Rośnie napięcie w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Bielsku-Białej. Dwa tygodnie temu pismo z żądaniem podwyżki płac o 1500 zł trafiło do dyrektor ośrodka. Pracownicy postawili w nim 7-dniowy termin na spełnienie żądań, a jeśli ich postulaty nie zostaną zrealizowane, grożą strajkiem ostrzegawczym. Na podwyżki w obszarze pomocy społecznej Miasto planuje przeznaczyć ponad 4 mln zł. - To kwota do podziału na ponad 700 etatów - odpowiadają w „Solidarności” działającej w MOPS. Ich żądań najprawdopodobniej nie uda się spełnić.

Frustracja pracowników bielskiego MOPS narasta od wielu miesięcy. - Od dłuższego czasu trwa redukcja etatów, wakaty nie są uzupełniane nowymi pracownikami, tylko zadania deleguje się wśród obecnych pracowników. Za tym wszystkim nie następuje wzrost wynagrodzeń. 1/5 załogi otrzymuje najniższą krajową, czyli 2800 zł brutto - mówią przedstawiciele NSZZ „Solidarność”. To dlatego 27 października na biurko p.o. dyrektor Agnieszki Moroń trafiło pismo z żądaniami.

Ze strajkiem ostrzegawczym włącznie

Redakcja portalu jest w posiadaniu kopii tego pisma. Czytamy w nim, że NSZZ „Solidarność” wysuwa żądania płacowe w celu poprawy sytuacji ekonomicznej pracowników bielskiego MOPS. Pierwsze z żądań dotyczy wzrostu stawki osobistego zaszeregowanie o kwotę 1500 zł brutto począwszy od 1 listopada. Drugi postulat związkowców to „utrzymanie dodatku z tytułu przeciążenia pracą w Dziale Pomocy Środowiskowej do czasu uzupełnienia wakatów”.

Ostatnie żądanie polega na wprowadzeniu dodatku dla tzw. opiekunek środowiskowych, które pracują w terenie m.in. z osobami starszymi, chorymi, niepełnosprawnymi oraz innymi osobami potrzebującymi wsparcia opiekuna. Dodatek miałby być wypłacany od 1 listopada do końca stanu pandemii. Dyrektor bielskiego MOPS dostała siedem dni na spełnienie żądań. W przeciwnym przypadku możliwe jest „wdrożenie procedury przewidzianej przez ustawę o rozwiązywaniu sporów zbiorowych łącznie z możliwością przeprowadzenia strajku ostrzegawczego”.

Pogarszające się warunki płacowe w MOPS są znane w Urzędzie Miejskim w Bielsku-Białej. Jak ustalił portal, w październiku doszło do spotkania pracowników z wiceprezydentem Adamem Ruśniakiem oraz naczelnik wydziału polityki społecznej Ewą Swatek. Nasze informacje potwierdza rzecznik prasowy magistratu Tomasz Ficoń, który podkreśla, że kwestia podwyżek w placówkach działających w obszarze pomocy społecznej była od dawna przedmiotem wielu dyskusji.

Kwota do podziału na 700 etatów

- Nie ulega wątpliwości, że wynagrodzenia pracowników z sektora polityki społecznej powinny być zwiększone. Przy podejmowaniu decyzji w tej sprawie należało jednak wziąć pod uwagę sytuację ekonomiczną w kraju, a przede wszystkim w samorządach. A ta jest trudna i niepewna - przekonuje. Decyzją prezydenta Jarosława Klimaszewskiego od 1 stycznia przyszłego roku pracownicy wielu jednostek pomocy społecznej podległych samorządowi, w tym w MOPS, otrzymają podwyżki. Na ten cel w budżecie miasta przeznaczono środki w kwocie ponad 4 mln zł.

- W związku z powyższym dyrektorzy poszczególnych jednostek zostali poproszeni o przedstawienie propozycji podziału podwyżek pomiędzy poszczególne stanowiska, ze szczególnym uwzględnieniem pracowników pracujących z „drugim człowiekiem” (opiekunów - red.) - twierdzi Tomasz Ficoń.

Propozycja Ratusza nie satysfakcjonuje przedstawicieli „Solidarności” działającej przy MOPS. - To kwota do podziału na ponad 700 etatów - słyszymy. W obszarze polityki społecznej, oprócz MOPS, działają także m.in. Podbeskidzki Ośrodek Interwencji Kryzysowej czy Domy Pomocy Społecznej. Według wyliczeń, nie ma najmniejszych szans na spełnienie postulatu płacowego, jaki pojawił się w piśmie do p.o. dyrektor MOPS z 27 października.

Bartłomiej Kawalec