Radna Małgorzata Zarębska chciałaby, żeby Ratusz otoczył opieką miejsca uznawane ze wizytówkę Bielska-Białej i nie dopuszczał do prowadzenia tam biznesów, które nie przystają do charakteru najbardziej urokliwych zakątków miasta. To dobry pomysł, ale niemożliwy do zrealizowania.

Jako przykład podała okolice placu Chrobrego. - Nie do końca estetyczne wydaje się, na co zwracają uwagę mieszkańcy, umożliwienie handlu odzieżą używaną w okolicach naszego zamku - przekonuje radna w interpelacji. Zwraca uwagę, że cały rejon bielskiego „Wzgórza” wygląda mało atrakcyjnie.

- Opuszczony bank, olbrzymie reklamy, w oknach witryn wieszaki. Wizerunek takich miejsc powinien być mocno chroniony - zauważa, zastrzegając, iż nie ma nic przeciwko przedsiębiorcom prowadzącym w mieście swoje biznesy (ani przeciwko punktom odzieży używanej, których sama - przyznaje - bywa klientką). Chodzi tylko o to, by władze miasta zadbały o wygląd i wizerunek najbardziej reprezentacyjnych miejsc.

Trudno nie zgodzić się z tym postulatem, ale trzeba zauważyć, że nie wszystkie lokale, w których prowadzona jest w centrum miasta działalność gospodarcza są własnością gminy. Wiele z nich to budynki prywatne i Ratusz ma niewiele do powiedzenie w sprawie podnajmowanych tam lokali. Wspomniany bank czy duży sklep z używaną odzieżą położony w pobliżu placu Chrobrego nie są własnością miasta.

Inna sprawa, że z pewnością wielu bielszczan widziałoby w centrum swojego pięknego miasta zamiast „szmateksów” atrakcyjne butiki ekskluzywnych marek, lecz umówmy się, iż Bielsko-Biała - choć urokliwe i zasobne - to nie jest Nowy Jork ani Paryż. Póki co lepiej sprzedają się tu używane ciuchy niż kreacje Karla Lagerfelda. A to przecież nieubłagane prawa rynku decydują o tym, jaki biznes opłaca się prowadzić.

Więcej na ten temat można przeczytać w nowym wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”, które ukaże się jak zawsze w czwartek. E-wydanie jest dostępne na www.prasabeskidzka.pl.

MAP

Foto: Marcin Płużek