Rejon Szyndzielni i Dębowca to jeden z najbardziej atrakcyjnych pod względem turystycznym zakątków Bielska-Białej. Większość mieszkańców i przyjezdnych dociera tu samochodami. I tu pojawia się problem: liczba miejsc parkingowych w pobliżu wydaje się mocno ograniczona. Tymczasem tuż obok istnieje olbrzymi parking.

Nie dość, że może pomieścić setki aut, to jeszcze można parkować na nim za darmo. Chodzi o ogromny plac postojowy przy hali widowiskowo-sportowej. Problem w tym, że osoby spoza Bielska-Białej zazwyczaj nie wiedzą o jego istnieniu, a jeśli nawet, to nie mają pojęcia, że jest ogólnodostępny i do tego darmowy. Zapełnia się więc tylko od wielkiego dzwonu i to w sytuacjach, gdy w hali odbywają się jakieś imprezy. Zazwyczaj jest pusty i służy drifterom.

Tak jest od dawna i można odnieść wrażenie, że gospodarze miasta nie są zainteresowani, by z parkingu korzystali turyści odwiedzający Szyndzielnię i Dębowiec. Świadczy o tym brak czytelnych i jasnych oznaczeń informujących zmotoryzowanych turystów, że mogą tam parkować. Zwrócili na to uwagę radni Karol Markowski, Roman Matyja i Maksymilian Pryga, którzy zasugerowali władzom miasta, by wykonano takie oznaczenia.

I pojawiły się, ale nadal są mało czytelne. Dwie tablice wiszą dosłownie przy samym wjeździe na teren hali i nie wynika z nich zbyt wiele. W dodatku przy wjeździe na teren ZIAD jest informacja o opłacie w wysokości 10 zł, która może sugerować, że także pod halą płaci się za postój.

Dlaczego urzędnicy nie potrafią albo nie chcą porządnie oznakować wielkiego parkingu? O tym pisze „Kronika Beskidzka”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży. E-wydanie można kupić TUTAJ.

MAP

Foto: Marcin Płużek