Bielski Ratusz w żaden sposób nie reguluje kwestii palenia papierosów przez urzędników w czasie ich pracy. A że część pracowników oddaje się temu nałogowi widać gołym okiem, gdy się do magistratu trafi z jakąś sprawą.

- Byłem w budynku, gdzie obsługuje się petentów i czekałem na windę - mówi pan Henryk, który w urzędzie zjawił się, aby załatwić pilną sprawę. - W końcu zjechała i wysiadł z niej urzędnik z plakietką identyfikacyjną, znany mi zresztą z widzenia. Z ciekawości poszedłem za nim zobaczyć, gdzie się uda, bo w dłoni trzymał już paczkę papierosów.

Pan Henryk się nie pomylił - pracownik wyskoczył „na dymka”. - Może to czepialstwo, ale u mnie w pracy jest przerwa śniadaniowa i jeśli ktoś pali, to po prostu nie ma już czasu zjeść. Jego wybór. A tutaj każdy hula, jak chce. Ilu urzędników dziennie traci czas w ten sposób można sobie tylko wyobrazić. I nikt z tym nic nie robi. Udają, że nie ma problemu - irytuje się pan Henryk.

Czy faktycznie? - W urzędzie nie ma przerw na papierosa, nie mamy też w regulaminie pracy przewidzianych żadnych kar z tym związanych - mówi Tomasz Ficoń, rzecznik prasowy prezydenta miasta. Podobnie jest w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej i Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej. Temat nie istnieje. W urzędzie nikt nie ma więc pojęcia, ile osób pali papierosy i kiedy to robi oraz w jakim stopniu wpływa to na jakość pracy i obsługę mieszkańców.

Więcej o sprawie pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika jest już dostępne TUTAJ, a dziś pojawiło się w tradycyjnej sprzedaży.

Kuba Jarosz