Bogdan Soroka, zwany popularnie „doktorem”, był pod koniec II wojny światowej komendantem zgrupowania partyzanckiego prowadzącego działalność w rejonie schroniska na stokach Baraniej Góry. Trafił do partyzantki po zdekonspirowaniu go przez Niemców, którzy odkryli, że ów pomocnik chirurga ze szpitala hutniczego z Trzyńca uprawiał sabotaż: robił zastrzyki robotnikom zagrożonym poborem do Wehrmachtu, co czyniło ich niezdolnymi do służby wojskowej.

Historia opisana przez Tomasza Mianowskiego w książce „Schroniska górskie w Karpatach Polskich w latach 1939-1945” była jednym z najbarwniejszych epizodów wojennych w burzliwych dziejach obiektu turystycznego pod Baranią Górą, drugiego pod względem wysokości szczytu górskiego (1220 m n.p.m.) w Beskidzie Śląskim. Formalnym administratorem schroniska w tamtym okresie było niemieckie towarzystwo sportowo-turystyczne Wintersportverein z Katowic (nie miało ono nigdy takich apetytów terytorialnych, jak Beskidenverein, słynące z wojennego zawłaszczania polskich schronisk górskich).

Historia turystycznego zagospodarowania terenów tworzących tzw. obszar źródliskowy Wisły sięga schyłku XIX stulecia. Na leśnej polanie Przysłop, oddalonej o prawie godzinę pieszej wędrówki od szczytu Baraniej Góry, wzniesiono w latach 1897-1898 drewniany domek myśliwski Habsburgów.

Więcej o historii zagospodarowania Baraniej Góry można przeczytać w nowej „Kronice Beskidzkiej”, która jest już w sprzedaży. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.

ZL

Na zdjęciu; przedwojenne schronisko na Przysłopie