„Józwa, macie tu za mało pomników”. Pół miasta mogło wtedy wylecieć w powietrze!
Tuż przed tragiczną śmiercią były prezydent Bielska-Białej Marian Kałoń opowiedział mi historię, która mogła sprawić, że miasto wyglądałoby dziś zupełnie inaczej. Miał wtedy 78 lat. Trzymał się znakomicie, nie miał problemów z przypominaniem sobie szczegółów swojej prezydentury, a przypadła ona na burzliwe czasy.
Wiedziony dziennikarską ciekawością i chęcią spotkania człowieka, który rządził stolicą Podbeskidzia w czasach, kiedy mnie najbardziej interesowało to, w jaki sposób urwać się z lekcji, trafiłem w końcu pod drzwi Mariana Kałonia. Było to jesienią 2008. Były prezydent miał wtedy 78 lat. Trzymał się znakomicie, nie miał problemów z przypominaniem sobie szczegółów swojej prezydentury. Przypadła ona na burzliwe czasy - Kałoń został powołany na stanowisko przez premiera Piotra Jaroszewicza w 1978. Ustąpił trzy lata później na fali społecznych protestów i nadchodzącego przełomu.
O pomniku Marian Kałoń opowiedział mi podczas naszego drugiego spotkania. Siedziałem w pokoju jego mieszkania, wśród mebli pamiętających lata siedemdziesiąte i czekałem aż skończy przeglądać jakieś swoje zapiski. W końcu oderwał wzrok od pożółkłych kartek i notatek i oświadczył, że opowie mi o pomniku. Nie miałem pojęcia, o co mu chodzi, więc tylko kiwnąłem głową czekając na ciąg dalszy. - Nawet pan nie wie, że za sprawą tej historii, pół miasta mogło wylecieć w powietrze! - krzyknął nagle.
Zrobiłem wielkie oczy, a były prezydent snuł opowieść. W czerwcu 1978 do Bielska-Białej przyjechał Gierek. Było gorąco jak diabli. - A w komitecie partii, przed wizytą, atmosfera była napięta do granic wytrzymałości. Buzińskiemu (ówczesny I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR - przyp. aut.) strasznie zależało na tej wizycie. W końcu dopiero dwa lata wcześniej został sekretarzem wojewódzkim, a przyjechał w teczce, z Polski, i miał ambicje. I to jakie! Chciał się wykazać, chłopaczyna. Był wtedy z tej okazji wielki wiec na placu Chrobrego.
Po wiecu prominenci udali się do siedziby Komitetu Wojewódzkiego. Tam zaplanowano obiad z Gierkiem. - Buziński był zadowolony z przebiegu wizyty. Wszystko szło zgodnie z planem. Do czasu obiadu. Gierek - pamiętam to jak dzisiaj - ledwo nabrał rosołu na łyżkę, podniósł głowę i powiedział: „Józwa! Macie tu w tym Bielsku mało pomników”. Gdy to usłyszałem, mało widelec nie wypadł mi z ręki. Buziński zrobił się czerwony na twarzy…
O tym, jaki to pomnik miał stanąć w Bielsku-Białej i dlaczego ostatecznie do tego nie doszło, można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Nowy numer jest dostępny w kioskach, hipermarketach, na stacjach benzynowych. E-wydanie można nabyć na stronie www.prasabeskidzka.pl.
KJ
Foto: Kuba Jarosz
Oceń artykuł:
8 28