczając, że jeśli go nie opublikujemy (niby dlaczego? Może to pan Okrzesik by tak postąpił i dlatego uznał, że inni mogą zrobić podobnie), to on umieści go w innych mediach. W oświadczeniu tym przewodniczący Rady Miejskiej napisał, że „fałszywe sugestie i atak na TS Podbeskidzie”(chodzi o treść pytań - przyp. aut.) są być może „formą zemsty właściciela Kroniki Beskidzkiej za głosowanie radnych klubu Niezależni.BB, którzy aktywnie sprzeciwili się zamianie gruntów, której właściciel gazety dokonał z miastem”.
I tutaj mamy już pierwszą niespodziankę - z prostej logiki wynika przecież, że trudno mówić o jakiejkolwiek zemście Moskały na Okrzesiku w kontekście treści pytań, bo zadane one zostały w lipcu tego roku, a we wrześniu, prawie trzy miesiące później, odbyło się przywołane przez Okrzesika głosowanie w sprawie zamiany gruntów. Jeśli zatem miałaby to być zemsta, to oznaczałoby, że Moskała w lipcu wiedział, jak we wrześniu zagłosuje Janusz Okrzesik i reszta radnych Niezależnych.BB. Słowem - jasnowidz! Chyba, że to była zemsta, ale poprzez wrześniowe głosowanie Janusza Okrzesika za zadane pytania w lipcu. Ale skoro już Dariusz Moskała wywołany został do tablicy, niech sam to wytłumaczy.
Nadal jest Pan zdziwiony faktem przywołania w oświadczeniu Janusza Okrzesika kwestii zemsty?
- Prawdę mówiąc, tak. Po pierwsze, to nie ja wymyśliłem i ułożyłem pytania, które tak rozsierdziły tego pana, a dziennikarz z działu sportowego. Zajmuje się tym, więc zadał pytania. Po drugie przychodzi mi na myśl, że skoro na świecie tak łatwo rozwijają się wszelkiego rodzaju teorie spiskowe, w które wierzą i wykształceni ludzie - mamy przecież tak zwanych płaskoziemców, tych, którzy nie wierzą w chorobę Covid-19, przekonują, że szczepionki głuptaczą ludzi, to może o to tu chodzi. A może to jakaś mgła pocovidowa? Nie mam pojęcia. On sam najlepiej wie, co mu dolega.
Dobrze. Dajmy spokój zemście. O co jednak chodzi z tą zamianą gruntów? Czytając oświadczenie pana Okrzesika można odnieść wrażenie, że Niezależni.BB ratowali w ten sposób miasto przed jakiś nieczystym biznesem. Wiadomo - grunt to kasa…
- I tu leży sedno, faktycznie. I trzeba to jasno i po kolei wytłumaczyć. Gdzieś przed rokiem miasto zwróciło się do mnie z prośbą odsprzedaży części dwóch moich działek leżących w okolicy ulicy Rudawka. To ziemia, którą kupiłem jakieś szesnaście lat temu. Miasto chciało ten grunt, bo planowano rozbudowę wspomnianej ulicy i włączenie jej w efekcie do drogi ekspresowej. To potrzebna inwestycja, bo dzięki niej rozładują się korki przy zjeździe z ekspresówki do Wapienicy i wcześniej, w okolicy Makro. Każdy, kto tam jeździ wie, jak to teraz wygląda. Ścisk, kolizje, wypadki, niejednokrotnie ze skutkiem śmiertelnym. Nie byłem jednak zainteresowany samą sprzedażą, więc w końcu uzgodniliśmy, że najlepsza dla obu stron będzie zamiana równowarta działek. Zaproponowano mi kilka lokalizacji i wybrałem taką, która najbardziej mi pasowała.
Z dokumentów wynika, że były one warte około 157 tys. zł, przy czym ta, którą Pan miał dostać miała dwieście metrów kwadratowych, a ta nabywana przez gminę - sześćset metrów.
- No tak. Dla mnie byłoby to korzystne, bo powiększyłbym i scalił swój grunt, a miasto miało mieć otwartą drogę do potrzebnej inwestycji.
No i radni Niezależnych.BB zagrali Panu na nosie, bo we wrześniu tego roku zagłosowali przeciw tej zamianie.
- Tak, nie zgodzili się na nią, próbując w ten sposób zablokować ważną inwestycję w mieście. Ale zagrali na nosie samym sobie, bo uchwałę poparli nieoczekiwanie radni PiS i została ona przyjęta. Już chociażby z tego względu jest to w sumie śmieszne, bo nagle opozycja popiera prezydenta, rozumie, co znaczy dla wszystkich budowa drogi, a koalicjant robi woltę. To kuriozum. Taka postawa zdumiewa i jest sprzeczna z interesem miasta, a co za tym idzie z interesem mieszkańców. Dziwię się radnym, że chcą mieć takiego przewodniczącego. Lekką ręką przyjmuje podwyżkę diety – teraz przysługuje mu już 4117 zł netto - z pieniędzy podatników, a sprzeciwia się rozbudowie tak potrzebnej tym podatnikom ulicy. Kwestionuje zamianę działek wartych sto pięćdziesiąt tysięcy złotych, a jakoś nic nie mówił, kiedy budowano stadion za prawie sto pięćdziesiąt milionów złotych. Przecież nie wszyscy bielszczanie tego chcieli. Całe szczęście, że ten człowiek nie został prezydentem, kimś, kto musi podejmować decyzje warte dziesiątki milionów złotych, jak to było w przypadku chociażby rozbudowy ulicy Cieszyńskiej, bo nie mielibyśmy w mieście pewnie żadnych inwestycji.
Radni mają jednak prawo do własnego zdania.
- Owszem. Tyle, że głosując przeciw tej uchwale, głosowali - w tym pan Janusz Okrzesik - przeciw rozwojowi miasta. Przecież tu chodziło głównie o możliwość rozbudowy ulicy tak ważnej dla dobrego skomunikowania tej części Bielska-Białej. Poza tym pan Okrzesik i jego radni tworzą, jak już wspomniałem, koalicję z prezydentem. Na coś się umówili. Również na to, że jeśli prezydent wychodzi z jakąś inicjatywą uchwałodawczą, która przeszła wcześniej weryfikację w komisjach radnych i wydziałach urzędu, to może on liczyć na poparcie koalicjanta. Po co więc taki koalicjant, który mimo profitów z tego tytułu – obsada stanowisk i funkcji w radach nadzorczych spółek miejskich chociażby - robi takie numery prezydentowi?! I z jakiego powodu? Bo kogoś nie lubi? Może oni są niezależni, ale od potrzeb tego miasta? Kto tu więc dba o interes mieszkańców? Niezależni.BB czy może jednak ktoś inny? To rażący przykład dla innych radnych w wykonaniu pana Okrzesika. Gdyby miał trochę wstydu zapadłby się pod ziemię. Powtarzam, że dla mnie ta zamiana nie była kwestią być albo nie być. To nie ja do niej dążyłem, a kiedy już sprawa zaistniała, wszystko odbyło się w otwarty sposób.
W swoim oświadczeniu Janusz Okrzesik sugeruje, że jako właściciel „Kroniki Beskidzkiej” atakuje Pan - poprzez gazetę - klub TS Podbeskidzie. Posiłkuje się też w tej sprawie tysiącami kibiców. Nie lubi Pan tego klubu?
- Przeciwnie, w końcu zarządzałem przed laty sportem w tym mieście. Lubię też osobiście prezesa Bogdana Kłysa. To bardzo dobry człowiek o wielu zaletach. Współczuję mu tylko, jako prezesowi TS Podbeskidzie, politycznych uwarunkowań, z którymi niestety musi się liczyć, co potwierdza zresztą pan Okrzesik w odpowiedziach na nasze pytania. A wiadomo, że spółka powinna kierować się zasadami kodeksu spółek handlowych. Po to jest prezes, po to jest rada nadzorcza. Stało się przy tym już normą, że klub co roku wyciąga rękę do miasta i zabiera z kasy miejskiej kolejne miliony. A co będzie z klubem, jeśli radni w końcu powiedzą nie? Skoro pan Okrzesik jest tak pewny tych tysięcy kibiców, którym klub jest bliski sercu, to może niech powie otwarcie tym kibicom, ile co roku klub potrzebuje gotówki i może niech sami się na to zrzucą, skoro tak kochają Podbeskidzie, zamiast wyciągać pieniądze od mieszkańców na kopanie piłki. I wie pan co? Mam propozycję dla pana Okrzesika.
Jaką?
- Deklaruję, że pożyczę klubowi połowę potrzebnej obecnie kwoty, a drugą niech dołoży pan Okrzesik. Klub zamiast brać kasę z miasta w postaci podwyższania swojego kapitału, niech zaciągnie pożyczkę. Wtedy będzie musiał ją oddać, a nie przejadać. Czy to też będzie mój i gazety atak na klub? Czy raczej troska o niego? Ja nie atakuję, a jedynie gazeta zwraca uwagę na polityczne uwarunkowania związane z klubem, co samo w sobie nie jest dobre. To nie jest jedyny klub w mieście, który potrzebuje pomocy.
Teraz to chyba Pan się naprawdę trochę mści…
- Nic z tych rzeczy. Lubę jasne sytuacje i konkrety. Żadnych podtekstów. Dlatego obsługująca mnie kancelaria prawna wystąpi do pana Okrzesika, aby wykazał, na czym polegała rzekoma zemsta z mojej strony, co napisał w swoim oświadczeniu, które na jego prośbę opublikowaliśmy. Pan Okrzesik chyba zapomniał, że już dwadzieścia lat temu dostał z mojej strony jedną lekcję poprzez prawomocny wyrok karny, jaki otrzymał on i jego partyjni koledzy. I widać nie wyciągnął z tego wniosków. Mówi się, że z wiekiem ludzie mądrzeją. Ale czy zawsze? Tak, czy inaczej poproszę prezesa spółki Prasa Beskidzka, aby gazeta bliżej zainteresowała się na przykład składem rad nadzorczych miejskich spółek, tym kto w nich zasiada, dlaczego i jakie mają powiązania.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał: Kuba Jarosz (Kronika Beskidzka)
Oceń artykuł:
65 99