"Czuję się bardziej bialanką niż bielszczanką, ale dawne podziały zniknęły"
Czego życzy miastu - z okazji jego urodzin - Grażyna Staniszewska, prezes Towarzystwa Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia, legendarna działaczka „Solidarności”, ciągle bardzo aktywnie udzielająca się w życiu miasta, pyta Zbigniew Lubowski.
Kim Pani właściwie jest: bialanką czy bielszczanką?
- Takiego pytania nikt jeszcze mi nie postawił, ale spróbuję to wyjaśnić. Urodziłam się w Białej Krakowskiej, jeszcze przed połączeniem Bielska i Białej w noc sylwestrową z 1950 na 1951 rok. W mojej metryce widnieje więc miejsce urodzenia - Biała. Z pochodzenia czuję się bardziej bialanką niż bielszczanką, lecz teraz mieszkam w Komorowicach Śląskich, które niegdyś należały przecież do województwa katowickiego, a nie do krakowskiego.
Jak Pani dziś ocenia integracyjną decyzję sprzed 70 lat?
- Tamto rozstrzygnięcie było zupełnie naturalne, podobnie jak późniejsza o siedem lat decyzja o połączeniu Dziedzic z Czechowicami i utworzeniu wspólnego miasta Czechowice-Dziedzice. Obie miejscowości po dwóch stronach granicznej rzeki Białki ciążyły ku sobie w naturalny sposób. Biała Krakowska odegrała wcześniej znaczącą rolę w historii, o czym dziś już mało kto pamięta. Gdy długoletnim zaborcom Polski zaczął się palić grunt pod nogami, to na krótki czas przenieśli stolicę Galicji ze Lwowa właśnie do Białej. W odległej przeszłości Biała była pod względem narodowościowym znacznie bardziej polska niż Bielsko, stanowiące wtedy duże skupisko ludności niemieckiej. Te różnice zupełnie jednak zaniknęły w okresie po II wojnie światowej. Pojawiło się w obu miejscowościach dużo ludności napływowej, co kompletnie zmieniło dawną strukturę narodowościową.
Graniczny most nad rzeką w ciągu ul. 11 Listopada ma już dziś tylko znaczenie sentymentalno-historyczne…
- To prawda. Dla dzisiejszego młodego pokolenia nie ma praktycznie żadnych różnic pomiędzy obiema częściami wspólnego miasta. Dawne podziały społeczne czy wyznaniowe zniknęły bezpowrotnie. Tylko starsi mieszkańcy wspominają niekiedy stare dzieje. Moja mama wywodziła się dla przykładu z Dziedzic, a tata - spod Miechowa w Małopolsce. Dla mojej babci teren Śląska Cieszyńskiego był zawsze tzw. zielonym Śląskiem, w odróżnieniu od „czarnego Śląska”, leżącego pod drugiej stronie Wisły. Rzeka stanowiła dla niej naturalną granicę pomiędzy Śląskiem Cieszyńskim a Górnym Śląskiem.
Całą rozmowę z Grażyną Staniszewską można przeczytać na łamach „Kroniki Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika ze specjalnym dodatkiem z okazji 70-lecia połączenia Bielska i Białej jest już dostępne w kioskach, hipermarketach, na stacjach benzynowych. E-wydanie jest dostępne na www.prasabeskidzka.pl.
Foto: Zbigniew Lubowski
Oceń artykuł:
30 42