13 proc. polskich rodziców żałuje, że zdecydowało się na dzieci. Tak wynika z ostatnich badań Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Poznaniu. To największy odsetek spośród europejskich krajów. Do tej grupy na pewno nie należy Magda z bielskiej Straconki. A mogłaby, bo jej syn, Dominik, pochłonął całe jej życie. Ale Magda kocha swoje dzieci.

Dominik miał się nie urodzić. Ale się urodził. Na przekór wszystkim, którzy twierdzili, że z takimi wadami wrodzonymi dzieciak nie przeżyje nawet paru dni. Dominikowi chyba jednak spodobało się na tym świecie, bo przeżył już na nim siedem długich lat. Faktem jest, że nie było to, jak do tej pory – i pewnie nigdy nie będzie - życie usłane różami. Ale było i jest nadal, i tylko to się liczy.

Chłopiec ma swój własny, niedostępny dla innych świat i być może jedynie dlatego jest w stanie znosić cierpienia, jakie zesłał mu los. Bo kto chciałby mieć wodogłowie, zrośnięty przełyk czy ciągłe problemy z tchawicą, nie mówiąc już o braku możliwości porozumiewania się z otoczeniem. Czy komuś uśmiechałoby się ciągłe przebywanie w szpitalach? Kilkunastokrotne operacje czaszki?

A jednak wola życia i ciekawość otoczenia jest silniejsza od niedoskonałości ciała i duszy i ostatnio Dominik stanął nawet pierwszy raz w życiu na nogi. Dla Magdy, jego mamy, to powód do wielkiej radości. Zdystansowana do siebie, swoich problemów i świata mówi, żartując, że najwidoczniej resztki mózgu Dominika uznały, że nogi są nie tylko od wierzgania na leżąco. No i uniosły wreszcie ciało chłopca. Gorzej, że teraz Dominika jest już wszędzie pełno. Jakby było ich kilku w domu.

- To żywe srebro - śmieje się Magda. A na dowód tego Dominik, przytulony do niej, siedząc na matczynych kolanach, nagle ni stąd ni zowąd uderza czołem w blat stołu. Po sekundzie trzyma już w dłoni łyżeczkę i operuje nią w pobliżu własnego oka…

O dalszych losach Magdy i Dominika przeczytacie w aktualnym wydaniu Kroniki Beskidzkiej.

Tekst i foto: Kuba Jarosz