Popyt na specjalistów w branżach technicznych przerasta podaż, ale nadal w przypadku przeważającej większości stanowisk trudno mówić o rynku pracownika. W ich przypadku walka o ręce do pracy ma słabe przełożenie na wysokość zarobków nawet w obliczu galopującej inflacji. Im mniejsze miasto, tym bardziej jest to widoczne: z reguły w większych miastach oferty są bardziej atrakcyjne dla poszukujących pracy. Naturalne jest to, że praca w Katowicach na podobnym stanowisku będzie lepiej opłacana niż praca w Bielsku-Białej. Różnice mogą być warte wielogodzinnych dojazdów.

Oferta pracy jak oferta handlowa

Stosunek pracy to umowa handlowa. Sprzedaż czasu i umiejętności w zamian za pieniądze, ale nie tylko oferowane kwoty mają wpływ na powodzenie lub klęskę procesu rekrutacyjnego. Liczy się też sposób komunikacji z potencjalnym pracownikiem. Szczególnie wtedy, kiedy oferowane przez konkurencję warunki są zbliżone.

Jednym z pierwszych i najważniejszych kroków jest skonstruowanie i umieszczenie przez zatrudniającego oferty o pracę. W obecnej sytuacji, gdy bram nie szturmują setki bezrobotnych, warto przyłożyć się do jej stworzenia, nie bazując na pełnych banałów szablonach nie zmienianych od dwudziestu lat. Zamiast ukrywać szczegóły oferty pod enigmatycznymi lub banalnymi zdaniami, określmy jasno zarówno wymagania, jak i ofertę.

Konkretnie i bez lania wody

W wielu krajach Europy podanie wynagrodzenia w ogłoszeniu nie tylko nie jest rzadkością, ale normą. Czas to pieniądz. Podanie widełek pozwala oszczędzić czas potencjalnych pracowników i firmie. Coraz częściej brak tak podstawowej informacji traktowany jest z dużą podejrzliwością. Jeśli oferta naprawdę jest konkurencyjna, nie ma się czego wstydzić. "Atrakcyjne wynagrodzenie" znaczy tyle co nic.

Wyświechtane slogany w ofertach w typie "motywacyjny system wynagrodzeń" , "oferujemy pracę w dynamicznym zespole", "możliwość pracy u lidera w branży , "możliwość rozwoju" budzą rozbawienie nie tylko wśród młodego pokolenia. Szkoda na nie klawiatury. Nie wnoszą nic pod względem informacyjnym i rodzą podejrzenia, że oferent nie proponuje niczego wartościowego. Podajmy konkrety.

Pakiet szkoleń z wewnętrznych procedur lub z asortymentu firmy nie jest niczym atrakcyjnym. Co innego możliwość finansowania studiów podyplomowych lub cenionych na rynku pracy szkoleń.

Możliwość rozwoju i podwyżki wraz ze zdobywaniem doświadczenia? Świetny pomysł, jednak ograniczenie informacji do jednego zdania nikogo nie przekona. Zasygnalizuj, że to nie ogólnik, ale konkretna gwarancja.

Prosić czy nie prosić o list motywacyjny? Niemal wszystkie informacje i tak znajdują się w CV. Większość rekrutujących nie czyta listów motywacyjnych, a większość poszukujących pracy wysyła sztampowe pisma skopiowane z sieci. Z interesującymi nas kandydatami o ich motywacji i tak porozmawiamy osobiście lub telefonicznie.

Priorytety zamiast marzeń

Każdy chciałby mieć pracownika uniwersalnego. Takiego, który zaprojektuje układ elektroniczny, wykona stronę www i katalog produktów, a w wolnej chwili poprowadzi negocjacje biznesowe w języku szwedzkim, zamiecie i poda świetną kawę. Trafienie na takiego graniczyć będzie z cudem, tym bardziej zadziwiającym, im niższa liczba znajduje się w przeznaczonym na stanowisko budżecie. Ograniczajmy ilość wymagań do niezbędnego minimum i kluczowych umiejętności. Poskutkuje to większą liczbą złożonych aplikacji. Mierzmy siły na zamiary. Łatwiej będzie przeszkolić pod siebie kogoś z nieco mniejszym stażem niż próbować złowić złotą rybkę.

Często oferta traktowana jest jako formalność. Jednak od jej zawartości zależy, z jaką jakością i liczbą kandydatów będziemy mieć do czynienia w dalszych etapach rekrutacji. Warto zdecydować, czy ma ona zachęcać do złożenia aplikacji czy stanowić element selekcji.

Artykuł sponsorowany