W Norwegii, Chinach czy Japonii jest rozchwytywany i wręcz niezastąpiony. Koncertował na sześciu kontynentach, stając się wspaniałym ambasadorem Polski i muzyki Fryderyka Chopina. Wyróżnia go nie tylko wirtuozeria wsparta pasją i pokładami szczerych emocji, ale też wiedza, którą chętnie się dzieli. Wzięty pianista, Grzegorz Niemczuk, podróżując po całym świecie, na miejsce do życia wybrał sobie Bielsko-Białą, z marszu zdobywając serca melomanów.

W czerwcu zagrał Pan już po raz trzeci w Bielskim Centrum Kultury. Mogliśmy wysłuchać wszystkich ballad i walców Chopina. I znowu sprawił Pan wielką radość melomanom, znowu były owacje na stojąco.

- Cudownie jest grać w Bielsku-Białej. Mówią, że w domu gra się najtrudniej, a w moim przypadku jest wręcz przeciwnie. Przed pierwszym koncertem nie miałem pojęcia, ile osób może przyjść. A okazało się, że mieszkańcy byli spragnieni koncertu pianistycznego. Odbiór moich koncertów w Bielsku-Białej był niesamowity i przerósł wszystkie moje oczekiwania. Mógłbym tu grać co miesiąc, choć na razie średnia to jeden koncert w roku.

Co sprawiło, że trzy lata temu zamieszkał Pan z żoną w Bielsku-Białej?

- Początkowo myśleliśmy o Cieszynie, gdyż tam pracuję jako wykładowca na Uniwersytecie Śląskim, ale szybko wybór padł na Bielsko-Białą. Uznaliśmy, że będzie to najlepsze miejsce do życia. Jest piękne i otaczają je wspaniałe góry, po których uwielbiamy wędrować. Poznałem je już jako dziecko, gdy przyjeżdżałem na narty.

Całą obszerną rozmowę z Grzegorzem Niemczukiem można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży. E-wydanie można nabyć na www.prasabeskidzka.pl.

Marcin Kałuski

Foto: Lucjusz Cykarski, BCK