Do Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej oraz Straży Miejskiej wpływa coraz więcej alarmujących doniesień o wizytach dzików na posesjach czy w ogrodach. Ostatnio w Kamienicy i Lipniku widziano stada liczące 35-40 sztuk. Dziki nie uciekają na widok człowieka, więc sytuacja staje się groźna.

Obecność zwierząt wolno żyjących w mieście wynika przede wszystkim z zajmowania przez budownictwo ich naturalnych siedlisk i przecinania szlaków migracyjnych. Często to nie zwierzęta pojawiają się w terenach zurbanizowanych, a ludzie wkraczają w naturalne ekosystemy, budując swoje domy w bezpośrednim sąsiedztwie lasów i łąk, które stanowią naturalne środowisko do życia dzikiej zwierzyny.

Zamieszkujące na takich terenach zwierzęta szybko adaptują się do życia w warunkach miejskich, gwarantujących zasoby pokarmowe, dostępność schronień oraz brak zagrożenia ze strony dużych drapieżników. Występowanie dzikich zwierząt w przestrzeni miejskiej w wielu przypadkach prowadzi do sytuacji konfliktowych. Coraz częściej pojawiają się głosy, że zjawiska tego nie da się wyeliminować trwale - pozostają jedynie działania profilaktyczne.

Jak poinformowała Danuta Przybyło, naczelnik wydziału ochrony środowiska i energii Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej, prezydent miasta zwróci się do lokalnych kół łowieckich o podjęcie działań w celu zminimalizowanie zagrożenia i uciążliwości z udziałem zwierząt dziko żyjących. Zgłoszenia w sprawie dzików Wydział Ochrony Środowiska i Energi przekazuje Straży Miejskiej, która jeździ w zagrożone wizytami dzików rejony i ostrzega mieszkańców. Ulotki z ostrzeżeniami trafiają także do Rad Osiedli.

Ale ostrzeżenia nie wystarczają, kiedy trzeba się skonfrontować ze stadem przed własnym domem. Prezydent miasta w takiej sytuacji może wystąpić do Nadleśnictwa Bielsko w sprawie redukcji liczby dzików do bezpiecznego poziomu. Planowe redukcje w lesie przeprowadzają myśliwi z kół łowieckich.

bb

Foto: Urząd Miejski w Bielsku-Białej