Pod koniec listopada w kamienicy przy ul. Wyzwolenia 43 w Bielsku-Białej doszło do wybuchu gazu. Krótko po tym zdarzeniu do redakcji portalu zgłosili się mieszkańcy budynku bezsilni w obliczu narastającego niebezpieczeństwa. Jak się okazuje, wybuch był jedynie punktem kulminacyjnym sprawy, która ciągnie się od wielu miesięcy. Mieszkańcy kamienicy od ponad roku dzień w dzień zmagają się z uciążliwościami wynikającymi z sąsiedztwa „dzikich lokatorów”.

- Od ponad roku narażeni jesteśmy na nieprzyjemności związane m.in. z libacjami alkoholowymi w jednym z lokali budynku. Nie pomagają pisma do ZGM czy też ciągłe wzywanie policji. Za każdym razem osoby te wracają jak do siebie i wszczynają kolejne burdy. Czujemy się bezradni, taka sytuacja jest okropnie wyniszczająca psychicznie - usłyszeliśmy od mieszkańców kamienicy przy ul. Wyzwolenia 43. Ale po kolei.

Grupa terroryzuje całą kamienicę

Jak w ogóle doszło do sytuacji, w której kilkoro osobników terroryzuje całą kamienicę? Wedle relacji sąsiadów, jedno z mieszkań zajmowane jest przez starszego, schorowanego mężczyznę. To właśnie jego lokum, gdzie doszło wspomnianego na wstępie wybuchu gazu, upodobali sobie „dzicy lokatorzy”. Pewnego razu, było to kilkanaście miesięcy temu, pojawili się tam po raz pierwszy. Od tego czasu pomieszkują razem ze starszym sąsiadem, a ich pijacka balanga - co za tym idzie również i wszczynane awantury - nie mają końca.

- W mieszkaniu tym regularnie dochodzi do awantur, przemocy o każdej porze dnia i nocy. W ciągu ostatnich kilku miesięcy w związku z incydentami w tym lokalu i osobami tam przebywającymi policja była wzywana kilkadziesiąt razy. Jako mieszkańcy żyjemy w permanentnym stresie, czujemy się zagrożeni oraz jesteśmy narażeni na nieprzyjemności związane z tak uciążliwym, patologicznym sąsiedztwem. Boimy się wyjść ze swoich mieszkań. Czujemy się bezsilni, zaszczuci i terroryzowani - żalą się mieszkańcy.

Nie ulega wątpliwości, że korzystając z „gościnności” starszego pana, awanturnicy zadomowili się w mieszkaniu i czują się tam jak u siebie. Zaniepokojeni sąsiedzi podejrzewają, że ponad 70-letni lokator jest po prostu przez nich wykorzystywany. - Jednego dnia sąsiad prosi o pomoc, mówi, że boi się o swoje zdrowie i mieszkanie, drugiego z kolei jest agresywny w stosunku do innych czy nawet policjantów i twierdzi, że nie ma nic przeciwko swoim nieproszonym gościom. Na stan ten ma zapewne wpływ to, że jest również zastraszany przez osoby przebywające wbrew jego woli w jego lokalu - mówią.

Ofiarami są pozostali mieszkańcy i przechodnie

Kim są ludzie spędzający sen z powiek mieszkańców kamienicy przy Wyzwolenia 43? Zdaniem osób znających problem, są to przede wszystkim osoby dotknięte alkoholizmem, nierzadko z kryminalną przeszłością. Nasi rozmówcy wskazują, że za sprawą obcych - poza trwającymi niemal całą dobę wulgarnymi krzykami - w kamienicy dochodzi do poważniejszych zdarzeń. W budynku miały miejsce pobicia oraz inne incydenty, których ofiarami są pozostali mieszkańcy i przechodnie. Lokatorzy sąsiednich mieszkań skarżą się na notoryczne zanieczyszczanie pomieszczeń budynku, rozbijanie butelek czy nawet defekowanie i oddawanie moczu na wspólnej klatce schodowej.

Problem nieobcy jest bielskim policjantom, którzy, jak informują mieszkańcy, w ostatnich kilku miesiącach wzywani byli na interwencję kilkadziesiąt razy. - Rejon w obrębie kamienicy przy Wyzwolenia 43 jest objęty doraźnymi działaniami dzielnicowego - potwierdza asp. szt. Roman Szybiak, oficer prasowy KMP w Bielsku-Białej. Niestety, ile razy policja by nie interweniowała, dzicy lokatorzy zawsze wracają.

Dlaczego zatem problem nie został dotąd rozwiązany? - zapytaliśmy w Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej, do którego należy feralne mieszkanie. - ZGM otrzymał zgłoszenie od zarządcy nieruchomości wspólnej dotyczące uciążliwości związanych z użytkowaniem jednego z lokali komunalnych w budynku w maju br. i natychmiast podjęte zostały działania, do których administrator lokalu jest uprawniony w oparciu o obowiązujące przepisy prawa. Szczegóły podjętych działań nie mogą zostać przedstawione z uwagi na ochronę danych osobowych - poinformował portal Krzysztof Kwiatkowski, zastępca dyrektora ZGM. Nieoficjalnie wiadomo, że starszemu panu zaproponowano przeprowadzkę do innego mieszkania, bez towarzystwa „dzikich lokatorów”, lecz ten… odmówił i nakaz eksmisji nie został wykonany.

Nikomu jeszcze nie postawiono zarzutów

- Jako mieszkańcy boimy się o przyszłość i bezpieczeństwo, zarówno swoje, jak i sąsiada. Wymienione problemy eskalują, nieproszeni goście są coraz bardziej rozzuchwaleni i pewni siebie, a incydenty przybierają na sile, intensywności i częstotliwości. Jako właściciele/wynajmujący chcemy w końcu spokoju, ciszy i poczucia bezpieczeństwa. Nie godzimy się, aby problemy w lokalu obok miały destrukcyjny wpływ na nasze życie. Jesteśmy sfrustrowani, zmęczeni i zirytowani bezczynnością władnych urzędów w tej sprawie. Prosimy o zajęcie się i rozwiązanie definitywne tego problemu zanim dojdzie do tragedii - ostrzegali mieszkańcy w piśmie skierowanym kilka miesięcy temu do zarządcy budynku.

Najpoważniejszy jak dotąd incydent zdarzył się 20 listopada, gdy na parterze wybuchł gaz. Podmuch wyrwał drzwi mieszkania, poszkodowany został 74-letni mężczyzna. Szczęśliwie nie doszło do pożaru ani naruszenia konstrukcji budynku. To zdarzenie może stanowić punkt przełomowy w rozwiązaniu problemu „dzikich lokatorów”. Jak informuje KMP w Bielsku-Białej, w sprawie wybuchu trwa postępowanie dotyczące czynu z art. 163 par. 2 kk (nieumyślne spowodowanie zagrożenia zdrowia lub życia wielu osób), który zagrożony jest karą więzienia od 3 miesięcy do 5 lat. W mieszkaniu dokonano oględzin kryminalistycznych. Nikomu jeszcze nie postawiono zarzutów. - To dobrze, że policja coś robi, oczekujemy jednak efektów. Jakby nie patrzeć, stało się coś, czego baliśmy się od wielu miesięcy - mówią mieszkańcy.

Jaki będzie finał sprawy? Będziemy przyglądać się rozwojowi wypadków i z pewnością jeszcze do niej wrócimy.

Adam Kanik

Na zdjęciu tytułowym: kamienica przy ul. Wyzwolenia 43