Klucz do schroniska był u gospodarza we wsi. Turysta sam się obsługiwał
Duża tablica z zaskakującą informacją, że klucz do schroniska znajduje się u gospodarza we wsi wisiała przez długie lata na słupie telefonicznym w Rycerce Górnej. Umieszczono ją przy drodze prowadzącej do schroniska na Wielkiej Raczy. Działo się to w ponurych czasach PRL, w których piesza turystyka górska na terenach przygranicznych była utrudniona, a niekiedy wręcz zakazana.
Bliskie sąsiedztwo granicy polsko-czechosłowackiej stanowiło w latach powojennych poważną przeszkodę polityczną w swobodnym wędrowaniu po Beskidach. Surowe i pozbawione odpowiedniego wyposażenia tymczasowe schronisko na Wielkiej Raczy, oddalonej o około dwie godziny marszu od Rycerki Górnej beskidzkiej wsi w powiecie żywieckim, było dostępne w tamtej epoce tylko dla wyjątkowo zaradnych i odważnych miłośników górskiej włóczęgi - dowiadujemy się z książki Edwarda Moskały „Schroniska górskie PTTK w województwie bielskim”.
Urzędowym dozorcą obiektu stojącego na granicy dwóch państw był Karol Peterman. U niego pobierało się w Rycerce Górnej klucz do - zamykanego na kłódki i zamki - schroniska. Turysta sam się obsługiwał w drewnianym obiekcie, pełniąc w nim odpowiedzialną rolę chwilowego gospodarza. Była tam maleńka kuchenka, siekiera, drewno opałowe, szklanki, talerze oraz garnki do gotowania. Opuszczając chatkę, turysta ponownie zamykał ją, a klucz odnosił do dozorcy.
- Przez cały czas takiej gospodarki nie tylko nie zdarzyło się, by ze schroniska cokolwiek zginęło, ale turyści zostawiali jeszcze niepotrzebne im już przedmioty i prowianty, a także świeżo narąbany stos drewna - pisał Moskała.
Więcej o historii schroniska na Wielkiej Raczy można przeczytać w nowym wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”. Lokalny tygodnik można kupić w kioskach, salonikach prasowych, hipermarketach i na stacjach benzynowych. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.
ZL
Na zdjęciu: współczesne schronisko na Wielkiej Raczy, fot. Zbigniew Lubowski
Oceń artykuł:
72 3