Tomasz Idzikowski twierdzi, że został w dzieciństwie wykorzystany seksualnie przez byłego proboszcza z Międzybrodzia Bialskiego księdza Jana W. Teraz Idzikowski mieszka w Irlandii. Na krótko przyjechał do Polski, aby dowiedzieć się, jak mają się sprawy z tym, który zmienił jego życie w koszmar.

Trauma, której doznał w dzieciństwie, odbiła się na całym jego dotychczasowym życiu. Do zdarzenia miało dojść, kiedy miał 14 lat. Jechał autobusem z Międzybrodzia Bialskiego do Bielska-Białej. W autobusie zaczepił go nieznajomy mężczyzna. Przekonał chłopca, aby towarzyszył mu przez następne kilka godzin w mieście. W rejonie jednego z bielskich osiedli dokonał na nim gwałtu oralnego.

Idzikowski przez wiele następnych lat zmagał się z tym, co go spotkało. - Nie zliczę, u ilu byłem psychologów - mówi. - Próbowałem znaleźć odpowiedź, jak sobie z tym poradzić. Ale najczęściej słyszałem tylko słowa współczucia.

W 2015 roku złożył zeznania w swojej sprawie na policji w Irlandii. Wtedy jeszcze nie miał pojęcia o istnieniu księdza Jana W. Kiedy na jaw wyszła sprawa Janusza Szymika molestowanego w młodości przez byłego proboszcza z Międzybrodzia Bialskiego, pan Tomasz skontaktował się z nim. - Kiedy Janusz przysłał mi zdjęcie księdza nie miałem wątpliwości. Wreszcie wiedziałem, kim jest mój prześladowca.

Całą historię Tomasza Idzikowskiego opisuje „Kronika Beskidzka”. Nowy numer lokalnego ukaże się w czwartek. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.

KJ

Foto: Kuba Jarosz